Europa sprzyja rozmowie. Sensem europejskiego miasta jest spotykanie innych i rozmowa, nawiązywanie więzi. Pokaż, co widzisz. Twój sześciosekundowy obraz nie kończy się tam, gdzie Ty przestałeś nagrywać. Kończy się dzieło wtedy, gdy w głowie oglądającego zaczyna się siódma sekunda. Zaczyna się prawdziwy Konkurs.
Atlas Sztuki
5inLodz
Wczytywanie projektów…
Wczytywanie projektów…
Wczytywanie projektów…
Idemy
I świat miał z niego dużo. Przez moment, taki krotochwilny, miała go też Łódź. Miała cudownego Mistrza. Lynch wymyślił nas na nowo, na nowo centrum Łodzi. Wśród fabrycznych ruin odnalazł tajemnicę, która zainspirowała jego wyobraźnię. „Niezwykłe pozostałości po rewolucji przemysłowej! Dzisiaj już takich miejsc prawie nie ma. Łódź ma duszę. Dlatego ją tak bardzo polubiłem” – kilka lat po otwarciu swojej wystawy w Atlasie Sztuki, David Lynch nadal był pod wrażeniem pierwszej wizyty w mieście, w którym „zakochał się w ciągu chwili”. Słowa te na zawsze zapisały się w sercu miasta. Dziś żegnamy Davida Lyncha, ale nie żegnamy jego obecności. W tych fabrykach, w tych obrazach, w każdej inspiracji, która wypełnia łódzkie przestrzenie, jego duch pozostanie na zawsze. Łódź ma duszę, dzięki niemu
Nie musi być drewniana, czy ergonomiczna, byleby była solidnie oparta o brzeg kadru, prowadziła gdzieś wyżej, cokolwiek to znaczy. Oczywiście drabina przyda się bardzo, jeśli tylko zamierzamy sobie pogadać przez telefon, a nasza rozmowa jest z kimś lub czymś z daleka i zapowiada się na wyjątkowo długą. Abstrakcje powstałe na drabinie nie dadzą się zweryfikować, idee „obgadane” na drabinie nie dadzą się wcielić – pozostaną interesującym majakiem. Majaki są homo sapiens bardzo potrzebne jako naturalne środowisko życia, dzięki któremu nasz gatunek zachowuje przewagę nad innymi naczelnymi ( primates ). Jeszcze bardziej niż do rozmowy potrzebujemy majaków dających się zamienić w obraz, w możliwie prosty, intuicyjnie używany przedmiot, czy narzędzie. Oczywiście na drabinę da się wnieść i farbę
Ta jest zawsze soczysta i zielona, niczym murawa na boisku. Obecnie, od dni paru, trwa otwarcie nowego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Z łódzkiej perspektywy to czas, by wrócić do szlachetnej, kulturowej, a nawet sportowej „rywalizacji” między tak immanentnymi dla obydwu miast ideami jak Legia z jednej, a ŁKS i Widzew z drugiej. Łódź nie ma dużych szans. Cóż, życzymy dobrze Koleżankom i Kolegom ze stolicy i czekamy na pierwszy gwizdek, kiedy minie już wielodniowe świętowanie. Z racji centralnego ukształtowania cieków gruntowo-finansowych na polskiej piaszczystej, chłonnej glebie (także z powodu tego fatalnego rozszczepienia własnej tożsamości Bałuty semper contra Widzew) myślicie, że to zbyt trywializujące ujęcie kultury „wysokiej”? Mylicie się, wiele starannych, z poważnych
W kulturze zdominowanej przez technologię alienacja staje się dyskretnym, neutralnym makijażem na doskonale obojętnej twarzy. Te dwie postacie na przedstawionym zdjęciu łączy dwunożność, wiek i praca dla jednej agencji reklamowej. Nas jest dużo więcej. Przynajmniej chcemy tak myśleć „o sobie”. Zarówno ich, jak i nas łączy po wielokroć więcej, niż nam się zdaje. Tak mówią niepoprawni optymiści. Potrzebujemy takiego mówienia, potrzebujemy każdego, komu intuicja szepcze, że uda się nam pospinać i porozpinać sieci powiązań między nami, tak by nasz wzrok nie gubił się w nich, by docierał do innych oczu.
Żyjemy nieprzerwanie w cywilizacji i kulturze harmonijnie rozwijających się co najmniej od początków ery nowożytnej. To cywilizacja energiczna, zafascynowana możliwościami działania, jakie daje technika i pragmatycznie wykorzystywany racjonalny dar kategoryzowania i porządkowania wszystkiego, z czym się zetknie. Kiedy usiłujemy taką spójną, prostą historię potwierdzić w obrazach – wówczas sprawa komplikuje się. Spróbujmy zestawić dwa obrazy alegoryczne, czyli takie, które ujawniają zasadnicze cechy jakiegoś działania. Nie będzie to, przykładowo, ludzka skłonność do rozmawiania, gadania, komunikowania się. Sięgnijmy po starą alegorię Gadatliwości , z dzieła Cesare Ripy Ikonologia z końca XVI wieku (do pierwszego wydania ilustrowanego z 1603 r). Ripa pisze o niej w następujących słowach
Nie potrzeba symboli. Co jednak mamy robić my, którzy tkwimy daleko od rwących nurtów w mżącej bez przerwy fali informacji? Skupmy się więc przez chwilę na symbolach. Niosą one więcej sensu niż „najświeższe informacje”. Motyw śmierci w wodzie trwa od psalmu 68 aż po Ziemię jałową T.S. Eliota. „Fenicjanin Flebas, martwy od dwu niedziel, Zapomniał krzyku mew, i morza przypływów Zysków i strat.” (IV. Śmierć w wodzie ) Wyobraźnia katastroficzna nie potrzebuje faktów, ani statystyk. Jest projekcją zawilgoconej, zalanej duszy. Oby tym razem żadne fakty nie próbowały dorzucić swoich niepotrzebnych trzech groszy do smutnej tradycji motywów akwatycznych. Psalm 68 mówi o rozpaczy, nieszczęściu, o smutku. „Wybaw mię, Boże; boć weszły wody aż do duszy mojéj. Ulgnąłem w błocie głębokości i dna niemasz
To nie jest zły symptom. Lepiej interesować się śmiałym i swobodnym kreśleniem nowych linii, niż budowaniem płotów i uszczelnianiem starych granic. Skoro nieźle idzie, do następnego spotkania narysujmy sobie miasto. Całe Miasto , komiks (i gra wokół niego) to niezłe medium dla takich odjechanych/odlecianych pomysłów ad hoc. Każdy gdzieś tam mieszka, zna najbliższy róg, podwórko, korytarz, przedpokój i coś tam wie o swoich wymarzonych najdalszych galaktykach. Róg, podwórko, korytarz, kadr to pojęcia, po przestrzeni nawzajem na siebie przekładalne. O galaktykę, póki co, nie martwmy się. Po prostu spróbujmy zacząć od tego, co blisko, co jest znane. Oj, może na początku być bardzo dziwnie, mało o sobie wiemy. A jak „wyjdzie”, jak się okaże ciekawe, po prostu przeskalujemy kadry do wielkości
Jeden z niewielu zachowanych z okresu międzywojennego (z 1937 roku) filmów awangardowych, czyli takich, które chciały oddać niedostrzeganą oczywistość to Przygoda człowieka poczciwego ( https://www.youtube.com/watch?v=FlaFGPiioPQ ), autorstwa Stefana i Franciszki Themerson, z muzyką skomponowaną przez Stefana Kisielewskiego wart jest chwili uwagi. Fabuła na wspak, o konsekwencjach chodzenia przez dobrodusznego urzędnika tyłem, eksponuje motyw dwóch ludzi noszących szafę z lustrem (tak, tak, Henryk Kluba i Jakub Goldberg taszczący szafę po bałtyckiej plaży w etiudzie Polańskiego z 1958, to był już „drugi sezon” tej symbolicznej usługi transportowej w historii filmu). Czy doczekamy sezonu trzeciego i motyw dźwigających coś równie wielkiego i ciężkiego jak szafa wypełni filmowe kadry i nasze
Gdzie Drohobycz, gdzie Delfy? Nie dowiemy się jak wołano na tę, którą zobaczył Vermeer około 1657-1658. Jeśli uwierzymy specjalistom (rzadko warto to robić w przypadku obrazów), z prawej strony na dole, obok rzędu pięciu zdobionych kobaltem, charakterystycznych płytek ( delft ) stoi ogrzewacz do stóp. Myślicie, że Schulza taki fetysz nie zainteresował by? Aluzje wiszące między kuchnią i alkową, tak cienkie, że niedostrzegalne w salonie? Po prostu popatrzmy na, sądząc po wielkości płytek, dwadzieścia, dwadzieścia kilka centymetrów ściany i kawałek podłogi (na obrazie zajmuje to niewiele więcej niż dziesięć centymetrów). To jedna z najbardziej niesamowitych przestrzeni, jakie utrwaliło malarstwo europejskie. Wystarczy potraktować świecącą, niebieską suknię gosposi jako masyw górski (niczym
Nie wiadomo. To, co wiadomo dziś to fakt, że Andrzej Wróblewski był świetnym malarzem. Nie dziwi nas, że w sercu Wenecji, w przestrzeni Procuratie Vecchie, na placu świętego Marka, zaprezentowana została wystawa właśnie tego artysty. To jedna z dwóch polskich ekspozycji na 60. Międzynarodowej Wystawy Sztuki w Wenecji. Kuratorem wystawy głównej został Brazylijczyk Adriano Pedrosa, dyrektor artystyczny Sao Paulo Museum of Art (MASP). „Andrzej Wróblewski jest naszą wielka legendą i marzymy, żeby stał się jeśli nie legendą dla wszystkich, to przynajmniej postacią rozpoznawalną na międzynarodowej scenie artystycznej. Nie ma gwarancji, że to się uda” – zauważyła szefowa warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej Joanna Mytkowska w rozmowie z Agnieszką Kowalską, przeprowadzonej dawno bo w 2012 r
Jeden z niewielu zachowanych z okresu międzywojennego (z 1937 roku) filmów awangardowych, czyli takich, które chciały oddać niedostrzeganą oczywistość to Przygoda człowieka poczciwego ( https://www.youtube.com/watch?v=FlaFGPiioPQ ), autorstwa Stefana i Franciszki Themerson, z muzyką skomponowaną przez Stefana Kisielewskiego wart jest chwili uwagi. Fabuła na wspak, o konsekwencjach chodzenia przez dobrodusznego urzędnika tyłem, eksponuje motyw dwóch ludzi noszących szafę z lustrem (tak, tak, Henryk Kluba i Jakub Goldberg taszczący szafę po bałtyckiej plaży w etiudzie Polańskiego z 1958, to był już „drugi sezon” tej symbolicznej usługi transportowej w historii filmu). Czy doczekamy sezonu trzeciego i motyw dźwigających coś równie wielkiego i ciężkiego jak szafa wypełni filmowe kadry i nasze
Co dzieje się z wrażliwcami i maminsynkami z dobrego domu, kiedy napatrzą się na wojnę swoim bystrym, dziesięcioletnim wzrokiem? Wyrastają na twardych cyników. W 1958 roku, już po odebraniu Nagrody Wydawców, dwudziestoczteroletni Hłasko w wywiadzie dla Polskiego radia mówił tak: „Proszę Pani, człowiek rodzi się bez swojej woli, potem żyje bez przyjemności, umiera bez swojej woli. Czy to jest taka wesoła historia, nie wiem? (…) Ja nie jestem cynikiem, (…) to życie.” Jak źle pójdzie doczekamy się nie tylko paru filmów, ale i serialu o Hłasce. Taki na przykład Hłasko 1670? Trochę kostiumów, trochę przebieranek, sporo kwestii do kamery, prosto w oczy wywalonych , trochę filmowych dialogów „jak z Hłaski”. Dyskretnie opalizujący cynizm na całym ekranie to całkiem solidny biznesowo plan w
niczym przysłowiowy pies do jeża. W ramach rzeczonego projektu prosimy po świecie całym znamienitych ludzi o pięć ważnych w ich opinii dat z ostatniego stulecia. Po co? Pewnie po to, żeby przez chwilę (w czasie Igrzysk) pogłówkować o świecie czekającym nas za sto lat. Trudno przewidzieć jak potoczą się dalsze losy naszego projektu. Zamierzamy zbierać daty, podobnie jak książki, jak filmowe sceny na 5inLodz.pl, tak samo jak zdjęcia opisujące Świat Miast na 6inLodz.pl. Jest środek sierpnia, zbierzmy więc pięć dat z ostatnich dni. Czy da się wyczytać z nich cokolwiek? 1 – Zacznijmy od sierpniowej ulicy. Teoretycznie doskonale wiemy, że ulica jest strukturą skomplikowaną, uplecioną z całego szeregu całkowicie różnych systemów znaków i symboli. Tym razem nie chodzi nam o łódzką Włókienniczą. O
Ludzka wyobraźnia na temat nieludzkich mocy jest zaskakująco prosta i stała. The Climax autorstwa Aubrey Beardsley, Aris (Daryl Hannah), replikant „podstawowy model przyjemności”; Blade Runner (1982), Ridley Scott, iPhone, 2021
Lecz ty osądzasz jak niewierny. Dosięgną cię prawa i sądy. Strzeż się, by cię nie zwiodła obfitość i nie zmylił hojny okup.” — Siri! Opowiedz mi proszę inną bajkę. Dziadek gdzieś wyszedł… 28 września 2023 roku, w dniu swojej premiery, „Znachor” w czternastu krajach na świecie był numerem jeden pośród wszystkich fabularnych produkcji. Zanim wzruszymy się uniwersalną doniosłością pisarstwa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza spójrzmy na stare obrazy. W tym upartym dążeniu przed siebie, najwolniej zmieniamy bajki opowiadane po drodze, powtarzane mimochodem. To nas łączy, to daje nadzieję. Czy łączy nas nieznośna tępota powtarzania, przypominania? Otóż to, dokładnie ona nas łączy i często bywa dotkliwa. To, wbrew pozorom, nie jest prosta historia, to nie jest prosty wybór, to nie jest prosta droga
Zdaniem Tadeusza Markowskiego, profesora z Interdyscyplinarnego Centrum Studiów Miejskich Uniwersytetu Łódzkiego, proces duopolis już trwa. Warszawa rozrasta się w kierunku Łodzi. Warszawiacy mieszkają już w Żyrardowie. Być może zechcą zamieszkać w Nowym Centrum Łodzi? Zwłaszcza, że ceny mieszkań w Łodzi są o wiele niższe, niż w stolicy. Wypowiedzieli się na dany temat już wszyscy, i to lata temu. Wypowiedzieli się entuzjaści, ostrożni i sceptycy. Można te wypowiedzi scrollować w dowolnym kierunku ( https://plus.dzienniklodzki.pl/ duopolis -zaczyna-tworzyc-sie-na-naszych-oczach/ar/c3-14710965 ; https://pdm.irmir.pl/narzedziownik/lad-przestrzenny-i-urbanistyka/duopolis-lodzi-i-warszawy ), choć przyznacie nam rację, że jeszcze nie doczekaliśmy się reportera na tyle bystrego, któremu udało
Robili „takie rzeczy” Marcel Duchamp, zarówno Man Ray, jak i Joseph Cornell, także André Breton. Wielcy sztuki XX wieku. My natomiast sięgniemy do biogramu kobiecego. Urodzona w 1906 roku Elisa Latte Elena Bindhoff Enet miała więcej niż jedno życie. W tym pierwszym była pianistką i żoną polityka. W tym drugim, już w ziemskim raju, w USA – (trzecią) żoną André Bretona i jedną z najbardziej charyzmatycznych artystek w Paryskiej Grupie Surrealistów, już po II wojnie światowej. Stała się Elisa kimś potrafiącym to, co niewypowiadalne, zmieścić w niewielkim pudełku. Przy dzisiejszej skali sieci paczkomatów jest to umiejętność bezcenna. Elisa Breton zmarła w roku 2000, zanim odczucie pikselowej modułowości świata zglobalizowało się, a rynek dostarczania czegokolwiek do najbliższego paczkomatu
Nadal zdarza się, że możliwość zobaczenia takich obrazów jest powodem planowania wyjazdu, wakacji. Teraz robimy to z telefonem w dłoni, z dostępem do dziesiątek stron wyjaśniających zagmatwane szczegóły, podpowiadających gdzie, pod jakim kątem spojrzeć, jak się rozglądać po namalowanym świecie. Takie podpowiedzi będą nam towarzyszyć pewnie już zawsze, o ile nie zabraknie prądu. Póki posiadamy własne odczucie, własne, przypadkowe spojrzenie, własne zdanie – wszytko w porządku. Do starych obrazów nawiązują nowsze, te, które jak u siebie czują się w zupełnie współczesnej ikonosferze kultury masowej. Takie są obrazy Rene Magritte’a – każdy gdzieś widział motyw przez niego wymyślony. Magritte lubił droczyć się z przenikliwością widzów, chętnie, choćby tytułem kierować ich uwagę na inne
Marzyciel to tytuł filmu, za który Jan odebrał Oscara. Nagród Jan Andrzej Paweł Kaczmarek zdobył oczywiście znacznie więcej, można wręcz odnieść wrażenie, że zostały mu wręczone wszystkie możliwe nagrody. Nagrody wręczane są zawsze „za coś”, za przeszłe zasługi. Gwiazdą jest się „po coś”: dla Pamięci, czyli dla Przyszłości. Tym właśnie sposobem Łódź okazała szacunek i troskę o ciągłość kultury. Tak pamięta Łódź. Wielcy twórcy są naszą przyszłością. Dla nas Jan Kaczmarek będzie zawsze jednym z nich. Jest tym, który w zgodnym przekonaniu miasta oraz naszym zasłużył na dziwną, pozornie płaską – jak łódzki trotuar – własną gwiazdę. W zeszłym roku obchodził swoje 70-lecie – chłopak z Konina, poznaniak z usposobienia, obywatel świata z wyboru. Piękny człowiek, trudny geniusz i spełniony
Liczymy od zawsze. Chętnie liczymy to, czego na pewno nie dosięgniemy. Sprzed kilkunastu tysięcy lat pochodzą pierwsze monumentalne neolityczne założenia architektoniczne sytuowane zgodnie z układem astronomicznym, tak jak Göbekli Tepe. Każdy język, który znamy i potrafimy rozpoznać, w przeszłości zjawiał się w świecie, w którym od dawna już sprawnie liczono. Liczymy precyzyjnie. Mamy policzone, że ostatni dzień grudnia, a zarazem roku, jest dłuższy od najkrótszego dnia o 4 minuty. Znacie kogoś, dla kogo ma to znaczenie? Przesilenie zimowe między 21 a 22 grudnia na półkuli północnej przez tysiące lat podpowiadało, jak budować dziesiątki miejsc kluczowych dla dawnych społeczności. Architekt przez długi czas był kimś, kto potrafił policzyć i narysować co łączy ścianę, czy bramę z gwiazdą, a
W łódzkich legendach wiele jest opowieści o tym, jak „to miasto” zmieniło ludzi. Taka zmiana jako mit jest konwencją pamiętania o gwałtownych społecznych transformacjach jakie miały miejsce w wielkich przemysłowych Molochach urbanizacji w XIX i XX wieku. Pewnie dlatego, że życie potrafi tu nieźle kołysać. W takich warunkach to, co wyobrażone bezpośrednio nakłada na siebie przemoc, sprawczość, pragnienia, dominację i uległość. Sacrum , Los stają się dotkliwą, beznamiętnie działającą siłą. Tak prostą i bezwzględną, jak pracująca maszyna. Nic dziwnego, że nasze bystre umysły szybko zaczynają traktować ją jako czynnik stricte techniczny. Taki, który można wykorzystać do masowej produkcji. Mniejsza o to, co liczy się bardziej: jej wielkość, tempo (ilość zmian), rozwijanie sieci dystrybucji
W połowie lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy zjawił się na rysunku Saula Steinberga motyw nawzajem stwarzających się z niczego rąk, gazetowe rysunki (ten z lewej pochodzi z New Yorkera ) były bardzo proste. Tylko kreska, żadnych rastrów, żadnych odcieni, niuansów. Dawno temu, jeśli rysunek zjawiał się w gazecie, to po to, by coś wyostrzyć, pod kreślić, zauważyć. Nadal lubimy w dany sposób myśleć o rysunkach w dzisiejszej kulturze. Lubimy traktować o naszej niezauważalnej codzienności anachronicznie. To nas uspokaja, bujamy się (i innych) od niechcenia w pewnym sentymentalnym powtarzaniu gestów, fraz, tłumaczeń sprzed dekad, niczym w rozleniwiającym, własnym fotelu. Naukowcy już bezsprzecznie ustalili, że rok 2024 nie jest rokiem 1954, a nawet 1963 (kiedy zarysowały się – w głowie tego
Myśleliście ostatnio o błogosławionym Radzimie Gaudentym, bracie przyrodnim św. Wojciecha, a od roku 1000 arcybiskupie gnieźnieńskim? Nie? Warto pomyśleć, szczególnie jak robicie też plany powakacyjne. Wtedy warto jeszcze wspomnieć o św. Kalikście, niewolniku, papieżu, męczenniku z roku 222. Najlepiej objąć ich jedną myślą. Wśród podejmujących ważne decyzje gospodarcze w spółkach Skarbu Państwa upowszechnił się zwyczaj ustalania, czy dana rzecz da się zrobić przed „św. Kalikstem i Gaudentym”, czy też nie. Coś może być „na rzeczy”, podobno jakieś wybory mają być w czerwcu. A potem, kto to wie? Tylko Święci Pańscy (na pełnym etacie). W samym Centrum, w Brukseli. Centrum zawsze udaje bardziej uporządkowane. W centrum wszyscy pilnie pracują, mają bardzo ważne obowiązki, wypełniają sumiennie
Są dwie możliwości: albo algorytm odpowiada za całość zmian wobec oryginału, albo treść zmienionego przemówienia ułożył człowiek. Ta scena jest pochwałą kunsztu retorycznego ( Ars rhetorica ). Jest umieszczoną w groteskowej scenografii wymyślonych znaków i rytuałów sceną narodzin (wprost z niczego) kultu, fanatyzmu, porywu zmyślonej jedności ( Ein Volk, ein Reich, ein Führer ). Jest szyderstwem z fetyszystycznego stosunku do „aktów komunikacji”, do „protokołów komunikacji”, bez których ład współczesności jaki znamy znikłby w mgnieniu oka. Powyższy komentarz odnosi się do sceny przemowy filmowego Dyktatora (Adenoid Hynkel, z zawodu wyuczonego: „a simple Jewish-Tomainian barber”, żyjący w filmowej Tomanii) z filmu The Great Dictator w reżyserii Chaplina z 1940 roku. Do 10 maja był to rok
dwa miesiące po rozdaniu wszystkich statuetek Oscarów, po obejrzeniu wszystkiego, co w kinematografii obejrzeć trzeba, warto sprawdzić sobie biogram inżyniera Stefana Kudelskiego. To przykład człowieka, który nie zrobił ani jednego filmu, nie zagrał żadnej roli, nie napisał scenariusza, ani muzyki, a jednak dostał dwa Oskary (i dwie nagrody Emmy, nazywane „Oskarami telewizyjnymi”). Warto zapoznać się z historią rodziny, zaczynając od dziadka – Jana Tomasza Kudelskiego – architekta Stanisławowa. To historia lwowskiej inteligencji, dość typowa, losy ludzi z pasją i talentem, zajmujących się tym, co wybrali. Ludzi, którym jakaś zupełnie nieprawdopodobna, nie do przewidzenia wielka historia nagle wszystko zabiera, zmusza do ucieczki. Ludzi, którzy tam, gdzie się znaleźli (Kudelscy po kilku
W budynku Starych Prokuratorii (Procuratie Vecchie) przy Placu Św. Marka w Wenecji od 20 kwietnia do 24 listopada zobaczyć można wystawę Andrzeja Wróblewskiego „In the First Person”. To jedna z wystaw towarzyszących tegorocznemu Biennale, stroną zapraszającą był kurator Biennale Adriano Pedrosa. Większość z ponad sześćdziesięciu pokazywanych prac pochodzi z kolekcji Anny i Jerzego Staraków, a Fundacja Rodziny Staraków kierowana przez Elżbietę Dzikowską jest głównym organizatorem po stronie polskiej. Kuratorką wystawy jest Anna Muszyńska. Zmarły tragicznie w 1957 roku trzydziestolatek jest jedną z kluczowych postaci dla sztuki polskiej w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. Siła i prostota jego bardzo charakterystycznego malarstwa, gdzieś w pół drogi między reportażowymi
Powiedziała, że wierzy w czułość jako najbardziej uniwersalny język na Ziemi. Powiedziała, że nie wierzy w boga, ale nadal wierzy w człowieka. Każde z tych wyznań nadaje się na tytuł w największych portalach i gazetach Europy. Żadne się tam nie znajdzie. Nie szkodzi, porządek wiary nie musi być porządkiem bardzo wyeksponowanym, centralnie ulokowanym. To zwykle okazuje się nienajlepszym pomysłem. W oświadczeniu po ogłoszeniu werdyktu jury nowa Europejska Poetka Wolności Monika Herceg z Chorwacji powiedziała niewymuszenie kilka ważnych rzeczy. W zupełności wystarczy, że istnieją takie konkursy jak Nagroda Literacka Miasta Gdańska „Europejski Poeta Wolności”, takie kapituły i jakimś niepojętym trafem potrafią tak celnie wybierać. Pamiętajcie, silna wiara potrafi przez lata kręcić się w kółko
Majówka! Nogi same niosą. Te nasze podróże prawie zawsze są wyśnione. Podróże wymyślone bez otwierania oczu. Podróże na ślepo? Takie, jakie z błahego powodu spadły na Odyseusza i przez dekadę niosły z jednej przygody w kolejną, ale nie w stronę domu. Podróże przez miejsca, z których mało kto zdołał wrócić, jak na przykład narkotyczna kraina Lotofagów. Cóż, przy dzisiejszym (deklarowanym) poziomie fizycznej dziarskości – czemu nie? Z dobrym sprzętem, w dobrym towarzystwie dotrzemy wszędzie. Co więcej, podróże najkrótsze zawsze wymagają głowy. Nawet takiej, jak Homera, głowy nic nie widzącej. Ekwipunek, towarzystwo, finanse, planowanie – tak, to wszytko jest dla dobrych podróży ważne, ale nie wystarczające. Trudno jest określić element brakujący. Może to dana tym, którzy nie widzą
Ani w sporcie, ani w sztuce nie chodzi głównie o emocje, czy rywalizację. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie potrafimy określić o co chodzi. I dlatego zdarza się, że jeszcze czasem uważnie na coś patrzymy. Forbes (który nie zna się na sztuce, ale jest wpływowy) proponuje następującą trasę po najciekawszych wystawach tegorocznego 60-tego Biennale Weneckiego („Here are 11 of the must-see country pavilions”): https://www.forbes.com/sites/joanneshurvell/2024/04/30/11-of-the-best-country-pavilions-of-the-venice-biennale-2024/?sh=25cd556913e6 1. Great Britain: John Akomfrah, ” Listening All Night To The Rain” 2. France: Julien Creuzet, „Attila cataract your source at the feet of the green peaks will end up in the great sea blue abyss we drowned in the tidal tears of the moon” 3
Trzeba uświadomić sobie jak intensywna jest cyrkulacja wciąż nowych zdjęć, obrazów medialnych. To coś równie potężnego jak Golfsztrom, prąd wijący się między Ameryką a Europą. To nurt spajający akurat te dwa kontynenty wyjątkowo mocno. Lepiej, żeby tak pozostało. Zdjęcie jest takie jak być powinno. Proste, dojmujące, nie da się długo udawać, że na przykład egzotyka nie pozwala nam zobaczyć czemu się przyglądamy. Zdjęcie Mohammeda Salem pracującego dla Reuters wygrało tegoroczną edycję World Press Photo. Moment ogłaszania werdyktu jury w Amsterdamie sam w sobie był sceną dla dobrego zdjęcia. Instytucja kultury w pokościelnym wnętrzu, w prezbiterium, nagrodzone zdjęcie na miejscu retabulum ołtarzowego, dookoła zaaferowani oficjele, urzędnicy, prasa. Może wydawać się, że zestawienie z jedną
Człowiek po przejściach, z kłopotami finansowymi, ot, pechowy szaraczek, przykurzony weteran spod Lepanto. Wymyślił kogoś, kto walczy ze złym światem, kto sprzeciwia się, kto ruszy na dowolnie wielkiego olbrzyma, bohatera rodem z dwudziestowiecznego westernu, samotnego, prostego, pewnego swojej oceny sytuacji. Dlaczego Daumier jednym ruchem malujący pełną wyrazu głowę szkapy zaoszczędził farby malując głowę jeźdźca? To jeden z bardziej zagadkowych portretów autentycznego szaleństwa. Pięć lat wcześniej, w 1863 Gustave Doré opublikował swoje wspaniałe, pełne szczegółów ilustracje do powieści Cervantesa. Grafika pokazująca moment zderzenia rozpędzonej, szarżującej wyobraźni z rzeczywistością powinna być obowiązkową ilustracją zarówno na egzaminie dojrzałości, jak i na egzaminie na prawo
Chyba tylko „ci od architektury”, no, dzisiaj może jeszcze ci od SRE (Site Reliability Engineering) oraz niezmordowani site admini nadal w to wierzą. Jak po sznurku, jak przy linijce, jak w tabelce albo sylabusie, punkt po punkcie. Obrazy rzeczywistości, nawet te absolutnie nieruchome, doskonale znane, oglądane od tysięcy lat wyglądają na mocno poplątane. Drugą skrajnością są mistrzowie nawijki i żywego słowa, którym jest wszytko jedno o czym trajlują – liczy się intensywność, bit i flow. Wątek i sens to dla nich pojęcia archaiczne wprost z XIX-wiecznego tkackiego krosna, nie mające nic wspólnego z aktualnym przekazem i obrazem. Jeśli lubicie zagadki nielogiczne popatrzcie bez pośpiechu na relief ustawiony przy zachodniej ścianie kaplicy Grobu Świętego przy południowej nawie kościoła św
Za ich przekład odpowiada Joanna Krenz. Jak piszą krytycy, poezja Yang Liana łączy zachodnią, modernistyczną wrażliwość z niemal szamańską, chińską tradycją, stając się pomostem między kulturą Zachodu i Wschodu. Bezosobowy śnieg 无人称的雪 1. Śnieg suchy pośpieszny naśladujący ludzkie uniesienie zwierzęcy zmierzch i świt śnieg na drobnych łapkach pnie się po gałęziach drzewa delikatny szkielecik szklany szkielecik hartowany w potężnym ogniu śnieg zawsze dotkliwie brzęczy w uszach długo po tym jak ustanie co może zmarły pamiętać ze śmierci sekretnie rozsypane srebro wewnątrz ciała tysiąc ciężarnych kobiet rodzących w niebiosach zziębnięte sieroty powite bez zezwolenia bladoczerwona drabina ciała wiedzie na maleńkie poddasze na stryszek białej nocy gdzie przechowuje się zwłoki nie istniejesz to
Zbliżają się wybory, może da się jeszcze niespodziewanie skręcić w bok? A nawet się urwać? Albo nawet i zostać. I co dobrego zrobić w mieście. Jeśli wierzyć dacie, Maciej Słomczyński napisał te trzy zdania 14 lipca 1969 roku. To zdanie otwiera, krótki, siedmiostronicowy tekst „Od tłumacza”, kończący osiemset siedemnaście stron Ulissesa Jamesa Joyce’a, w wydaniu PIW. Peerelowski nakład 40 000 (+ 200) egzemplarzy zstąpił jak duch i zdecydowanie odmienił oblicze „tej ziemi”. A zdania Słomczyńskiego pozostaną z nami jeszcze długo w XXI wieku. „Istnieje na świecie wielka grupa szczęśliwców, którzy odrzucają jako oczywisty nonsens wszystko to, czego nie są w stanie zrozumieć na pierwszy rzut oka. Ludzie ci wymagają od sztuki jedynie najwyższej zręczności w powielaniu tego, co im najbliższe i
dla zrozumienia czegokolwiek w mieście. „Uchwytność pojęcia (architektury)” to i istotna dla rozumienia czegokolwiek cecha/zdolność oraz problematyczny w swojej sensualności zwrot językowy. Język, jego zasady dają nam możliwość napisania o „pojęciach nieuchwytnych”. Czy jest to zwrot, określenie tylko językowe, bez desygnatu, bez istniejącej poza słowami treści? Tego rodzaju pytania zadajemy sobie pewnie w całej Polsce – nie tylko w Łodzi. I oczywiście, nie tylko w Łodzi pozostają one bez odpowiedzi. Najrozsądniej byłoby takie wydumane problemy poruszać w „ Kołach Łowieckich” . Takie to Łowcze Koło stworzyli w naszym mieście lokalni architekci. Pod latarnią (tam najciemniej), na opuszczonym przystanku tramwajowym ustawili swoje ambony. I oczywiście, natychmiast stali się niesłyszalni
Czas zająć się miastem. Czas na Mózg. Ale jeszcze nie na mózg architekta (miasta). Mózg ( cerebrum ) jest nazywany największym organem elektrycznym człowieka. Jesteśmy zafascynowani elektryczną aktywnością mózgu. Podobnie każde miasto można opisać i badać jako skupisko życia, które przesyła, wytwarza i zużywa prąd. Potrafimy zestawić kompletny schemat połączeń elektrycznych miasta, dysponujemy całodobowymi zapisami elektrycznej aktywności miast. Mamy takie dane nawet dla Capital Cities. Słowo capital pochodzące od łacińskiego caput (dopełniacz capitis ) pokazuje jak bardzo antropocentryczni jesteśmy przy opisywaniu otoczenia i formujących go sił. I jak bardzo chcemy samych siebie opisać właśnie jako splot fizycznych sił. Łódź rozciąga się po dwóch stronach ulicy Piotrkowskiej. Lizbona
Nie zawsze są one dostępne „na żądanie” (w standardzie: World on Demand – WOD), ale zawsze kręcą się blisko nas. Może właśnie z tego powodu „przestrzeliliśmy” w naszej Fundacji kolejny projekt. Przyszłość zaczęła mocno doskwierać teraźniejszości. Igrzyska Przyszłości miały nieco uspokoić sytuację i rozpocząć budowę w Łodzi Kamienicy Wieku Przyszłego. Oczywiście, we wschodniej pierzei przyszłego Rynku Kobro w NCŁ. Naprzeciwko Kamienicy Ziemi Obiecanej, w ramach tegoż samego projektu 21K. Poszło (jak zawsze) o łódzkiego barona Münchhausena. Nie wszyscy mają tyle werwy, co baron, który na Księżyc wdrapał się po linie. Co z pozostałymi, którzy nie mają takiej krzepy? A przemieszczać się w Łodzi po ulicach trzeba. Można swobodnie podróżować między mundus sensibilis i mundus intelligibilis . Po
A w bajkach dzieje się tyle niepojętych rzeczy na raz, że o zamęt łatwo. Doskonale sprawdza się w bajkowej realności asymetria, pozwala odróżniać bez wahania. Szczególnie krzywda w bajkach zawsze jest asymetryczna. To asymetryczne napięcie nakręca i napędza akcję. A wartka akcja jest podstawowym parametrem dobrej bajki i medialnych przekazów. Reklamodawcy to lubią. Z punktu widzenia ich interesu bez znaczenia jest dokąd prowadzi perspektywa. Czy obowiązują jakieś intuicyjne prawa, ciążenia, konsekwencje zakazu bilokacji, nietożsamości dobra i zła? Liczy się tylko powtarzalna bez końca sekwencyjność. Tak jak w łańcuchu dostaw. Dotarło to ostatnio podobno nawet do Elona Muska. Pogrążenie się w bajkowości, w bajeczności jest jednym z prostych sposobów przetrwania w realiach ostrego
Jasne, polityka zawsze i zapewne wszędzie była spektaklem, nieznośną czasem teatralizacją wszystkiego, co się nawinie. Nasz kłopot, teraz, zimą 2024 polega na tym, że teatralizacja objęła też prawo. I usiłuje również w tym obszarze upowszechnić spektakularnie emocjonalne zachowania. Oklaski, gwizdy, buczenie – cała teatralna, ludyczna bezpośredniość zaczynają wypierać prawną argumentację. Na niewiele przydaje się przy takiej teatralizacji umiejętność czytania między wierszami, wychwytywania prawnych niuansów, odwoływania do tekstu. Jeśli ten proces się upowszechni, będziemy znów dumni z naszej teatralnej awangardy, choć nie będzie to eksperyment tani. Theatrum mundi to zwrot opisujący rzeczywistość bardzo wielu kultur, pasujący do tego, co dzieje się w wielu krajach. Dlaczego jednak nas
22 stycznia 2021 roku zmarł w wieku 97 lat Henryk Jerzy Chmielewski. Przed wojną związany z PPS, zajmował się rysowaniem, jak sam wspominał, „karykatur politycznych”. W 1939 do 6 października walczył w armii Kleeberga. Po ucieczce z transportu jenieckiego w 1941 wraca do Warszawy. Od 1942 jako dwudziestolatek publikuje w prasie podziemnej rysunki tworzone z odsłuchu komunikatów radiowych. Zgodnie z obowiązującym zarządzeniem niemieckich władz okupacyjnych słuchanie i posiadanie radia było karane śmiercią. Chmielewski był człowiekiem praktycznym, w radiowych wspomnieniach z 1980 szczegółowo opisywał, jak przypinać agrafką rulonik z rysunkami od środka do nogawki spodni, żeby nie wpaść w czasie ulicznej rewizji, kiedy trzeba przejść przez miasto do punktu kontaktowego. W maju 1944 dostaje
jak kilka lat po wojnie kobiece łydki w ciągu kilku sezonów stają się socjalistyczne w treści, choć nadal ponętne w formie? Chcecie lepiej zrozumieć, co łączy małomównego, podstępnego Erosa i perspektywę ulic na Bałutach? Musicie na tę wystawę pójść. Cztery salki w starym gmachu Muzeum Sztuki, tam gdzie zawsze, na rogu Więckowskiego i Gdańskiej. Niby nic, a wystawa wielka. To jedna z najważniejszych wystaw w ostatnim roku, nie tylko w Polsce. Nie przeoczcie, nie zagapcie się, jak dziecięce „ Licho Jednookie”. Takie, jakie dwudziestokilkuletni Nowosielski narysował dla Teatru Lalek w mieście Łodzi, do którego przyjechał w 1950, szukając pracy i miejsca do zakotwiczenia się w ciągle dziko obcej powojennej realności. Dwa tygodnie temu skończył się rocznicowy rok Nowosielskiego, pora więc
To po lewej to stare naskalne zadrapanie, liczące może ponad trzy, a może tylko dwa i pół tysiąca lat. W naszych głowach wygląda jak ktoś wchodzący do labiryntu. W środku też nie wy, to przecież do znudzenia przypominany człowiek ad quadratum , ad circulum, dwie zebrane i genialnie prosto nałożone na siebie przez Leonarda da Vinci wyobrażenia tego, co podobno powinno nas normować, mitygować. Idealna („renesansowa”, jak uczyli przed maturą) symetryczność i perfekcyjne dopasowanie do okrągłego świata, przejrzysta, prosta geometria, która bez wysiłku zmienia naszą ludzką niedoskonałą pokraczność w trwały ideał. Obok – Modulor Le Corbusiera, źródło bezliku współczesnych ergonomii i systemów projektowania. Niby wprost z życia wzięty, a jakoś mniej ma się ochotę utożsamić z postawnym
Skoro sytuacja wymusza powrót do niekończącej się dyskusji o powstaniu desperackim, wymuszonym, Styczniowym spróbujmy robić to z jasno określonym politycznym celem. Historyczne okoliczności pozwalają podjąć próbę zmiany rozumienia Rzeczypospolitej jako tworu etnicznego, narodowego, polskiego, na zaskakująco nowoczesny projekt dążący do zrównania praw różnych etnosów w ramach zakreślonych wynegocjowanym przez Obywateli (równych nacji, wyznań i języków) porozumieniem – Konstytucją . Gdyby udało się nie zaczynać jak w szkole zawsze od Konstytucji 3 Maja… „Powszechnie przyjmuje się, że Konstytucja 3 maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) spisaną konstytucją (https://pl.wikipedia.org/wiki/Konstytucja_3_maja). Powinniśmy przypominać o
Następne wybory odbędą się już w kwietniu tego roku. Podobno zarówno ewangelia Łukasza, najbardziej szczegółowo opisująca dzieciństwo Chrystusa, jak i druga poświęcająca temu czasowi uwagę ewangelia Mateusza miejscami dalekie są od prawdy. Z religijnego punktu widzenia brzmi to kiepsko: ewangelia daleka od prawdy. Brzmi tak tylko wtedy, gdy mamy w głowach wyjątkowo spopularyzowane przez wiek XX pojęcie prawdy jako tego, co odzwierciedla w jakimś zapisie (np. matematycznym) układ rzeczy, realizacji między nimi, stan faktów, czy „prawa przyrody”. Nie trzeba nawet odwoływać się do specyfiki perspektywy religijnej, wystarczy zauważyć, że w takim obrazie świata my sami, nasz status w świecie, funkcjonowanie naszego umysłu, świadomości (duszy?) może być tylko jeszcze jedną kategorią faktów. Czy
Straszą dziś, że zimno będzie. Co oni tam wiedzą, tyle co z ekranu spłynie. Zimno to było. Jakoś tak między 1978 a 1979. Mówili na to potem „zima stulecia”, mówili tak nawet ci, co jeszcze pamiętali zimy z lat czterdziestych, zimy czasem gdzieś daleko. Coś musiało być na rzeczy. Na dworze było na pewno mnóstwo śniegu. To widać do dziś na fotografiach. Śnieg nawet dawno stopniały, wbrew temu, co pisał Franciszek Villon to (w epoce fotografii) konkret, da się porównać nawet po latach. Można w nim zaryć się na amen. Co innego taka na przykład miłość (o niej też pisał Villon). A przydałoby się, skoro zimno. Chwilę przed peerelowską Zimą Stulecia w 1978 zjawiła się „Sztukakochania” Michaliny Wisłockiej. Zjawiła się i zmieniła wiele, więcej chyba niż te monumentalne zaspy z początku 1979. Tamta
Nie zachwycimy świata projektem Polskie ćwiczenia z tragiczności świata. Między Niemcami a Rosją . Kłopot w tym, że takie ćwiczenia będziemy długo (do bólu) powtarzali w kraju. No, ale prosty minister w stopniu podpułkownika nie musi tego wiedzieć. Obrazy Ignacego Czwartosa – jak powiedział kiedyś Jerzy Nowosielski – są doskonale „abstrakcyjne”. Choć czyste w swoim gatunku, to jednak wyjątkowo „ciepłe”, uczuciowe. Oszczędne w formie, wręcz skąpe, o zgaszonej tonacji kolorystycznej, jest w nich jakiś spokój, dla niektórych – duchowość, dla innych – liryzm. Porównuje się je do tradycji malarskiej, którą rozpoczął Kazimierz Malewicz swoim „Czarnym kwadratem na białym tle”. Czwartos abstrakcje zaczął malować będąc na studiach, jednak jego „artystyczne” początki stanowiły portrety nawiązujące
Kiedy indziej zmienia się nauka, technologia, a w zupełnie innym rytmie zachowania społeczne, moralność, czy estetyka. Łatwo można obserwować zmiany preferowanych modeli w estetyce. W latach osiemdziesiątych XIX wieku w jednym z najszybciej rozwijających się miast w cesarstwie Habsburgów był Lwów w Galicji. Jak w większości miast pod koniec XIX wieku powstały tam dekoracje gmachów publicznych, które miały pokazać błyskawiczne tempo zmian cywilizacyjnych. Zestaw dekoracyjnych panneau Triumf Postępu w auli Politechniki Lwowskiej zaprojektował Jan Matejko w latach osiemdziesiątych XIX wieku (Mistrz Matejko naszkicował małe kompozycje powiększane i uzupełniane przez grono jego uczniów z krakowskiej Akademii Sztuk). Wśród jedenastu obrazów można zobaczyć tak niespotykane kompozycje alegoryczne
i wypadają blado na tle solidnie pisanych i odmalowanych fantazji na FB. Dziewczyny… 2024 rok będzie czasem drapieżników. Czyli będzie należał do Was. Zachodnia kultura potrafi – hokus pokus – to, co niebezpieczne zmienić w to, co rozkosznie przyjemne, co zachęca do zakupów, co zwiększa apetyt na więcej od życia. Potrafi tak robić co prawda nie wszędzie, ale w ważniejszych centrach tak. Dlatego fajniej jest mieszkać w Londynie, Brukseli, Paryżu, niż w Skiroławkach, czy Bronowicach Małych. Potrafimy tak fantazjować od co najmniej pół tysiąca lat. Od czasu, kiedy hrabia Hendrik III van Nassau w swoim pałacu na przedmieściach Brukseli zawiesił duży obraz uprzyjemniający rozmowy w czasie wydawanych uczt. W szkołach taką zdolność do skupiania się na tym, co atrakcyjne, co na wyciagnięcie ręki
To nie na Włókienniczej. To, jako żywo, jest globalna wersja wspólnej pamięci. Dziwicie się, bo jest radosna, twórcza, pełna inwencji, tryskająca świeżością skojarzeń. „W latach siedemdziesiątych Nowy Orlean starał się pobudzić inwestycje w coś, co później stało się znane jako Warehouse District. Oczekiwano, że Piazza d’Italia wywoła falę inwestycji w Warehouse District i w całym śródmieściu Nowego Orleanu, wzbudzi zainteresowanie śródmieściem.”(…) „In 1974, Charles Moore, a prominent contemporary architect, former dean of the Yale School of Architecture and a proponent of a witty, exuberant design language later termed postmodern architecture was approached to help realize the vision of New Orleans’ Italian-American community. In close collaboration with three young architects then
Święta, ich długa, mechanicznie, rytualnie powtarzana tradycja, tak stara, że nie pamiętająca już, co właściwie odróżnia chronos od aionu i kairosu, skoro wszystkie trzy słowa nazywają czas, unieważni próby pokazania, że sytuacja jest wyjątkowa, nadzwyczajna, dramatyczna. Święta są w tym aspekcie jawnie niesprawiedliwe, sprzyjają atakującym, wprowadzającym zmiany. Święta uspokajają, otulają, nucą: lulajże, lulaj. W święta dowolnie wielką grę ogląda się z większym dystansem, w sytym zamyśleniu. Jeśli gra was wciąga, jeśli identyfikujecie się z kimś grającym, przygotujcie się na baaardzo długą, mimetyczną relację z rozgrywki. Będzie takich pasm – zdarzeń, przyczyn, skutków, perypetii, epizodów – tyle, ile grających. Nie da się z nich spleść czegoś spójnego. Tak, jak nie sposób grać na
Nie szkodzi, w Łodzi przyzwyczajeni jesteśmy do masywnych fabularnych fantazji i ich beztroskiego wyświetlania. Oswoiliśmy się z nimi, oswoiliśmy się na nowo już w XXI wieku. Miasto ma swój rytm, już nie ten dawny, na trzy zmiany, ale nadal w starym tempie: „do upadłego”, „na akord”. Łódź płynie, Łódź nie tonie. Łódź usiłuje nawigować pomiędzy mocno czasem wzburzonymi bałwanami. Łódź nie jest filmowa, każdy, kto choć raz tu był, doskonale wie jak bardzo jest nie filmowa. Łódź jest normalna , chce tylko dopłynąć. Jak najprościej, bez kinowych zwrotów akcji. Czy kolejny raz zostanie z imaginacyjną konstrukcją z patyczków, paseczków i wstążeczek zamiast z solidnym wiosłem w garści? Zobaczymy, Łódź to miasto łatwowierne, ufne, zapatrzone w projekcję – lepiej nie sprawdzać, jak się zachowuje
I bardzo dobrze, dzięki temu potrafimy się odnieść do kolejnych zaskoczeń, jakie niesie codzienność. Minął rosyjski „Dzień jedności”, z zaakcentowanym łódzkim wątkiem w artykule D. Miedwiediewa. Rosjanie mają 4 listopada – rocznicę wygnania z moskiewskiego kremla „polskich interwentów” My mamy 11 listopada. W tym roku mieliśmy parę rzeczy do zrobienia. To, jaką strużkę historii lubimy najbardziej nie jest aż tak istotne wobec wyzwań, jakie przyniósł rok 2023. Róbmy swoje, za rok, dwa tylko łowcy memów będą pamiętali o „zabetonowanym” na Legionów autku. Oby podobnie było z kremlowskimi perspektywami na przyszłość Europy. A jeśli ktoś potrzebuje jak powietrza odniesienia do historii, dla własnej wolnej egzystencji niech spojrzy uważnie, jak na zdjęciu z 1934 (wyszperanym przez kremlowskich
Nie taką z warkoczykami, tylko taką, o której mówiło się z obawą na naradach, akademiach, plenach jako o planie pięcioletnim, który musi zostać zrealizowany. Socjalizm miał perfekcyjnie biurokratyczne plany. Dzięki temu przyszłość była czymś udomowionym, co zawsze wiedziało, z czym nie wyskakiwać z głupia frant. Jak jest teraz? Całkiem nieźle! Sądząc po ewolucji sylwetek Ludzi Roku wybieranych i ogłaszanych przez Times będzie jak kiedyś. Żadnych pandemii, żadnych ekologicznych lęków, żadnych wojen. Każdy, mniej lub bardziej systematycznie i planowo będzie robił swoje, a w wolnych chwilach gapił się na piosenkarki, aktorki, gwiazdy i obłoki srebrzyste w tysiącu kanałów. Brzmi nieźle, prawie jak kolejne plany pięcioletnie z PRL-u. Grafika od lewej: okładki magazynu Times z lat 2019, 2020
Jak przyzwoity, nadal czytający, lekko konserwatywny (ale bez przesady) inteligent ciężko pracujący ma obejrzeć przeróbkę, krotochwilę (wulgarną – vulgaris znaczy przecież po łacinie tyle co zwykły, pospolity, codzienny, znany) z transmisji Obrad Wysokiej Izby? Jak ma nie stracić kontaktu z najbardziej żywotną, elementarną, ludyczną warstwą narodowej kultury (doskonale przecież pamiętamy jak ten problem gnębił Wyspiańskiego sto dwadzieścia lat temu), a zarazem nie udać się na wewnętrzną emigrację (to ryzykowne dziś, mogą potem już nie wpuścić z powrotem)? Jak nie stracić wiary (ojców) w objawione prawdy: w rewitalizację, modernizacje i skokową demokratyzację ukochanej naszej Itaki? I takie pytanie będzie nas często gnębiło, w epoce gwałtownie rosnącej popularności maszynek potrafiących
„W okresie zalegania śniegu wystrzegaj się stromych stoków i nie wchodź do niebezpiecznych żlebów, którymi mogą zejść lawiny śnieżne.” Nie ma co udawać. To bardzo przydatne pouczenie. Nawet jak powstanie CPK w środku Polski, która może być krajem wybranym, pozostaniemy gatunkiem mało lotnym. Teraz, w obliczu fali mrozu trzeba twardo spojrzeć prawdzie w oczy: ludzie nie potrafią latać. Ani jeden z nas. Przed lawiną nie damy rady odlecieć. Nikt. Nawet ci z hodowli w wojskowych laboratoriach do zadań najspecjalniejszych sami z siebie, o własnych siłach nie latają. Mimo to jakoś sobie radzimy, nawet zimą. Mniejsza o armię dronów precyzyjnie dostarczających gorącą café latte i spersonalizowany granat pod wskazany adres. Radzimy sobie bo w odróżnieniu od bardziej lotnych gatunków natychmiast
choć ekran był naprawdę duży (nawet jak na standardy Atlasa). Nie sprzedawaliśmy chipsów, nie zasiedliśmy przed ekranem. W ramach abonamentu igrzysk się nie udostępnia. To był zaledwie skromny pokaz w naszym mieście. Demonstracja. Zresztą nie chodziło o to, jak dużą i wypasioną wersją ekranu dysponowaliśmy. Szybko dotarło do nas, że wpatrujemy się, że wszyscy razem wpatrujemy się w to samo lustro. To bolesny, a jeśli trwa za długo – bardzo niebezpieczny rodzaj spojrzenia. Ludowa mądrość zawsze przypominała, że „złe oko” to początek kłopotów. Co robić, kiedy zaczyna do nas docierać, że takie właśnie oko dostrzegamy nie na ekranie, ale w lustrze? W takim obrazie nie ma co szukać zapowiedzi następnego – jeszcze ciekawszego – sezonu, jest tylko ten sezon. Jest trudne i niebezpieczne teraz
Sądząc po minie dziennikarza emocje wtedy rządziły już wszystkim. W listopadzie nam przeszło. Spróbujcie sobie (jeszcze w październiku) wyobrazić gołe kolana Prezesa. – Radzę czytać Hrabala. – przekonywał nas wiele lat temu Jerzy Owsiak. Do naszej Biblioteki 5inLodz.pl książki Hrabala jednak nie ofiarował. Może właśnie przez gołe kolana… – Kiedyś książek nie kupowało się, książki się zdobywało. Stało się w kolejkach, szukało na bazarach – mówił Jurek Owsiak. – Wasz pomysł jest super, te książki niosą w sobie cały ładunek czasu. I nabiorą rangi eksponatu. I tyle. Biblioteka 5inLodz.pl rośnie, książki nabierają z wiekiem rangi eksponatu. Nie mamy Hrabala, nie mamy też innych. W bibliotece posiadamy (także czytamy) Dzienniki Eliadego. I są tam fragmenty jak ulał pasujące do naszej sytuacji
Czy Penderecki gra lepiej niż ostatnio Lewandowski (w kadrze)? Czy da się w 2024 dostać grant na zrekonstruowanie jego partytur, oczywiście przy użyciu AI? Poplotkujmy. Tylko plotkę można przeciwstawić tężejącej jak beton pamięci zbiorowej, pamięci kultury o rozmiarach i różnorodności podobnej do pasa startowego, na którym wypisano zgrabnymi literami w słusznym rozmiarze: Wspólne Dobro + Pamięć Narodu . Dzięki temu jest to rodzaj pamięci, z którym idzie nam gładko. Kiedy trzeba przypominamy sobie wszyscy o jakiejś postaci, najczęściej nigdy osobiście nie spotkanej i zaczynamy pisać rozprawkę na zadany, rocznicowy temat. Tak wygląda schemat działania mediów interesujących się kulturą. Gdyby jakimś cudem taką sylwetkę dało się postawić pośrodku tego aeroportu narodowej pamięci, skąd ciągle
Powinno być ewidentne dla wszystkich, skoro odnosi się, podtrzymuje, obejmuje każdego i wszystko, nie powinno samo nikomu przysparzać kłopotu. Co powinno być, „ a nie jest, nie pisze się w rejestr”. Chyba z tego powszechnego, ludycznego przekonania bierze się językowa i funkcjonalna martwota wielu konstytucji. Im bardziej erudycyjni, nie pozbawieni głębokiej i rozległej jurysprudencji konstytucjonaliści doprecyzowują brzmienie i wykładnię konstytucyjnych artykułów, tym słabiej majaczy idea konstytucji w rzeczywistości codziennej. Rzeczywistości redukującej co się da, do prostoty rozgrywki o wszytko. Do gry szybkiej, twardej, tak oczywistej, że oczy same otwierają się nam szeroko ze strachu. Czy banalna, powtarzalna czynność prze-pisania fragmentu tekstu, który już wydrukowano w
W sytuacji długotrwającej niepewności większość gatunków rezygnuje lub znacznie ogranicza aktywność seksualną. Porównawcze badanie poziomu seksualizacji obrazów w drugiej połowie XX wieku i w ikonosferze tej dekady może być wyraźnym dowodem zmiany równie niewygodnej (pozbawionej sex appealu ) do zauważenia jak globalne ocieplenie. W obydwu przypadkach nikt tego nie chce. A na wybory trzeba iść. Za tydzień zaczną znikać z pejzażu tak malownicze, tak znaczące, tak rozbudzające skojarzenia i emocje nazwiska. Kiedy patrzy się jak przypadek, czy konieczność ustawia obok siebie kandydujących trudno powstrzymać się przed myślą, że jeden tylko Franciszek Bohomolec wiedział by, jak z takich koincydencji pouczającą komedyjkę ułożyć, dla wspólnego dobra i poprawy Rzeczypospolitej. Ten lekko
Zakończył się 34 Festiwal komiksu i Gier w Łodzi. W 1991 roku, w chwili, kiedy nikt nie wiedział jak będzie wyglądała nowa, „zachodnia” rzeczywistość w Łodzi pojawił się Ogólnopolski Konwent Twórców Komiksu . Komiks to forma okcydentalna, dziś obecna wszędzie, ale nadal kojarząca się z Zachodem, z jego zanurzeniem w nadmiarze obrazów. Tak charakterystyczne dla okcydentalnej mentalności cechy jak ironia, skłonność do prześmiewczego „ przerysowywania” dowolnego obrazu rzeczy doskonale wyrażają się w komiksie. Komiks jest rodzajem gry z tym, co zastane, co ustalone, co nienaruszalne. Jest trochę bajką, trochę bujdą, trochę dosadną trafnością. Jest formą narracji w tym samym stopniu, co formą wizualną. Co chwila, zauważmy, że taki czy inny zupełnie „poważny” fragment codzienności zaczyna
Ale wiadomo też, że trzeba się potargować. Jak w handlu – trzeba mieć refleks. Można być za, można przeciw, każdy (dla każdego) znajdzie w takiej konwencji choćby niewielką, satysfakcjonującą rolę dla własnej fantazji. Samemu trzeba szukać chwili ulgi pośrodku bitewnego pejzażu kampanii dookoła. Mamy to przetrwać, wybrać rozsądnie i mieć siłę na własne plany po wyborach. Od tego zależy więcej, niż od samych wyborów. W gratisie, na koszt Atlasa Sztuki i wspólnej wyobraźni. Sprzedajmy Polskę! „Sprzedawanie Polski”, biorąc pod uwagę rozbiory, to temat doskonały dla piszących doktorat na przykład z ikonografii XIX wieku. Motyw krótko sformułowany, działający jak podnieta. Wiek XIX (a więc z naszej perspektywy już po sprzedaży) scalił przy pomocy pary i handlu Europę. Nie inaczej było w naszej
Czy nie taki rodzaj transformacji wyświetlany jest na łódzkich fasadach? Warto wyraźnie od początku mówić, że to festiwal podobny do teatru, który Grotowski nazywał zwyrodniałym rytuałem, zwyrodniałym, bo w dawnych rytuałach nie było widzów, byli tylko uczestnicy. W tym roku, możecie prosto z festiwalu pójść w jedno jeszcze ciemno miejsce: do kina (kiedyś to w Łodzi były kina…). Pójdzcie na Doppelgängera. Sobowtóra Jana Holoubka. W takim mieście, które samo nie wie kim jest, kim chce być, gdy wzorem starszych miast dorośnie to pomysł niezły. Mogą się wam jak greckiemu epoptcie nagleotworzyć oczy, Łódź to nie miasto, to, po łódzku mówiąc, Doppelgänger der Stadt. Nic pewnego, nic namacalnego, raczej feeria rozbłysków i projekcji. Całkiem udany model współczesności, oswajajcie się. Miasto
Zostawmy to kiedy dzieją się rzeczy nie do wyobrażenia. 29 września 2023 Lech Wałęsa skończył osiemdziesiąt lat. Elektryk z uprawnieniami, który kilka razy bez żadnych uprawnień podpisał coś w imieniu większości. Nieoczywisty dla historii Europy po roku 1945 splot pisma i ducha, splot przeniesiony nie wiadomo w jaki sposób wprost z biblijnego kontekstu wywrócił zimnowojenny porządek świata. Za chwilę od naszych postawionych na kartach do głosowania znaczków znów zależeć może więcej, niż przychodzi nam do głowy. Ot, żarcik losu. Osoba biorąca udział w konferencji prasowej Wałęsy w Londynie w 1991 potwierdza, że Wałęsa powiedział tam dwie rzeczy, z których tylko żart o szukaniu żony w zbyt obszernym królewskim łóżku podchwyciła i nagłośniła angielska prasa. Druga uwaga Wałęsy pytanego o
W Atlasie Sztuki nie wyświetlamy filmów fabularnych. Nawet jeśli wiadomo (jeszcze przed premierą), że może to być dzieło, które zostawi w kulturze wyraźny ślad. W Atlasie Sztuki często pokazywaliśmy filmy dokumentalne. Filmy fabularne „wyświetla się i rozgrywa” na festiwalach. Dopóki trzymamy się reguł przyjętych przez taką czy inną branżę, wszystko jest na swoim miejscu. W Gdyni rozwinięto czerwony dywan, przyjechały gwiazdy i znane w branży postacie, ukazały się medialne relacje podgrzewające atmosferę rywalizacji o nagrodę Złotych Lwów. Wszyscy w takiej sytuacji wiedzą co i kiedy mają robić. Kto ma się uśmiechać, kto nie wchodzić w kadr pracującym ekipom, kto ma się z niesmakiem dystansować, a kto i jak długo z autentycznym ożywieniem perorować w czasie wywiadu o szansach dla polskiego
Rzeczy rozstrzygające dzieją się szybko, nawet jeśli patrzącym z boku wydaje się, że trwa to w nieskończoność. Jak w malignie, jak w jednym spazmie. Dzieją się nie wiadomo jak, zawsze . To warto zobaczyć, to dodaje sił, ale jak to opisać nie bawiąc się w relację „na żywo”? Siatkówka jest wielka! Dzięki sztywnym, skomplikowanym zasadom siatkówka na pewnym poziomie bezczelnie zaczepia literaturę. Kłopot w tym, że literatura też powinna być na pewnym poziomie. Wielka. Szukając skutecznego przyjęcia takiej atomowej rozgrywki spróbujmy w usta Leona włożyć krótką pomeczową wypowiedź na gorąco. Leon (patrząc prosto w mikrofon): „Zaprawdę w ciałach naszych światłość jakaś wielka Balsamująca ciało – formy żywicielka, Uwiecznica… promienie swe dawała złote(…)” Trzymająca mikrofon: „ Dziękuję za
Jak często się da, trzeba robić przerwy w oglądaniu nad podziw wyrazistych, wielkoformatowych twarzy i postaci krajowej sceny. Zostaną z nami co najmniej do połowy października. A przy pewnym stopniu znużenia i poirytowania większość z nas myśli i decyduje jednak ciut gorzej. Dlatego ważne są przerwy, w których można się oderwać od tego, co blisko. Jest okazja, żeby oderwać się w kosmicznym wymiarze. Indie wylądowały na Księżycu. Nie całe, póki co, chociaż mina indyjskiego premiera zapowiada wiele. Każda silna, skuteczna władza w XXI w pewnym stopniu opiera się na rakietach (niekoniecznie uzbrojonych). Nic nie zapowiada, że będzie można sprawować władzę opartą tylko na programach i technologiach pomagających wyrównywać różnice społeczne, promować zachowania prozdrowotne, wspierać kulturę
Tempo pojawiania się kolejnych komentarzy, artykułów, reklam odnoszących się do jednego epizodu z podobno nudnego meczu piłki nożnej jest godne uwagi. Najwyraźniej kultura, w jakiej żyjemy, jest dobrze skonfigurowana, czuła, szybko reagująca na okazje pozwalające na zwrócenie uwagi na własne produkty. To dobrze, jest to argument ( argumentum ad populum , jak to na stadionie) świadczący, że żyjemy w zachodniej rzeczywistości, w skomplikowanych, długich łańcuchach symbolicznych znaczeń, w większości nastawionych na zysk, na pragmatyczną racjonalność. Łatwiej będzie nam poradzić sobie z próbami straszenia, że wszyscy możemy znów trafić w sam środek dantejskiego pejzażu, „w pół drogi” między Zachodem i Wschodem, raz jeszcze wylądować w środkowoeuropejskim bagnie, w którym ani się człowiek
Przed słonecznym weekendem, w piątek 8 września na zakończenie programu TVP postanowiła przypomnieć Kanał A. Wajdy. Który z czynników zdecydował o emisji, można się tylko domyślać. Z jakiegoś marketingowego powodu stratedzy zjednoczonej Prawicy postanowili przekonać większość obywateli, że w 2023 wojna z Niemcami trwa nadal. Za chwilę, czy nam się to podoba, czy nie, weźmiemy udział w decydującej bitwie. Druga, smutniejsza część filmu wlecze się w upiornym, cuchnącym labiryncie pod miastem. Bohaterowie szukają drogowskazu, wskazówki, napisu, hasła prowadzącego ku życiu. W filmie napisy są dwa: Wilcza i Kocham Jacka . Ten drugi zrobiła pewnie filmowa łączniczka Stokrotka ciągnąca przez ekran rannego podchorążego Koraba. Gdyby Wajda nie nasączył miłosnym sentymentem fetoru historii, wówczas
Nie narzekamy na brak niusów. Nieoczywistym, a wartym rozważenia kierunkiem krótkiego wyjazdu może być Płock. Pomijając zachwycające, prawie romańskie drzwi do kolegiaty i podobno jeszcze starszą rzekę, po cichu podgryzającą wysoką skarpę, dobrym powodem wycieczki może być niewielka wystawa Okres przejściowy między poduszką a nożem. Tytuł zdradzający dużą zręczność w układaniu znaczeń i liter z powodzeniem będzie mógł posłużyć pokoleniom politologów dla trafnego nazwania tego lata 2023, w historii gdzieś pomiędzy Starym Państwem a Średnim Państwem , niby nad Wisłą, a zarazem w zaświatowej nierealności wprost ze starożytnego Egiptu. Nawet gdy wydaje się Wam, że u nas zaraz po Starym Państwie od razu będzie Nowe Państwo , na wystawę pójdźcie. Wisi w malutkiej galerii, będącej zakamarkiem
wymaga albo nastroju jak z końcowych scen Odlotu ( Taking Off) Miloša Formana, albo analitycznych zdolności interpretujących komunikaty RPP RP. Mimo to warto ćwiczyć. Najbardziej tajemnicze jest stałe (od tysięcy lat, niezależnie od skali aktualnej wojny) przekonanie, że to, co najważniejsze albo da się spisać, podpisać i zapieczętować, albo – paradoksalnie – rozlewa się i płynie szybciej niż atramentowy kleks, czy ludzka krew. W sumie wszystko jedno, byle by było w końcu hiper . „W archikatedrze warszawskiej odbyło się polsko-ukraińskie nabożeństwo w rocznicę rzezi wołyńskiej.” W wakacyjnym klimacie, w szortach, klapkach, korkach, kwiatach we włosach, można by taką ceremonię skwitować w krótkich słowach. Tym razem nie warto ( https://wpolityce.pl/kosciol/
Podobno ekologiczny rozsądek (szczególnie na Wschodzie) podpowiada by bardzo długo, w milczeniu przyglądać się jak dookoła nas przyroda sobie świetnie radzi. Jak cykl pór roku niezmienny niemal niczym koniunktura w ekonomii po ojcowsku, z surową troską przypomina różnym istotkom, że trzeba sobie radzić, trzeba się spieszyć, trzeba polować na okazję. Zapolujmy na globalny rozgłos stołecznej wystawy w Zamku Ujazdowskim. W tradycji Zachodu ta, wprost z własnej obserwacji płynąca mądrość, wcześnie, już w cyklu archaicznych „mitów o sukcesji” (jak nazywa to Martin L. West) osadziła się w „bajkowej” mitologii. Wystawę zrobił artysta z Melbourne, wystawa zdenerwowała ambasadę Chin, a zainteresowała ambasadę Australii. O czym jest wystawa? Nie ma rady, trzeba wrócić do mitu, zgodnie z którym
Obrazy złe, obrazy niosące złe emocje oglądamy chętniej. Nie potrafimy ich nie oglądać, po to mamy wiązkę instynktów by nasz organizm potrafił się czasem ochronić niezależnie od nabitej myślami głowy. Jeśli dostrzegamy oznaki niebezpieczeństwa, będziemy w tę stronę bacznie zerkali. Korzysta z tego od zawsze polityka, marketing, korzysta każdy kto zabiega o cudzą uwagę. Warto pamiętać, że takie obrazy oglądamy w recesji, i nie chodzi o stan gospodarczej koniunktury. Chodzi o sposób działania takich obrazów, wymuszają one recessio – mimowolne, instynktowne „cofanie się „. Niby manewr jak każdy inny, skoro mamy zagwarantowaną swobodę poruszania. Kłopot w tym, że w czasie cofania się oczy mamy utkwione w jakimś frapująco strasznym obrazku. Widać na nich, jak na dłoni, że blisko, bliżej niż
a „Ziemię Obiecaną” Reymonta przepisujemy nie dlatego, że (jak chce profesor Krzysztof Pomian) ogarnęło nas „szaleństwo katalogowania” ludzi według ich charakteru (pisma). Choć „po prawdzie” taka namiętność nie opuszcza Europę do dziś. Nadal w popularnym przekonaniu historia sztuki zajmuje się odróżnianiem gotyku od renesansu, renesansu od manieryzmu, manieryzmu od baroku, baroku od klasycyzmu. Kompletnie inne znaczenie i zakres chronologiczny mają te same style w historii muzyki. Jeszcze inaczej jest w historii literatury. Kultura europejska to misterna koronka powycinana w nakładających się na siebie kategoriach, porządkach, katalogach zdarzeń. Radykalny minimalizm modernizmu ( less is more ) wytępił większość gatunkowych nazw styli wykonawczych. Dawno, dawno temu, w połowie XVIII
Palec traktowany jest jako symbol Ducha Świętego. Abstrakcyjna i niezrozumiała moc zawarta jest w małej, słabej części ludzkiego ciała (zob. Ambroży, Expositio evangelii secundum Lucam, VII, 93 Komentarz do Ewangelii według Łukasza). Metafora „Księgi Świata” (liber mundi) jest powszechnie znana. Wyobraźnia scholastyczna spopularyzowała to porównanie. W XII wieku Hugon z Saint-Victor napisał: „Universum enim mundus iste sensibilis quasi quidam libre est scriptus digito Dei, hoc est virtute divina creatus, et singulae creaturae quasi figurae”. (Didascalion de studio legendii 7.4; PL 176) Cały ten zmysłowy świat jest jak pewna księga napisana palcem Bożym, to znaczy stworzona Bożą mocą, a poszczególne stworzenia są w niej figurami”. W tym samym stuleciu Nizami Gandżawi (نظامی گنجوی)
Warto o tej postaci pamiętać. Czytając w Szkicach piórkiem relację o upadku Francji latem 1940 z perspektywy cyklisty o wiele łatwiej uwolnić się od patriotyczno-sztampowej oceny wielu dziwnych postaci, jakie zamiast „bronić swojej ojczyzny”, walczyć, snują się dziś po Europie. Bobkowski, syn generała, do armii polskiej we Francji zgłosił się jako jeden z pierwszych. Nie został przyjęty. Znaczenie twórczości literackiej tego ekonomisty, gwatemalskiego modelarza, człowieka starającego się desperacko zachować niezależność od okoliczności dla kultury polskiej jest porównywalne ze znaczeniem Gombrowicza. Poglądy miał proste: „Człowiek wolny, intelektualista, pisarz i poeta naprawdę wolny, który chce być wolny, będzie do końca tego świata miał coś z chuligana”. Pod koniec lat pięćdziesiątych
Zdumiewające, że w świecie w całości ponoć utkanym z pikseli, rastrów, bitów i w kraju tak ceniącym kulturę ludową dopiero teraz, w czerwcu 2023-go otworzono Muzeum Wycinanki. Współczesność to jedna wielka wycinanka, kolaż szaleńca z nożycami do strzyżenia ludzi w ręku. Muzeum powstało w miejscu Królewskiej Fabryki Papiery założonej w 1755 roku w Konstancinie nad rzeczką Jeziorką. Przeskalowana ludowa wycinanka pokrywająca polski pawilon na Expo w Szanghaju w roku 2010 spodobała się na świecie ( https://www.bryla.pl/bryla1,85301,7561313,Polski_Pawilon_na_EXPO_robi_furore.html ). Mimo tego, dopiero trzynaście lat później doczekaliśmy się placówki gromadzącej tradycyjne wycinanki. Uzbierało się ponad dwadzieścia metrów teczek z wycinankami w archiwum. Miejsce znalazło się w świetnie
Nie musimy nic ściągać, nic downloadować , nie musimy martwić się o jakość. Uczmy się od nich nie tylko w święta. Fresk z San Fermo Maggiore w Weronie, podobno w tym uniwersum „ma granice nieskończone”.
Tina Turner „zaczytywała” książki Edgara Allana Poe. Gombrowicz nie znosił Balzaka. W roku 1958 pisał: „Nie znoszę jego Komedii ludzkiej . Pomyśleć, jak łatwo najlepsza zupa ulega zepsuciu gdy dodać do niej łyżeczkę starego tłuszczu lub odrobinę pasty do zębów. (…) Łatwiej znienawidzić kogoś za dłubanie w nosie, niż pokochać za stworzenie symfonii. Albowiem drobiazg jest charakterystyczny i określa osobę w jej codziennym wymiarze.” (Dzienniki, Niedziela , 1958). Gombrowicza czytamy. I co teraz, jak mieszać te przypadkowe i często przeterminowane składniki w naszym 5inKotle? W prawo mieszać, czy raczej do lewej, żeby odwlec przynajmniej moment kiedy ujawni się, że to, co przy gotowano może figurować w karcie (czy raczej na panelu: order & collect ) jako komedia ludzka? Taki los trwałych
28 maja rozstrzygnęły się wybory „o wszystko”, wybory prezydenckie w Turcji. Stopień polaryzacji poglądów był w Turcji bardzo podobny do tego u nas. Poziom emocji, ilość inwektyw używanych zamiast argumentów też. Bajka o zasadniczym wyborze między patriotycznym konserwatyzmie i kosmopolitycznym lewactwie podobna. Zaangażowanie aparatu państwa po jednej ze stron też. Turcy wybrali. Co jest ważne w tym wszystkim dla nas? Uświadomienie sobie, że wyliczone wyborcze „atrakcje” jakie nas czekają tego lata są czymś powtarzalnym, czymś wydarzającym się w pozornie zupełnie różnych kulturach. Ćwiczmy hasło popularne w pierwszej turze tureckich wyborów: „ Wszyscy jesteśmy Turkami”. Może się nam przydać. Choć niewykluczone, że koniec końców okazać się może, że „ Wszyscy jesteśmy Turczynkami”. „
Proszę pomyśleć jakie znaczenie ma fakt, czy przytrafi się nam eksplozja dobrej jakości, czy jej chińska albo koreańska podróbka. Oczywiście celność, jakość, zasięg broni z której się zabija wpływa na efektywność zabijania, ale niekoniecznie ten, z kim walczymy musi na to zwracać uwagę. Wojna w Ukrainie nie jest formą rywalizacji jaką są w stanie pojąć mieszkańcy Europy, którzy jak pisał Tuwim: „(…) – widzą wszystko o d d z i e l n i e: Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…” Na razie i my, i media wszystko w przebiegu wojny w Ukrainie doskonale rozumiemy. Czego tu nie rozumieć: wojna jest tylko formą presji ekonomicznej i kulturowej, prowadzoną środkami brutalniejszymi niż zazwyczaj. Wrogie przejęcie to termin doskonale znany bankowcom i biznesmenom. Technicy, inżynierowie, umysły ścisłe
Tylko dlatego, że czytacie po polsku, w jednym ze słowiańskich języków Wschodniej Europy albo jeszcze niedawno „zamieszkiwaliście” na Włókienniczej w Łodzi? No więc, tylko wydaje się wam. Roberto Calasso ( Zaślubiny Kadmosa z Harmonią , przeł. S. Kasprzysiak, { Le nozze di Cadmo e Armonia }) w dwóch zdaniach, tak zdawkowo jak to możliwe przypomniał co łączy całkowite zamroczenie rozumu i coś, o co warto grać: unieważnienie wyroku Losu. „Z miłości do Admeta Apollon upił Mojry i być może było to najbardziej szalone święto, o jakim napomknienie do nas dotarło, ale o jakim nic więcej nie umiemy powiedzieć prócz tego, że się odbyło. Mojry, dziewczęta o pięknych ramionach, które przędą nić życia każdego ze śmiertelnych, pojawiają się w wyobraźni Plutarcha jako »córy Ananke«, Konieczności. A
Dobrze zestawiona, uważnie obejrzana ikonografia Chaplina zastępuje długi i nudny wykład o antropologii kulturowej XX wieku. To, czego dowiedzielibyście się pod jego koniec zobaczycie już w kadrach kończących Ballet Mécanique Legera i Murphego z roku 1924. Kukiełka Chaplina rozsypuje się (rekonfiguruje?) na fragmenty, rozsypuje się pod wpływem szalonego, mechanicznego, rozkołysanego ruchu kamery i światła, po pierwszej Wielkiej Wojnie. Dokładnie sto lat temu, w połowie lat dwudziestych zacznie się proces lepienia nowego, „stalowego” człowieka. Takiego, który się nie rozsypie, nie zawaha, wypełni każdy rozkaz. Charles Spencer Chaplin urodził się 16 kwietnia 1889 roku w Londynie. Czego się życzy na sto trzydzieste czwarte urodziny? Z pewnością nie Legii Honorowej, jeśli już to kolejnej
Sudan to starożytna kraina Kusz, z której przez stulecia pochodziło całe złoto Egiptu, to miejsce lokalizacji biblijnych kopalń króla Salomona. Chartum to około sześciu milionów ludzi w jednym mieście nad Nilem. W mieście toczą się walki, z użyciem lotnictwa. Dysponuje nim armia dowodzona przez Abd al-Fattah Abd ar-Rahman al-Burhana. Ich przeciwnik Siły Szybkiego Reagowania Mohameda Hamdan Dagalo chyba przegrywają. Chyba, bo w czasie walk w mieście niewiele wiadomo. Poza tym to daleko. Póki co nie warto uczyć się nazwisk głównych aktorów. Z nie polskiej, a bardziej zachodniej perspektywy podobnie wygląda wojna w okolicach Doniecka i Bachmutu. Inwestować czas i uwagę w odróżnianie Szojgu i Gierasimowa od Prigożina? Studiować kto jest prawdziwym generałem a kto kucharzem, czy poganiaczem
Obecna wrzawa ujawniająca niewyraźną obawę przed tempem nabywania umiejętności komunikacyjnych przez kolejne algorytmy warta jest porównania do stanowienia prawa dla rzeczywistości uginającej się pod naporem technologii w połowie XIX wieku. Oczywiście zabezpieczymy się jurystycznie na wszelkie możliwe sposoby. Kancelarie i gremia układające teraz regulacje prawne dla nowej technologii będą, oczywiście dla usprawnienia pracy, korzystały z umiejętności ChatGPT . To nic złego, wręcz przeciwnie, ale pora między sobą parę słów zamienić „w temacie” wiary, że ludzkie stanowione prawo ogranicza technologię. Wizja, wyraźna, dobrze skalkulowana wizja korzyści z „szybszej” komunikacji, z szybszego, mechanicznego przetwarzania informacji, z przyspieszenia tempa akcji jest jedynym horyzontem
Misterium jest nietransmitowane. Początek biblijnej tradycji namaszczania przez proroka przyszłego władcy znajdziemy w szesnastym rozdziale Księgi Samuela (1Sm 16). Kluczowe są dwa wersy: siódmy i trzynasty. W siódmym ugruntowuje się pryzmat tego co niewidzialne i niepojęte, w trzynastym taki porządek zyskuje wymiar trwałości. Ustawiona przez gwardzistów zasłona zmieniła prezbiterium katedry w Westminster w niedostępne sancta sanctorum w chwili namaszczenia olejem przechowywanym w ampulli w kształcie orła od czasu koronacji Karola II w 1661. Jednak spektakl otrzymania sakry monarszej buduje się nie tylko z zasłaniania kulminacyjnego momentu, ale przede wszystkim z ilości młodych twarzy dookoła. Bliskowschodni rytuał namaszczania władcy nieznany w kulturze rzymskiej wrócił do Europy dość
Akty fundacyjne, często są śladami desperacji, znakami kryzysu. Na szczęście zdarza się, że są symptomami jego przesilenia, jego prze-zwyciężenia, zostawienia go za sobą, w martwym królestwie wiedzy historycznej, na którą patrzy tylko benjaminowski „ Anioł Historii” . Byłoby fortunnie, było by cudownie gdyby korzystając z trzeciomajowej jutrzenki swobody i doskonałych warunków awiacyjnych zleciał wprost do głów uczonych niewiast i mężów zajmujących się w Rzeczpospolitej myśleniem nad rolą konstytucji duch i przyniósł jak usłużny kurier silne przekonanie, że najwyższa pora lekko zmienić bajkę i zacząć mówić o pokrewieństwie, o braterstwie, o wspólnym sensie i Konstytucji 3 Maja i Konstytucji Benderskiej, spisanej przez kozackiego hetmana Filipa Orlika w 1710. Orlik kaligrafował artykuły „
Dar słowa jakim obficie zroszone są portale architektoniczne zawsze cieszy, nawet bez wizualizacji. Warto zgodnie z architektonicznym odruchem przyjrzeć się konstrukcji. Śmiałe konstruowanie przyszłości to łódzka specjalność, co najmniej od epoki, kiedy miasto szło łeb w łeb z Chicago. Dziewięć tytułowych elementów, niby wyglądają jak części zdania, ale to nie jest zdanie, to tylko jego równoważnik. Zabrakło czasownika, co być może symptomatyczne. Inwestor się już raz sparzył i aż tak pewny realizacji nie jest, by od razu orzeczenie w tytule stawiać. Może woli poczekać z tym orzeczeniem, na to, co orzeknie konserwator zabytków, miasta Architekt i wielu innych z mocy prawa pilnujących naszej łódzkiej sielanki. Dla ułatwienia ich pracy przypominamy, że o wieżowcu łódzkiej telewizji lata
Trwa ta tradycja od 1889. Skorzystajmy z, kto wie, może jednych z ostatnich obchodów bez udziału związkowych algorytmów, bez sunących w pierwszomajowym pochodzie robotów niepojmujących, dlaczego prawa pracownicze są nie dla nich. Obchody gdzieś dalej od dawnego Bloku Wschodniego? Może Reykjavik? Szukając dobrych wzorów na chwilę majowej swobody warto spojrzeć na parę w samym środku grającej na ulicy orkiestry. Bęben i tamburyna, islandzka sekcja rytmiczna: może być ikoną Fyrsti maí – 1 maja, daleko na zimnej wulkanicznej wyspie. Kiedy wczytamy się w podpisy pod zdjęciami robi się naprawdę radośnie: Robotnicza Orkiestra Dęta wykonuje słoneczną sambę na Placu Ingólfstorgi. Słoneczna samba przyda się i w naszym umęczonym przez turbokapitalizm kraju. Drugie zdjęcie z Fyrsti maí 2022 warte
Co to właściwie znaczy? Fakt, czy raczej jego łaciński przodek – factum – występował w złożeniach, takich jak: factum est . Da się to przetłumaczyć najprościej: faktem jest , lub równie dobrze: zostało zrobione . Fakty, dopóki nie zostaną zrobione, urzeczywistnione (co potwierdza est/jest, trzecia osoba liczby pojedynczej czasownika esse – być, istnieć), sfabrykowane, dopóki się nie wydarzą i nie zostaną zauważone nie istnieją. Kto fakty robi? Faktycznie, rzecz biorąc wszyscy. Jednym wychodzi lepiej, innym kompletnie nie wychodzi. Bardzo trudno ocenić jakość faktu. Nawet jeśli upieramy się przy „obiektywności” faktów, choć bardziej są one czynem, zdarzeniem, wypadkiem niż obiektami, jakie biorą w nim udział, nie dysponujemy obiektywnymi skalami by je szeregować, układać, piętrzyć według
Opinie ekspertów są różne, jedni radzą, żeby podlewać raz na rok, inni zalecają by nie przesadzać z częstotliwością, jeśli chcemy się cieszyć żywą barwą dłużej. Czterysta pięćdziesiąt tysięcy papierowych kwiatów. Żółtych, rozdawanych 19 kwietnia w Warszawie i kilku innych miastach w Polsce to działanie niepragmatyczne, ale piękne. Bardzo, bardzo szczególny, niestety bolesny aspekt tego czym jest „piękne działanie”, działanie niespecjalnie liczące się z realiami przypomina się w dniu wybuchu Powstania w Getcie. W kawałku miasta, na którym tłoczyło się i umierało tyle mniej więcej tysięcy ludzi. To było pierwsze powstanie w mieście w czasie II wojny światowej. Co się dzieje z miastem, w którym do głosu dochodzi desperacja i wściekłość? Nie sposób tego badać w ramach jakichś badawczych
spopularyzowana za sprawą relacji z Wojny Krymskiej w połowie XIX wieku. Zachodnie media, duże redakcje stopniowo zapowiadają, że w trosce o zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych będą emitowały tylko takie reportaże, które od reportera nie wymagają lotu samolotem. Zostanie więc reportaż podporządkowany transportowi lądowemu i morskiemu. Przy dzisiejszym nadmiarze źródeł dostępnych za sprawą internetu globalnie nie jest to żaden „informacyjny” problem. Nadal będziemy „na bieżąco” wiedzieli o wszystkim. W dłuższej perspektywie, w zestawieniu z ciągłą, lekko maniakalną, europejską troską o wiarygodność i bezpośredniość tego, co traktujemy jako wiedzę o świecie to jest znaczącą cezurą. W jeszcze dłuższej, odlotowej perspektywie, np. baroku, jest to wyłączenie powietrza spod kontroli
Uwalniamy się od Rodziny, narty i święta to spory wysiłek. Zaraz po nich statystycznie częściej powinny pojawiać się szalone plany, by jak w starym dowcipie zrzucić wszystko i wyjechać, wyjechać samemu, daleko poza granice netu , mieć chwilę dla siebie, bo w święta znów się nie udało. Jeśli odpowiada wam podróż po prawdziwym kosmosie zacznijcie od ilustrowanych wydań Ulissesa Joyca. Spokojnie, nie trzeba czytać, jest to, jak dawno ustalili joycelodzy, pierwsza (sprzed 101 lat) w pełni autonomiczna powieść, sama płynie. Podobno jak jakiś starożytny strumień (Styks, Lete), wszytko jedno, ważne, że samemu nie trzeba robić – literalnie – nic. Ot, jak pasażer zerknie sobie człowiek to tu, to tam. Tekst to temu irlandzkiemu autorowi dosyć koślawy wyszedł, miejscami wygląda to jak kierdel
Nie pomoże im nawet masowe korzystanie z czatów GTP do sprawniejszego pisania uzasadnień. Ekscytacja sprawnością produkującej obrazy AI obnaża jak wątlutka jest warstwa sprawności językowej w ludzkiej komunikacji. Póki tematem uwagi będzie „sztuczna inteligencja” problem nie będzie istniał. Pojawi się, gdy zamiast o inteligencji ex machina zaczniemy mówić o wyobraźni maszynowej. A „prawdziwe” kłopoty dopadną nasze poczucie spójności i sensowności świata społecznego kiedy ktoś zacznie dywagować na temat „sztucznego sumienia” i jego oczywistych (na podstawie statystyk) przewag wobec sumienia ludzkiego, bardzo zawodnego i niedoskonałego. Wtedy można powoli malować na horyzoncie wielkimi holograficznymi literami wers z Dantego, ten najbardziej znany: „ Lasciate ogni …”, pierwsza z brzegu
Ileż to razy doświadczaliśmy tegoż w Atlasie Sztuki. Sceny, które w sztuce dawnej wyglądają intrygująco, zmieniają się w groteskową farsę w ikonografii wieku XX. Nie zapowiada się by XXI miał cokolwiek zmienić w tym cywilizacyjnym trendzie. Wyobraźnia jest gatunkiem krytycznie zagrożonym, wbrew awangardowym deklaracjom, potrzebuje bardzo rozległego, bagiennego ekosystemu by przetrwać. A proces melioracji i drenażu nadal jest bardzo dochodową branżą gospodarki. „Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa. Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?» Gdy jednak spojrzały zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był
Siła misterium „wypływająca” wprost z cieknących stróżek krwi może być gdzieś w okolicy Bachmutu medialne spektakularna. W zasadzie w Atlasie Sztuki chcemy zajmować się takimi właśnie obrazami „od święta”. Działanie świątecznego obrazu – ikony – zawarte jest w ostatnim słowie piątego wersu szesnastego rozdziału najstarszej Ewangelii Marka. Powinno to być działanie silne, bezpośrednie, zdumiewające, zmieniające całkowicie sytuację. Z pewnością nie mieszczące się w rejestrze tego co związane tylko z wyglądem, czy estetyką. Medioznawcy piszą o cyklicznie powtarzającym się kryzysie zaufania wobec kolejnych mediów i przenoszeniu uwagi w poszukiwaniu kolejnego, „lepszego”. Krew to bardzo stare medium, wcale nie tak atrakcyjne jak się o nim mówi. Eloquentia sanguinans u Tacyta znaczy: chciwy
Mówią, że dopiero The last of Us okazał się „prawdziwym filmem”, serialem nakręconym na podstawie gry. Film, sekwencja opowiadania, obrazów i muzyki, to forma najbardziej przylegająca do naszych potrzeb komunikacyjnych, do instynktownego zagadywania tego, czego troszkę się obawiamy. Wujek G. błyskawicznie podpowiada, że „ten serial lub program telewizyjny podobał się 92% użytkowników”. Wow, wow! Choć zarażeni cordycepsem klikacze i (chyba) purchlaki wydają ciut inne dźwięki. I lepiej od ludzi realizują swoją „potrzebę komunikacyjną”. Szybciej, prościej, bardziej bezpośrednio. Jeśli komunikację utożsamia się z nieprzerwanym upodobnianiem swojego otoczenia do siebie, to nie tylko fantastyczne grzyby, ale zwykły jogurt i zamieszkująca go społeczność poczciwych, pracowitych bakterii
Potrzebujemy bardzo, czasem wydaje się, że maniakalnie. Na tej potrzebie ufundowane są i ludyczne rytuały i metodologiczne, nieskazitelne naukowe statystyki. Skoro potrzebujemy tego wszyscy, musi to być coś do znalezienia w dowolnym miejscu świata. Coś, co mamy przy sobie. Antropolodzy napisali więcej książek o rytuałach krwi, o odróżnianiu krwi czystej i nieczystej, błękitnej i chamskiej bardziej niż chcielibyśmy przeczytać. Nasza wyobraźnia skłonność do samookaleczania przypisuje innym gatunkom, choćby pelikanowi z późno antycznych i średniowiecznych bestiariuszy, karmiącego swoje pisklęta krwią z własnej piersi. Krew jest substancją służącą do sublimacji, ale z niejasnych powodów upragnioną sublimacyjną przemianę musi zwykle poprzedzić coś wręcz przeciwnego, coś fizjologicznego i
Adolf Loos całe życie był posiadaczem. Między innymi posiadał bardzo wyraźne, apodyktycznie wypowiadane poglądy. Posiadał też wątpliwy dar ściągania na siebie uwagi miasta. W jego wypadku uwagi całego Wiednia, który emocjonował się plotkami o architekcie. Wystarczy sięgnąć, po któryś z jego pisanych i publikowanych często tekstów, choćby z najbardziej znanej pracy: Ornament i z brodnia (A. Loos, Ornament i zbrodnia , przeł. A. Stępnikowska-Berns, 2015, Tarnów), by się o tym przekonać. Można zacząć od germańskich uwag o militarnej przewadze amerykańskiego plumbera (hydraulika) nad francuskim installateur’em. Mamy w Łodzi uliczki, przy których problem instalacji hydraulicznych nadal pozostaje równie nabrzmiały jak w Wiedniu z początku XX wieku. Właśnie odnowiono dom Hilarego Majewskiego
Sprawa nie jest prosta. Choć brzmi to ładnie, kiedy wymienia się, że sto dwadzieścia trzy kraje uznają jurysdykcję Trybunału Karnego w Hadze. Rosja przestała na mocy dekretu wydanego w 2016. Silni rzadko godzą się na ograniczenie swobody działania. W czasie głosowania w Rzymie w 1998 nad powołaniem tego sądu przeciw głosowały m.in. USA, Izrael, Chiny, także Irak i Iran, Libia i Jemen. Wtedy wydawało się, że będzie to kolejny sąd ścigających zbrodnie popełniane na dalekich peryferiach kultury zachodu. Trybunał zaczął działać w 2002 roku, w epoce „walki z terroryzmem”, nadal bardzo odległej od wyobrażenia sobie dużej wojny w Europie. W czasie kiedy Jean Baudrillard przekonywał, że „Wojny w Zatoce nie było”, a oglądaliśmy tylko serię rozbłysków na ekranach, gdzieś daleko nad anonimową
Sprawa nie jest prosta. Choć brzmi to ładnie, kiedy wymienia się, że sto dwadzieścia trzy kraje uznają jurysdykcję Trybunału Karnego w Hadze. Rosja przestała na mocy dekretu wydanego w 2016. Silni rzadko godzą się na ograniczenie swobody działania. W czasie głosowania w Rzymie w 1998 nad powołaniem tego sądu przeciw głosowały m.in. USA, Izrael, Chiny, także Irak i Iran, Libia i Jemen. Wtedy wydawało się, że będzie to kolejny sąd ścigających zbrodnie popełniane na dalekich peryferiach kultury zachodu. Trybunał zaczął działać w 2002 roku, w epoce „walki z terroryzmem”, nadal bardzo odległej od wyobrażenia sobie dużej wojny w Europie. W czasie kiedy Jean Baudrillard przekonywał, że „Wojny w Zatoce nie było”, a oglądaliśmy tylko serię rozbłysków na ekranach, gdzieś daleko nad anonimową
Nie wiemy do jakiego stopnia i czy w ogóle rozwój technologiczny i kierunek cywilizacji powtarzają wybory jakich dokonała ewolucja. Opuściło nas dziewiętnastowieczne przekonanie, że ewolucja jest tylko sumą przypadkowych wyborów, choć jej teleologiczność także nie mieści nam się w głowach. Dominującą „strategią”(skoro nie ma końcowego celu nie sposób mówić o strategii sensu stricto ) jest zwiększanie zdolności do produkowania energii. Surowce energetyczne, fuzja jądrowa, źródła odnawialne, wszystko jedno byle gwarantowało więcej energii. Historia estetyki dostarcza przykładów, że nastawienie na ciągłe zwiększanie zasobów energii jest tendencją o co najmniej tysiącletniej tradycji. Gotyk płomienisty, manieryzm, barok, eklektyzm końca dziewiętnastego wieku, o sto lat późniejszy, figlarny
Jaskółka niewiele zmienia, ale nawet niewychodzący z biura, niezjeżdżający z autostrady, nieopuszczający metra i podmiejskiej kolejki, ci zaszyci na amen w setupie biosa w ciągu dwóch tygodni ze zdziwieniem zauważą, że zauważyli ptaka dawno niewidzianego. Żuraw, bocian, jaskółka, szpak, jerzyk, wilga. Coś, co leci nad głową i nie straszy dźwiękiem. Takie dziwienie się doskonale uzupełni nasz codzienny poznawczy deficyt kontaktu ze środowiskiem naturalnym. Jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu wszyscy zasuwali z północy na południe dwa razy do roku za przemieszczającymi się stadami. Co najmniej od dziesięciu tysięcy lat coraz większa część z nas żyje bez takich wędrówek. A jednak nasz aparat percepcyjny nadal ma sieć receptorów do ożywienia jakich wystarczy jeden ptak wraz z pewnymi
Just What is It That Makes Today’s Homes So Different, so Appealing? Niewielki, mocno chaotyczny kolaż Richarda Hamiltona z 1956 po siedmiu dekadach okazuje się być jedną z ikon objawiających czym jest i jak wygląda kultura Zachodu. W dziesiątkach sieciowych miejsc możecie dziś poczytać o wszystkich możliwych konfiguracjach i konstelacjach detali i szczegółów tej papierowej pracy. Sam Hamilton odnosił się do niego starannie, wykonując po ponad trzydziestu latach (w roku 1992) nową (zmodernizowaną) wersję i oczywiście powiększając gmatwaninę tropów, motywów, odniesień, symboli, etc. Dlaczego nie zastąpić tytułowych „domów/mieszkań” czymś większym? Na przykład miastami. Tytuł (prawda, że od razu uroczo ironiczny?) brzmiałby wtedy: Co właściwie sprawia, że dzisiejsze miasta są tak odmienne
Z powodu nie dość czarnego koloru włosów zawodniczek. Europa może tygodniami dziwić się chińskim przepisom w sporcie. Ale powinna pamiętać, że sama była i jest u źródeł wielu innych równie „oczywistych” regulacji zachowań. W samym środku zielonej Anglii filozof-emigrant Leszek Kołakowski wkurzony uwagami sąsiadów napisał mały, ironiczny (uwaga Wyspiarze!) traktat „The General Theory of Not-Gardening”. (Wersja angielska została opublikowana w „Journal of the Anthropological Society in Oxford” vol. XV, no. 1, polski przekład dokonany przez autora „Ogólna teoria nie-uprawiania ogrodów” w „Zeszytach Literackich” w Paryżu, nr 18, 1986). Zastanówmy się, z czego wynika oczywista wyższość przekonań co do właściwej długości trawy, nad równie silnymi przekonaniami co do właściwego koloru włosów
Jeden z niewielu zachowanych przedwojennych (z 1937) filmów awangardowych, czyli takich, które chciały pokazać niedostrzeganą oczywistość to Przygoda człowieka poczciwego ( https://www.youtube.com/watch?v=FlaFGPiioPQ ) autorstwa Stefana i Franciszki Themerson. Z muzyką Stefana Kisielewskiego wart jest chwili uwagi. Fabuła na wspak, o konsekwencjach chodzenia przez dobrodusznego urzędnika tyłem eksponuje motyw dwóch ludzi noszących szafę z lustrem (tak, tak, Henryk Kluba i Jakub Goldberg taszczący szafę po bałtyckiej plaży w etiudzie Polańskiego z 1958, to był już „drugi sezon” tej symbolicznej usługi transportowej w historii filmu). Czy doczekamy sezonu trzeciego i motyw dźwigających coś wielkiego i ciężkiego jak szafa wypełni filmowe kadry i nasze głowy? Byłoby miło, bo każdy na nowo
Gospodarka zassie każdą ilość w miarę wykształconych inżynierów. Wobec takiej powietrznej trąby, takiego wiru natychmiastowych potrzeb szansa, że jakaś uczelnia z rozpędu nazywana poli – techniczną zmieści w programie skromna ilość dywagacji nie dających się przełożyć na zestaw zadań/projektów do rozwiązania jest minimalna. Będziemy jechać co najmniej do końca dekady na autopilocie zaprogramowanym w czasach Ernsta Kappa i lekko upgradeowanym przez Heideggera w Pytaniu o technikę. Czyli będzie to tradycyjna jazda bez trzymanki, ponieważ Kapp pisząc o filozofii techniki pod koniec XIX wieku ( Grundlinien einer Philosophie der Technik. Z ur Entstehungsgeschichte der Cultur aus neuen Gesichtspunkten, Braunschweig, 1877 ) mógł pisać, że narzędzie, przyrząd jest tylko udoskonaleniem i
Ministerstwo Edukacji jeszcze nie wie dlaczego. Ale nie tylko tego nie jest pewne. Nie wie czy lekcje K-popu zastąpią muzykę tylko w klasach mundurowych, czy we wszystkich. Silniejsza integracja kulturowa z Koreą po decyzji o zakupie prawie tysiąca czołgów K2 i około 300 wyrzutni rakietowych K239, czterdziestu ośmiu odrzutowców FA-50 i ponad sześciuset armatohaubic K9 wydaje się polską racją stanu, przynajmniej rządzącym. Raison d’État (ratio status) to termin bez wątpienia europejski. Z pewnością istnieje jego odpowiednik koreański, ale wiemy o nim niewiele, tyle ile da się wytłumaczyć po angielsku. Rząd planuje do 2035 wydać na modernizację armii 133 miliardy dolarów. Jeszcze jakieś drobne na modernizację szczelnych zapór i płotów na granicach i już będziemy „u siebie” bezpieczni
Walentynki, ale zaraz po: Proszę zwrócić uwagę na symbol E c n (économique). W liczniku zawiłego wzoru na miłość cudowną . Wzór został na poczekaniu wymyślony przez Isodore’a Isou, impertynenckiego i czarującego zarazem przywódcę paryskich letrystów. Wydawałoby się, że tych okrutnie awangardowych młodziaków nie interesowało nic poza bezpośrednim działaniem (np. rozróba na Wielkanoc 1950 w Notre Dame; https://en.wikipedia.org/wiki/Notre-Dame_Affair ) i kreśleniem wszędzie gdzie się da własnych znaków. Isou na początku lat sześćdziesiątych zaczął coraz wyraźniej eksploatować znakową siłę seksualności, miłości, uczuć. A od początku swojej paryskiej kariery dość konkretne miał przekonania co do kobiet („ Isou ou la mécanique des femmes” , Paris, 1949). Wprowadzenie symbolu ekonomii do ścisłej
Wobec zaskakującej nowości, wobec skali katastrofy, na chwilę? Zapominacie. Oczywiście, zapominamy języka, nie tyle „w gębie” co w głowie. Może i dobrze, ale w tych krótkich chwilach nie słuchajmy dobrych rad, patrzmy tam, gdzie chcemy patrzeć, wyżej, głębiej, bystrzej, przez łzy, mimowolnie. Patrzmy swoje. Może to coś da? Zdaniem wielu badaczy procesów neuronalnych ośrodki i szlaki korowe odpowiedzialne za reakcję na zupełnie nową, nie znaną organizmowi sytuacje są bardziej rozbudowane w prawej półkuli mózgu, są bardziej aktywne w okresach szybkiego wzrostu i też szybciej się starzeją (C. Chiron, I. Jambaque, R. Nabbout, R. Lounes, A. Syrota, O. Dulac, The right brain hemisphere is dominant in human infants. , Brain , vol. 120, Issue 6, Jun 1997, p. 1057–1065
Wszystko brzmi swojsko, choć Small-world to także jeden ze specyficznych terminów opisujących model połączeń w obrębie mózgu (Bassett D., Bullmore E., Small-world brain networks. Neuroscientist , 2006, Dec; 12(6):512-23. DOI: 10.1177/1073858406293182). Połączenia te w znacznej mierze umożliwiają nam takie zachowanie, które kultura wyróżnia jako kreację, twórczość, optymalne reagowanie na to co nowe w otoczeniu. To struktura, która najprawdopodobniej decyduje o organizacji rozproszonych informacji, o rytmie ich nawarstwiania, o tym, gdzie i jak na siebie wpadają, o procesach bez których cały organizm o wiele mniej elastycznie reagowałby na zmiany. Zamiast babrać się w glejowatej głowie, lepiej popodróżujmy palcem po mapie. Poszukajmy jakiegoś geograficznie osadzonego, małomiasteczkowego
Oj słoniusiu, – pisze Zofia. – Już mi niełatwo żyć bez ciebie. Teraz żyję prowizorycznie. Byłam na placu Wolności. Jest gwiaździsty, wypuszcza z siebie takie długie ulice, bardzo pociągające, troszkę tam wlazłam – ale za zimno na długie łażenie i wolałabym z tobą. Biedna niewolnica. W lecie musi okropnie cuchnąć w Łodzi. Teraz jest przyjemnie egzotyczna. Czy o mnie pamiętasz? Całuję Ciebie bardzo. Wszyscy mają męża a ja nie. Zosia. Na razie, tuż po wojnie, Zofia Gutkowska – podobnie jak jej przyszły mąż – trafia do pracowni Eibischa na krakowskiej ASP. Absolutorium uzyskuje już po ślubie, 30 czerwca 1949 roku. Uzupełnieniem plastycznej edukacji są jeszcze studia scenograficzne u Karola Frycza, zakończone dyplomem 5 stycznia 1953 roku. W latach 50. praktykowanie zawodu jest jeszcze dla
Koniec roku przynosi wysoką falę podsumowań, dyskusji o wartych zapamiętania zdarzeniach w mijającym 2022. Dyskusje będą – biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy – dość ostre. Z naciskiem na: dość. Niezauważalnie, bez żadnych widocznych fal zmienia się powszechnie przyjęty sposób dyskutowania czy spierania się. Temperatura emocjonalna nadal tak samo wysoka, ale rozpiętość możliwych do wypowiedzenia opinii mniejsza, czy może bardziej unormowana. Unormowanie pozwala wrócić do początkowego pytania o podłączenie do sieci, o „usieciowienie” takich dyskusji. Rzadko kiedy odbywają się on w sposób całkowicie lokalny, bez śladu dla innych użytkowników sieci mediów społecznościowych. A te jak wiemy mają jasno ustalone granice swobody wypowiedzi. Nawet wasz edytor tekstu chętnie sprawdzi w jakim
To były dość kobiece święta. Faceci mogli grać Józefa, a ten (jak wiemy ze średniowiecznych scenek) w krytycznym momencie został wysłany przez Panienkę po – do niczego nie potrzebną – świeczkę, żeby nie przeszkadzał i nie panikował. Już z poświątecznej, codziennej perspektywy zadajmy pytanie z pewnością interesujące widzów najlepszych telewizji śniadaniowych na werandzie. Czy Najświętsza Panienka była prototypem WAGS? Owszem, ale nie od razu. Dopiero gdy spektakl dworu, spektakl pełen zimnych spojrzeń zdominował otoczenie. Gdzieś u zarania nowożytności pojawiają się pierwsze takie olśniewająco perfekcyjne obrazy. Każdy najmniejszy detal jak w telewizyjnym studio jest edytowany i doglądany przez oddzielnego anioła stróża. Każdy zna swoje miejsce. Prawe skrzydło Dyptyku Melun autorstwa
Chcecie sprawdzić znaczenie słowa „zima”? Ekonomiczną prawdę o zimie dawno temu namalował Bruegel. Trzech myśliwych, pół dnia gonienia w głębokim śniegu, sfora trzynastu psów, jeden upolowany lis. Szału nie ma. Zimę trzeba przeczekać, z możliwie najmniejszymi stratami. Jak ktoś zgromadził zapasy, może przeczekiwać grając w curling jak na piątym planie u Bruegla. Łacińskie hiem(p)s , tempus hiemalis – czas zimowy prowadzi do zwrotów prostych i bezdyskusyjnych: hiemo / χειμάζω – przezimować (także o wojsku). Zima to czas kiedy, chcesz tego czy nie, ruszasz się inaczej, ostrożniej, mniej. To czas zdradliwy, choć wypełniony przeczystym, białym światłem, łudzącym, że wszytko widzisz wyraźnie, jak na zaśnieżonej pustej tafli lodu. Ale wyjątkowo nie chodzi o temperaturę barwową. Chodzi o
Wiosny na wyciągnięcie dłoni, na własne oczy, ciepłej, zielonej, spokojnej. I najtrudniejsze, życzmy sobie, cholera , szczerze. Wszystko kiedyś… Bitcoin, czy inne obecnie wydobywane „znikąd” kryptowaluty, nie będą długo panowały w wyobraźni homo sapiens . Gorączka złota nas nie opuści, ale jak zawsze odkryjemy lepsze „tereny”, pełne wielkich samorodków. W tym stuleciu najprawdopodobniej doczekamy się „watchcoins”. Zestandaryzowanej miary wartości w odniesieniu do ilości i długości przyciągania cudzych spojrzeń. Od dawna tak działa wycena wartości mediów. Nawet największy samorodek, dopóki nikt go nie widzi, ma minimalny wpływ na otoczenie. Podobnie jak ukryty, nieaktywny kapitał. Bez „odkrycia”, bez fazy ujawnienia, bez dostrzeżenia kapitał może pozostać prywatnym przekonaniem, fantazją
W technologicznie sfiksowanej cywilizacji wszystkie jej elementy powinny być dokładnie nazwane i opisane. Raj jest ikonografią nagości, stanu wzajemnego podobieństwa (raczej szpetnego), o którym nie chcemy pamiętać. Nagość: nuditas naturalis bardzo szybko zamieniła się w naszych pustych łbach w nuditas criminali s. Tak samo jest z miastami. Lubimy przewodniki, które ilością gwiazdek porządkują miasta. Kierują bezpośrednio do największych atrakcji. Miasta starają się zająć dobre lokaty w rankingach miast, bo to wpływa na ich medialny obraz, a ten może miasto wywindować na sam szczyt uwagi. Podobno są miasta bardziej i mniej inteligentne. Jest wiele rankingów określających poziom inteligencji miast. Hasło Smart City jest pożądaną nalepką. Czy słynne miasto Teby nawiedzone przez Sfinksa
Gdyby memami można palić w piecu! Nie trzeba by było budować jądrowych dziwadełek. Suwerennie kraj od płotu do płotu bez wielkiej fatygi byśmy ogrzali. Sam rząd dał by radę grzać wszystkich potrzebujących. I jeszcze by zostało energii na stopienie w żużel carbon print’ ów kłębiących się nad swojska okolicą. Ilość niewielkich stworów przycupniętych blisko białej (całkiem obnażonej!) szyi jest spora w imaginarium euroatlantyckim. Aktualne polityczne znaczenie może mieć ustalenie czy częściej ssie pierś po prawej, czy po lewej. W dłużej perspektywie, to wszystko jedno, to jest po prostu koszmar. Najbardziej znaną fizis takiej dręczącej mary namalował (w kilku wersjach) Johann Heinrich Füssli. I niespodziewanie na tle mocno gorsetem i konwenansem spiętej dziewiętnastowiecznej kultury obraz
Barwy narodowe: szarości, plucha, mży. Za to jutro, już jutro! Kolejny raz entuzjastyczne tłumy będą witały Dziadka na dworcu. Mżawka nie zachęca, ale wystarczy tylko lekko zwiększyć rozdzielczość i komiksowa konwencja wyraźnych konturów, prostych historii rozsypie się w multiwersum kresek, zarysów, fragmentów wcale do siebie nie pasujących, rozsypanych jak kropki rastra, który może kadr ubarwić, ale nie skonstruować. Furda! Mżawka szczegółów. Chcemy i będziemy żyli sobie w takim czy innym komiksie. Bez tego pogubimy się i my, i nasze autonomiczne samochody, i równie autonomiczni partnerzy. Próbujmy chociaż dbać o to by każdy mógł poruszać się jak chce. W metropoliach wyobraźni po drogach publicznych można pędzić i parowozem dziejów, i na deskorolce. 10 listopada to podobno rocznica
Plakat z 1920 roku autorstwa Aleksieja Radakowa (Алексей Александрович Радаков) należy do jednych z częściej reprodukowanych grafik pokazujących specyficzne cechy sztuki rosyjskiej z okresu rewolucji bolszewickiej. Chęć odwołania się do tradycji ludowej estetyki drzeworytu (łubok/лубо́к), kontrastowe zestawienia kolorystyczne, uproszczenie sytuacji. A przede wszystkim siła fatum. To, co w realiach russkogo mira (русского мира) każe spontanicznie i z wiarą powtarzać: Wpieriod! Uraa! Jeśli to bezosobowe, niepojęte i wszechpotężne parcie do przodu nie zelżeje w Rosji, parafrazy i pastisze plakatu Radakowa mogą stać się ikoną kultury rosyjskiej lat dwudziestych także i XXI wieku. Niezależnie od tego czy „russkije” etnicznie są Buriatami, Kałmukami, Tuwińcami, Mordwinami, Tatarami za sprawą
Stefan Chwin mówiąc o swojej książce Wolność pisania po Jałcie posługuje się zwrotem „architektura strachu”. Literacko ładne, za sprawą dobrze zestawionych słów od razu uchwytne i wyraźne. Niestety, nie do końca adekwatne wobec strachu, który chlupocze w naszych głowach. Kłębią się w nich potężne bałwany, głębiowe wiry ciągną w dół ku katastrofie, ciemna woda podchodzi do ust, zalewa gardło. Śladu architektury w tej kipieli nie widać, trzeba by dopiero (na użytek czytelnika) te dygocące od każdego newsa strachy zestalić. Ale jak? Zagęścić, odsączyć, ściąć nagłą grozą ostateczną? Nie pomogą tu spece od kruszyw, od pianek montażowych, silikonów, zbrojeń, od betonu jak stal. A nawet spece od marketingu i kampanii wyborczych. Architektura strachu to wizja dostojna jak gdańska kamienica
Osiem miliardów. Z pewnością grubo ponad miliard spojrzeń wlepionych w piłkę. Dużo. Statystycy futbolu nie wystarczą, potrzebni są antropologowie i historycy cywilizacji potrafiący obserwować zmiany trwające dekady by zgadnąć gdzie doprowadzi nas łańcuch symboliczny, na którym jak breloczek dynda cały tak spektakularnie rozgrywany rytuał w Katarze. Kiedyś będzie wyliczany jako jeden z symptomów przesilenia, przeniesienia uwagi poza ustalone w XX wieku horyzonty. Kruszą się i zaczynają dryfować nie tylko lodowce szelfowe na dalekiej północy, odpływają w nieznane zakotwiczone od XIX wieku w Europie centra uwagi. Oprócz „globalnych łańcuchów dostaw”, o które tak się martwimy są jeszcze łańcuchy znaczeń. Te drugie decydują o tych pierwszych, tworzą kluczowe węzły sieci, w której żyjemy
Z jakiegoś powodu nie tylko w świecie zachodnim, nie tylko dawno, dawno temu (np. w 1968) ale i dziś, w miejscach poza zasięgiem Erasmusa (np. w Iranie, w Chile) z punktu widzenia autorytarnych władz stopniowanie słowo student przebiega tak samo: studenciak, student, studenci, dużo studentów, problem, poważny problem . Wszytko jedno czy tak stopniują brodaci ajatollahowie, czy uśmiechnięci eksperci wspierający solidną, akademicką wiedzą firmy z Wall Street, czy generałowie Milicji Obywatelskiej troszczący się o stabilizację klimatu stanu wojennego. Nie musimy lubić hippisów i naiwności popkultury sprzed pół wieku. Powinniśmy kibicować kolejnym studenciakom, którzy nagle przestają być grzeczni i domagają się tego, co podobno oczywiste. Oczywiście dostaną za to ostre baty, i nie zawsze
Bar-do thos-grol , tybetańską księgę umarłych czyta się głośno zmarłemu (od końca) przez szereg dni, by uchronić go przed ponownym wcieleniem i narodzinami. Świat, w którym żyjemy w takiej perspektywie nie jest niczym więcej niż rozległą iluzją. Może się przytrafić, potrafi olśnić i oszołomić, ale nie warto do tego wracać. Krańcowo różna wrażliwość uformowała ideę powszechnego zmartwychwstania wszystkich kiedykolwiek żyjących. Doprowadzenia do tego metodami naukowymi, racjonalnymi, w jakimś prometejskim zrywie całej zjednoczonej ludzkości, po to by zatrzymać biologiczną niesprawiedliwość korzystania z dorobku poprzednich pokoleń bez rewanżu. By uwolnić się od przemocy „ślepych sił natury”, ale i od odbierającej chęć do działania wiary w zmartwychwstanie transcendentne, nadprzyrodzone
Takie wesołe tweety instytucji badawczych okrążają glob w setkach powtórzeń niesionych przez tysiące komentarzy. Wywołują nagłe rozbłyski w sieci. Znamy artefakty sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat (The Ishango Bone; https://en.wikipedia.org/wiki/Ishango_bone ) sugerujące, że co najmniej od takiego czasu ciała niebieskie potrafią zawrócić nam w głowach. Wszystkie znane nam kultury obserwowały bacznie to co dzieje się na niebie, daleko poza naszym środowiskiem naturalnym. Wiemy, że za spontaniczne rozpoznawanie „twarzy” w układzie plam i konturów na obrazie odpowiada pewna autonomia działania zakrętu wrzecionowatego (FFA fusiform face area ) w mózgu. Najwyraźniej bardziej ewolucyjnie opłaca się zobaczenie twarzy tam gdzie jej nie ma, niż przeoczenie choćby jednej ukrytej. Kto wie czy takie
Trochę czasu minęło. Nikt już nie może udawać, że wojna zna granice, toczy się „gdzieś”, przy użyciu „pewnych” środków, a w czasie weekendu jej intensywność przygasa. Pora zastanowić się co do tej pory zrobiły np. liczne w zachodnim świecie (szczególnie w Stanach) wydziały, instytuty, katedry słowianoznawstwa. Nazwą oficjalna najczęściej jest Slavic studies lub Slavonic studies , de facto od dekad są to miejsca skupione na studiach języka i kultury rosyjskiej i zdominowane przez badaczy zajmujących się Rosją i często z niej pochodzących. Nic w tym złego, poza tym, że dość trudno zainicjować w tym opiniotwórczym środowisku dyskusję na temat imperialnej istoty Rosji. Tak było w czasach kiedy Czesław Miłosz jeszcze nie był noblistą i nadal tak jest. Nawet koalicja, Czechów, Słowaków
W filmowej Łodzi z Atlasem Sztuki z uwagą śledzimy Homera i Bonda. Dawno, dawno temu w epoce podobno ślepego Homera słowo: skopos ( σκοπός ) oznaczało „strażnika, zwiadowcę, wypatrującego nadzorcę (Iliada, 2, 792), albo cel łucznika (Odyseja, 22, 6). Potem już w refleksji filozoficznej stało się terminem określającym cel działania (Platon, Politeia , 452e). Minęło parę tysięcy lat i zmieniło się niewiele. Wciąż jesteśmy zwierzętami okulocentrycznymi. Kult bystrego wzroku, celnego oka określa nasze zachowania i fascynacje. Być „trafnym”, być „celnym” znaczy dokładnie to samo co być skutecznym, być potężnym. Z tego właśnie powodu ktoś, kto ma prowadzić innych, kto ma być przywódcą nazywa się: epi-skopos. Choć doprawdy trudno wskazać o jakie to zaświatowe trofeum może chodzić w tym
Waldemar Malicki, pianista polski (żyjący) a zarazem prowadzący doskonałą audycje muzyczną w każdą sobotę w II PR rozwinął jak zwykle interesująco ideę autonomicznego samochodu. Rozwinął ją dywagując o pianistach doskonale grających rytmicznie i dynamicznie boogie-woogie. Malicki prognozuje że już niedługo udoskonalona cyfrowa pianola 2.0 zastąpi takich pianistów, a kto wie czy nie zastąpi także tych śpiewnie grających Chopina i chromatycznie Debussy’ego. Ma Malicki rację dlaczego ciągle kresem wyobraźni w XXI wieku ma być „samochód autonomiczny”, dlaczego nie „autonomiczny artysta”? Tak śmiałe wizje technologicznej przyszłości powinny jednak mieć granice. Spróbujcie sobie wyobrazić w kraju średniej wielkości (tak trzydzieści parę milionów, w umiarkowanym klimacie) całkowicie
Październik miesiącem obrad i debat jest. Debatujmy. Może wreszcie uda się wyodrębnić łódzki, endemiczny gatunek dekonstrukcji architektonicznej? Dekonstrukcji przeprowadzanej siłami natury. Niektórzy z nas pamiętają, że dyskurs piotrkowski w mieście Łodzi trwa nieprzerwanie co najmniej od połowy lat dziewięćdziesiątych. Jest równie stary jak polska samorządna demokracja. Co oprócz gnuśności intelektualnej kieruje chcącymi dyskutować „wokół Piotrkowskiej” pozostaje zagadką. Krótki trwający przez dwie dowolne przecznice spacer po ul. Piotrkowskiej w Łodzi dostarcza masy argumentów na rzecz tezy, że jest to ulica o znaczeniu marginalno-sentymentalnym. Oczywiście sentyment to rzecz prywatna, a własność prywatna podobno jest święta. Siła wspomnianych argumentów in recto z prostego
Niesie je przez stulecia ten sam wir zasupłany wielokroć bardziej niż szkolna wstęga Moebiusa. Truchtając za obrazami co chwila znajdujemy się po drugiej stronie, nie tam, gdzie chcieliśmy. Ta cyrkulacja czasem staje się efektywna i wydajna jak młynek do kości, czasem obraca się tak wolno, że przestajemy zauważać zmianę. Robimy to z ulgą, bo kręcenie się bez celu psuje dziarską opowieść o przyspieszającym po prostej, doskonale zorientowanym postępie. Co ileś obrotów pojawia się sekwencja obrazów wprost przypominająca, dokąd prowadzi nasza wytężona progresywna praca. Patrzymy na nią jak na bajki. Cieszymy się rozpoznając te same zwierzątka. Stajemy na głowie, strzyżemy uszami, wierzgamy, byle tylko nie zauważyć sedna, które jak oś wyznacza bieg spraw. Warto samemu ustalić z którego kręgu
Stary słownik Doroszewskiego jako przykład użycia słowa kiepełe podaje zdanie z Kariery Nikodema Dyzmy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Sprawdziliście już gdzie dziś cumują jachty rosyjskich oligarchów? Nie? Trzeba śledzić sytuację na bieżąco! Na szczęście jest kilka miejsc w necie, które pokażą, poinformują, monitorują non stop. Domyślacie się, kto będzie rządził w Rosji? Nie? No, mówią, że sami Ruscy nie wiedzą. Siedzą w milczeniu w metrze w Pitrze, Moskwie, Nowosybirsku, Jekaterynburgu, przyglądają się sobie badawczo w marszrutkach i nadal nie wiedzą. Czasem jednak o tym i owym pogadają. O czym, o kim? Tego nie dowiecie się od zachodnich agencji pozarządowych, jawnych i tajnych. Tego mogą domyślać się Gruzini, Estończycy, Kazachowie, Łotysze, Jakuci, rosyjskojęzyczni w Jerozolimie i Tel
Za co skłonni jesteśmy słono zapłacić, w czasie wielowymiarowego kryzysu? Niestety aż co najmniej trzy równie dobre odpowiedzi trzeba brać pod uwagę. Za światło, za czas (szczególnie w formie krótkiej chwili), za piękno w jego abstrakcyjnej formie. W londyńskim Christies sprzedano namalowany w 1969 roku obraz Davida Hockneya Early Morning, Sainte-Maxime. Obraz był przez ponad trzydzieści lat w prywatnym posiadaniu. Estymacja przewidywała cenę 7-10 milionów funtów, aukcja trwała sześć minut, nabywcą jest także osoba prywatna. Hockney jest autorem najdrożej sprzedanego obrazu żyjącego artysty ( Pool with Two Figures za 70 milionów funtów w 2018). Hockney’s Early Morning, Sainte-Maxime at Christie’s in London. Photograph: James Manning/PA Early Morning, Sainte-Maxime namalował z fotografii
Wciąż utrzymuje się przekonanie, że sztuka jest obszarem, w którym najczęściej pojawia się to, co niepowtarzalne, oryginalne, wyjątkowe. Mamy nadzieję, że jako społeczność nie jesteśmy na tyle rozleniwieni, by oczekiwać i wymagać, by nasze ideały i aspiracje były na wyciągnięcie ręki jak produkty na sklepowych półkach. Uważniejsze śledzenie kultury w naszym mieście rozpoczęliśmy wiele lat temu w galerii Atlasa Sztuki rozumiejąc ją dość tradycyjnie. Jako coś raczej antynomicznego wobec supermarketu. Jako obszar, który domaga się aktywności jednostek, choćby najprostszej – fizycznej jak zakreślenie ręką koła, tak jak to kazał zrobić swojemu człowiekowi Leonardo. A jeśli nie koła to choćby kwadratu. Dlaczego wokół sztuki? Często na wschodnich krańcach Europy umieszcza się skłonność do
„strategię marketingową”, a może nawet kampanię wyborczą. Da się nim do woli po(d)wozić, potrzebna jest tylko odpowiednia mobilna appka i nawyk obsypywania każdej mijanej sytuacji gwiazdkami wprost ze szczerego serduszka. Taki zwrot, kiedy już wyrośnie i rozpozna go jako słowo kluczowe administracja i lokalni producenci prawa, może nabrać poważnego znaczenia. Wtedy nawet spore miasto w biały dzień można nim zaciągnąć na pobocze. Brzmi dziwnie, ale widzieliście jak traktor ciągnie czołg? Nie? Koniecznie polajkujcie! Można całe miasto zaparkować na takim rodzaju pobocza (ubocza?) jaki lubi aktualnie klikający w appkę. Oczywiście z racji rodo nie można oczekiwać by klikający musiał ujawniać tak bezpośrednio osobowe dane jak własny gust czy wyobraźnię. To byłoby opresyjne, nielegalne, może
Czy świat ludzi powinien być połączony czy raczej trochę rozłączony? Spójrzmy na starą akwafortę. Alegoria Tolerancji autorstwa Daniela Chodowieckiego z 1792 roku . Wprost z czasów epidemii konfliktów religijnych. Widzicie tę długą lancę przy boku Minerwy (personifikacji Mądrości i Rozsądku)? Prawdopodobnie było to narzędzie do wyznaczenia minimalnej bezpiecznej odległości. Pora się przyzwyczaić do chodzenia z kopią husarską? Nie, pora na poważne traktowanie tolerancji jako jedyny dostatecznie wydajny nośnik jakichkolwiek informacji. To może być znacznie trudniejsze od sztuki walki przy użyciu kopii. Kurs online prowadzony przez np. Don Kichota byłby bardzo pomocy. Ćwiczenia cielesne mogą okazać się wyjątkowo przydatne. W cielesności mogą tkwić np. uprzedzenia rasowe. Wtedy „taka
Przynajmniej w polskich miastach, wszyscy śmigają na hulajnogach. Pogoda jak we Włoszech, ciepło, technologia potaniała. Młodzi i starzy odkryli urok pędu. To już zmiana kulturowa. Spece od prawa zaczynają, zgodnie ze swoją barokową naturą, opasłe tomy lex hulajnoga pisać. Pora osadzić ten motyw w historii wyobraźni. Od czego zacząć? Od Ramzesa II na lekkim rydwanie? Od Hektora i Achillesa driftujących do upadłego pod murami Troi? Hollywoodzki Ben Hur miał cnotę tak szeroką, że i Harley z trudem by to udźwignął. Raczej Eos bladym świtem z bańką mleka pyrkającą po ciemnym jeszcze widnokręgu. Wśród śladów dwudziestowiecznych królują ragazzi futuristi. „W tym momencie ukazuje się Duch Imaginacji taki jakiego opisała Inteligencja. Jest to wysoki i suchy starzec, z wąsami à la Habsburg, w
Zbigniew Makowski to nie tylko malarz, ale również artysta wielokroć ważniejszy dla kultury polskiej niż Tadeusz Kantor, tłumaczący świat głębiej, szerzej, i co tu kryć, dużo ciekawiej, przez lata bawił się z drukowanymi w gigantycznych nakładach książkami z bratniego ZSSR. Książki Makowskiego wyglądają jak kosmos po dużej imprezie, albo abecadło co właśnie z klimatyzacji wypadło. Lekko przerażające jest w nich to, że po chwili okazuje się, że nic nie jest przypadkiem. Jak każdy kosmos układają się (oczywiście tylko w głowach) w logiczną całość. Całe życie męczył się Makowski żeby zachować własną odrębność i przypominać o wolnej woli. Kreślił znaki, które z niczym się nie kojarzą, a za moment dotkliwie uświadamiają jak niewiele zależy od naszego widzimisię . Jak klikniecie w necie „Z.M.”
Oby to były ostatnie urodziny Putina, jako postaci kogokolwiek obchodzącej, przyciągającej uwagę. Choć niestety jest pewne, że ten i ów nieźle będzie żył z tantiem od analitycznych biografii. To będą spore nakłady, może ciut mniejsze niż w przypadku biografistyki poświęconej Adolfowi H., ale kto wie czy nie porównywalne z biografiami Józefa S. Życzmy sobie, żeby Europa stała się szybko kontynentem na tyle nudnym i przewidywalnym, że biznesowo opłacać się będzie produkcja serialu przez kilka sezonów pokazującego niuanse trudnego życia nastoletniego żulika z ogromnymi ambicjami z Leningradu w klimacie tak mrocznym i fantastycznym jak Chernobyl HBO z 2019. Codziennie medialne splątanie usiądziemy sobie przed telewizorem. Po pracy, przed snem, wyluzowani. Żyjemy w gęstych interferencjach
Ostatnie wypowiedzi zachodnich polityków (Angela Merkel w Monachium) potwierdzają, że liczenie na ich zrozumienie tego jak funkcjonuje ruski świat może być kiepską kalkulacją. Popatrzmy na stare ikony. To schematy zachowań, postaw, działań powtarzane niemal bez zmian przez stulecia. Utrwalające fatalistyczną siłę stereotypu biernego obserwowania cudownych zdarzeń, którym błogosławi cały kosmos. Wobec takiej wizji dziejów własna aktywność, własne zdanie jest czymś niewyobrażalnie obcym, nawet wrogim wobec świętej sprawy. Pozostaje trzymać mocno kciuki, żeby kolejny ruskij zbawca i obrońca nie uwierzył, że pora wsiadać na białego konia wprost z Apokalipsy i pozować na Jerzego Zwycięzcę ( Георгий Победоносец ) z georgijewską wstążką na piersi. To dla zachodnich głów absolutnie „nielogiczne”
1913 roku w Poroninie zaskoczony Wołodia zdał sobie sprawę, że źle rozumie ukraiński. Po wczorajszych bombardowaniach to bolszewickie niezrozumienie zostało utrwalone na długie dekady. Porozumienia nie będzie. „Mocno całuje Kochana Mamusiu i wszystkich pozdrawiam.(…) Byliśmy na ukraińskim wieczorze ku czci Szewczenki. Bardzo źle rozumiem ukraiński. Żyjemy po dawnemu. Mocno ściskam i życzę zdrowia. Twój W.U.” List datowany 16.II.1913, wysłany z Krakowa do Wołogdy. Dokładnie mówiąc to dopisek do listu adresowanego do „Marii Aleksandrownej” podpisanego przez „Wasza Nadia” i donoszącego o uciążliwościach życia w Krakowie. „Tu w Krakowie jest wilgoć, a w Poroninie na pewno wszystko bardzo prędko minie. Wołodia bardzo lubi Poronin, zwłaszcza łażenie po górach. W tym roku zamierzamy wziąć stałą
Decyzja Komitetu Noblowskiego o tak rozsądnym przyznaniu w tym roku Nagrody Pokojowej może być świetną okazją dla architektów, designerów, deklarujących zawodowe zainteresowanie pięknem by lepiej zrozumieć na czym polega problem z posługiwaniem się symetrią, szukaniem równowagi i harmonii. Dopiero co skończyło się w Łodzi konferencja Pięknu architektury poświęcona. Wszystkie wspomniane cechy z pięknem tradycyjnie łączone widać w decyzji by „salomonowo” nagrodzić Białorusina, jedną organizacje z Ukrainy i jedną z Rosji. Aleś Bialacki swoje odcierpiał i jest dzielnym człowiekiem, zasług Memoriału dla rosyjskiej świadomości historycznej nie sposób przecenić a i ukraińskie Centrum Wolności Obywatelskich przez kilkanaście lat swojej działalności też sporo zrobiło. Kłopot wynika z tego, że
Ani my Polanie, ani Wiślanie. Ani rzymscy katolicy, ani pastafarianie z posypką. Widać to wyraźnie w dość krzepiącym zjawisku języka codziennego. Pod wpływem atawistycznego lęku karmionego spadkiem średniej dobowej temperatury nasz rodzimy język niespodziewanie odzyskał elastyczność. Fala wokalizacji idzie i zatapia coraz to nowych komentatorów, ekspertów, dziennikarzy, miszczów medialnego przekazu. Ludzie ci z urodzenia elokwentni, bystrzy, obdarzeni ciętym dowcipem, z ironią wpiętą obok mikrofonu, nawet w piżamę, jeden po drugim nie mogą zapanować nad własną krtanią i aparatem głosowym i wypowiadają z wyraźnym ukontentowaniem modne słowo tego sezonu: wyngiel . Co żyjącym na wyższych piętrach szklanotransparentnej i docieplonej hierarchii społecznej ludziom, sporadycznie opuszczającym
Klein „wykreślił wszystkie linie paraboliczne na rzeźbie Apolla Belwederskiego, którego rysy cechuje wysoki stopień piękności klasycznej. Krzywe te jednak nie mają prostego kształtu i nie dało się wyszukać ogólnego prawa, któremu by podlegały” (D. Hilbert i S. Cohn-Vossen, Geometria poglądowa , przeł. A. Dawidowicz, Warszawa 1956, s. 183-184). Piszą też autorzy, że: „Z niezmienniczości krzywizny Gaussa przy zginaniu wynika zatem, że nie da się przyłożyć płaskiego kawałka papieru do płata powierzchni o krzywiźnie dodatniej lub ujemnej. Doświadczenie uczy, że w pierwszym wypadku papier fałduje się, w drugim zaś rozdziera”. Człowiek jest fizycznie ograniczony powierzchnią, która „zawiera zarówno punkty o krzywiźnie dodatniej, jak punkty o ujemnej krzywiźnie Gaussa” (s. 183, dół). Matematyka
Większość z nas nie lubi publicznie opowiadać o mieście. To zrozumiałe nawet jest. Mieszkamy w mieście, które na nas liczy. Mówić o mieście to mówić nami. Ale my nie chcemy… Może trzeba nas wreszcie doopowiedzieć. Zaprośmy tych, co umieją doopowiadać nas w mieście. Socjologia urbanistyczna przestaje dostarczać nowych danych. Domyślenie się wyników kolejnych badań statystycznych na temat miast i życia w miasta nie jest trudne. Rankingi miast „najlepszych” i „najgorszych” lekko zmieniają się, ale tematy o jakie pytani są ich mieszkańcy pozostają te same. Uzupełnienie frazy: ęśliwy dom jest równie trudne jak przewidzenie o co zapytają ankieterzy. Jeszcze bardziej frapujące jest z jakiego powodu wyniki kolejnych badań, przeprowadzanych ze sporym wysiłkiem (
Timothy Snyder jest bez dwóch zdań rozsądnym polemistą. Jednym z niezbyt wielu zachodnich badaczy, którzy rozróżniają na Wschodzie detale mniejsze od Uralu. To nie jego wina (raczej zaleta), że posiada w dyspozycji duży medialny impact factor . Niemniej, wyjątkowo wkurzające jest to, że trzeba miesiącami czekać na głos amerykańskiego profesora (koniecznie trzeba sprawdzić na którym miejscu, w której prowadzonej przez komercyjne spółki liście lokują się zatrudniające go uczelnie) by oczywiste kwestie i zagrożenia pojawiły się w dyskusji publicznej w Polsce. Snyder napisał, że Rosja Putina wykorzysta wiedzę jaką zgromadziła Rosja Stalina i która to wywoła światowy kryzys żywnościowy. Prawdę napisał, ale to wiedzieli niemal wszyscy od marca, odkąd okazało się, że Kijowa Rosjanie szybko nie
„Dla każdej osoby bogatej musi istnieć coś, co wyjaśnia jej bogactwo: cechy dziedziczne, spadek, chciwość, inteligencja, fałszywość, wykorzystywanie biednych, bycie we właściwym miejscu o właściwej porze, posiadanie wysoko postawionych przyjaciół, łut szczęścia, napad na autostradzie czy co tam jeszcze. To, jakie rzeczy prowadzą do bycia bogatym jest, rzecz jasna, silnie zależne od kontekstu. To właśnie ze względu na różnice kontekstu nikt z nas nie ma obecnie szans, by wzbogacić się metodami Czyngis-chana, (całkiem innymi) metodami potomków Andrew Carnegiego czy (jeszcze odmiennymi) Liberacego, i tak dalej. Zatem skrajna wrażliwość na kontekst sposobów stania się bogaczem sprawia, że nieprawdopodobne jest istnienie teorii zostania bogaczem (wbrew temu, do czego starają się nas przekonać
Wciąż nie wiemy kto zaprojektował Nowe Centrum Łodzi – wszyscy natomiast wiemy, kto zaprojektował prawdziwe jeansy. Te prawdziwe zaprojektował genialny krawiec z Łodzi. Bernard Lichtenstein wyjechał z naszego miasta wraz z grupą mieszkańców ulicy Kamiennej w 1937 roku. W 1947 zaprojektował najsłynniejsze jeansy Ameryki – Wrangler 13MWZ. Zaprzyjaźniony z Marlonem Brando, Jamesowi Deanowi pomaga w uszyciu własnoręcznie spodni. Dean do roli filmowej zakłada Lee . We wrześniu 1955 roku, kiedy w wypadku samochodowym ginie przyszły symbol outsidera Ameryki, Colin Wilson swojego Outsidera ma już w większości napisanego. Pozostaje tylko połączyć Wellsa z Sartrem i nowy egzystencjalizm gotowy. „Wolność i wyobraźnia to mięśnie, których nie ćwiczymy”. Colin Wilson chodzi w jeansach i zagląda w świat
Jeszcze obraz, a już trochę konkret. Akurat na rogu, trochę też na skrzyżowaniu: nostalgii, własnej bezsiły i zamorskiego mirażu. Może być argumentem za tym, że czasem środkiem nawet takich krótkich uliczek przebiega way of life. Hopper tak zmyślił knajpę, że czy tego chcemy czy nie, będziemy się w nieskończoność zastanawiać jaki smak ma serwowane w środku (nocy) americano z dzbanka. To nie jest przecież espresso, cappuccino, marocchino ani granita. Czuć w tym namalowanym napoju skąpość tego co oferuje przyszłość. I najbliższe – jeszcze przed świtem – godziny i najbliższe lata, może dekady, nie kuszą wachlarzem wrażeń. Jak w prawdziwym americano , raczej kolor niż smak trzyma nas na nogach, krzepi, daje chwilę żeby zebrać myśli; co dalej? Hopper namalował obraz tak, że wszystkiego jest w
Dziś zbudowanie makiety miasta, na tyle dokładnej by sięgać do skali indywidualnego życia jest poza zasięgiem nie tylko technologi ale wręcz naszej wyobraźni. Przejście pomiędzy ciągle analizowanym urban sprawl a kompletnie ignorowanym human sprawl nadal pozostaje niezbadaną luką poznawczą. Urbaniści, planiści, socjologowie miast bez końca lamentują nad statystykami opisującymi zjawisko w skali społecznej. Gdzieś daleko, w zupełnym oderwaniu od realiów miasta problem alienacji, rosnącego poczucia dotkliwego dyskomfortu życiowego i dezintegracji życia psychicznego podobno badają psychologowie, psychiatrzy, terapeuci. Z zagadkowego powodu nadal uznaje się, ze ilościowy aspekt badania miejskiego życia dostarcza wystarczających informacji by podejmować decyzje sprzyjające utrzymaniu
„Pojęcie +idiota+ (pochodzące od greckiego +idiotes+) oznaczało człowieka, który nie interesuje się polityką, sprawami publicznymi, zamyka się wyłącznie w kręgu swoich prywatnych przyjemności, a przez to nie jest w stanie zrealizować w pełni swego człowieczeństwa” – pisze prof. Andrzej Nowak. „»Powiedzmy sobie szczerze: literatura nie jest dla idiotów« – powiedziała Olga Tokarczuk podczas festiwalu Góry Literatury i rozpętała burzę. To wypowiedź trudna do przyjęcia, ale rozumiem, dlaczego takie słowa padły z ust noblistki.” (W. Szot, wyborcza.pl ). Ileż emocji literat może wywołać, nawet w chwili kiedy fala upału zderza się ze ścianą gradobicia! To krzepiące, że literatura nadal budzi zainteresowanie pośród takiego zamętu. Jakby te słowa nie padły, straty by nie było, ale skoro zostały w
Upał, albo burza. Początek sierpnia to czas lekkiego zawieszenia, kiedy można bardziej niż zwykle trwonić czas gapiąc się na wściekle rozrastające się zielsko, które musi zdążyć przed kolejną falą żaru, smagnięciem wiatru łamiącym to co zbyt długo ociągało się z rozkrzewieniem, wszczepieniem, wpleceniem we wszystko co dookoła. Jaki kolor temu towarzyszy, co się nosi latem? Biel, nadal biel. Zobaczmy co to może znaczyć. Dwa obrazy, między nimi spory kawałek czasu, na obydwu dominuje biel. Tak przynajmniej się je opisuje. La velata Rafaela pozostaje anonimowa, nie mamy pewności kto pozował. Wiemy tyle co widzimy: nieoczywiste bursztyny na szyi, kosmyk włosów zamiast sekundnika przypominający o upływającej chwili, skłębienie sukni z białej mory, grubo tkanego jedwabiu obszytego złotem. Panna
1 sierpnia w Polsce jest dniem (dokładnie o 17 w godzinę W) kiedy przestaje obowiązywać klasyczna logika. Zawiesza się podstawowa alternatywa: bić się czy nie? Iść do powstania czy nie? To ostatnie pytanie było nieobecne w polskiej kulturze co najmniej aż do późnych lat dziewięćdziesiątych. Dopiero wtedy zaczęło być gdzieniegdzie stawiane. Dziś jest już dość powszechne, i jest to dobra miara westernizacji, transformacji kultury polskiej na początku XXI wieku. Racjonalność tak jak się ją powszechnie przedstawia na Zachodzie jest oparta na bezwzględnym przymusie pytania o rachunek strat i zysków. Taki typ racjonalności jest niemożliwy w pewnych (niestety powtarzających się) historycznych okolicznościach na Wschodzie. Oczywiście zawsze byli tacy, którzy mówili, że powstanie nie było dobrą
Tegoroczny lipiec przechodzi do przeszłości. Czy będzie Lipcem Historycznym, tak jak np. Lubelski Lipiec 1980 pełen strajków, które ekscytowały, ale nikomu nie przychodziło do głowy, że są dziwnym znakiem zbliżania się zupełnie innej epoki? 29 lipca po szesnastej MS Chrobry wypłynął z naszej pięknej Gdyni kierując się do Ameryki Południowej. Wśród 1042 pasażerów, byli wyposażeni przez Jerzego Giedroycia (wówczas urzędnika ministerialnego zajmującego się promocją kultury polskiej) w bilety I klasy dwaj początkujący literaci: Czesław Straszewicz i Witold Gombrowicz. 20 sierpnia 1939 około 11:00 statek dopłynął do Buenos Aires. 1 września 1939 zastał go już w drodze powrotnej na wysokości Pernambuco. Chrobry wojny nie przetrwał. Straszewicz i Gombrowicz tak. Straszewicz postanowił wrócić
Dane zbieramy w chmurach. Chmury danych pęcznieją, są w rozmiarach stratocumulusa. Zbliżają się już do poziomu tera-peta-exa-cirrusów . Poszukajmy w dawnej sztuce scen pokazujących, co dzieje się potem. Co widać ponad groźnymi, burzowymi chmurami Big Data? Co lub kto na chmurach się opiera? W sztuce nowożytnej, takiej, która dobrze imituje naszą naturalną perspektywę powyżej chmur, rozgrywa się Scena Sądu. Sądny dzień w naszej zachodniej wyobraźni opiera się na solidnych chmurach. Segregujmy dane, róbmy więcej backupów.
Prof. Piotr Gliński w liście do uczestników wernisażu wystawy “Sejsmograf epoki przyspieszenia” podkreślił rolę refleksji nad przemianą historyczną i społeczną w kształtowaniu się horyzontu artystycznego i literackiego Witkacego. Organizatorzy wystawy z kolei podkreślali aktualność intuicji i wyborów artysty. Trudno się z tymi opiniami nie zgodzić. W dramacie Szewcy ukończonym przez Witkacego w 1934 uniesiony zapałem tworzenia nowego świata I czeladnik wykrzykuje: „Dziwek nie trza, piwa nie trza — nie trza radia, kina i pajęczarzy umysłu wszelakich! Praca sama w sobie — oto jest cel najwyższy — Arbeit an und für sich” (Akt II, 256).Jan Błoński napisał, że w tym dramacie „filozofia miesza się (…) z trywialnością i grubiaństwem, cynizm z rozpaczą, przenikliwość z brakiem samokontroli
Pełne troski wypowiedzi prezydenta Macrona na temat potrzeby szczególnego traktowania Rosji nie od razu spotkały się z pełnym zrozumieniem. Niewątpliwie od razu uświadomiły nam jak dalece inaczej mamy umeblowane europejskie głowy, w zależności od dystansu jaki dzieli nas od Wschodu. Nie da się tego łatwo zmienić. Można próbować poprzez dobrze osadzone w kulturze francuskiej przykłady pokazywać, że wcześniej czy później wszyscy, nawet najbardziej wyjątkowi i nieprzewidywalni „mężowie stanu” orientują się, że podobnie jak prości pasterze są w Arkadii tylko przez chwilę. Profile i twarze rosyjskich wodzów wojny o wiele bardziej pasują do obrazu Et in Arcadia ego we włoskiej wersji Guercina, niż do wymuskanego niczym ogrody Wersalu obrazu Poussina. Guercino straszy resztkami po życiu
Łódź się kolebie a Konstrukcje wibrują. Duże konstrukcje bardziej, wywrócone „głośniej”. Spróbujcie wywrócić Łódź. Miasto wytrącone z codziennego rytmu w wielu nieoczekiwanych miejscach zacznie inaczej „brzmieć”. W20 deklarująca zainteresowanie architekturą i Miastem jako całością powinna właśnie teraz, z inżynierską precyzją nasłuchiwać z jakich miejsc dobiegają odgłosy „spontanicznych” wibracji. Dla projektujących silniki to informacje bezcenne. A miasto generuje liczbę obrotów o kilka rzędów większą niż silnik. Choć podobna jest zasada, że ruch generują mikroeksplozje, jak w cylindrze silnika spalinowego. Wibroakustyka tym razem jako sposób mierzenia panicznego wzbudzenia: Cykl spalania a kultura ludowa — Silnik Narodowy, jeszcze spalinowy. — „Jest polskim tańcem dworskim, choć jego
Dajmy spokój Angielczykom . Pan Premier wyśle raport i my, tu na lądzie, już jutro będziemy mieli a clear overview of the current situation na zamieszkiwanym przez nas odcinku „wschodniej flanki”. Proszę tylko nieco uważać na rytuały polityczne. W kraju tak nasyconym siłą poetyckiej wyobraźni łatwo można stać się częścią mitu i bardzo długo poniewierać się między ostrymi cieniami mgły. Nawet jak człowiek myśli (że myśli) pragmatycznie i korzysta z przysługujących praw. Boris Johnson/PAP/EPA/ANDY RAIN niczym nasz poseł z Upity. Profesor Joachim Śliwa szukając mumii (wiadomo, egiptolog musi) zestawił bardzo pouczającą i emblematyczną historię pośmiertną „posła z Upity” (dziś: wioska Upyté, niecałe 300 osób, tyle ile w jednym wieżowcu), który pierwszy w dziejach Rzeczpospolitej zerwał sejm
„We win Wimbledon,’ says Russia tennis chief after Rybakina triumph”. Są wakacje, poćwiczmy logiczne myślenie. Mr. Smith pomyślał o czymś w chwili kiedy wskazówki Big Bena wskazywały za pięć dwunastą. To samo – przedziwnym zbiegiem okoliczności pomyślał Herr Schmidt stojąc na Alexanderplatz. Wskazówki jednego z dwudziestu czterech zegarów odpowiadających wszystkim strefom czasowym, pokazywały za pięć dwunastą. Her Schmidt stał akurat pod tarczą odpowiadającą czasowi w Berlinie (Central European Summer Time, Berlin, GMT+2). Pani Kowalska uświadomiła sobie dokładnie to samo rozglądając się po zatłoczonych Sukiennicach w momencie, kiedy trębacz już otwierał okienko na wieży Mariackiej. Znak, że zbliżało się południe w Krakowie. Ta sama myśl przemknęła przez głowę pana Fieraru drepczącego z
„Dla każdej osoby bogatej musi istnieć coś, co wyjaśnia jej bogactwo: cechy dziedziczne, spadek, chciwość, inteligencja, fałszywość, wykorzystywanie biednych, bycie we właściwym miejscu o właściwej porze, posiadanie wysoko postawionych przyjaciół, łut szczęścia, napad na autostradzie czy co tam jeszcze. To, jakie rzeczy prowadza do bycia bogatym, jest, rzecz jasna, silnie zależne od kontekstu. To właśnie ze względu na różnice kontekstu nikt z nas nie ma obecnie szans, by wzbogacić się metodami Czyngis-chana, (całkiem innymi) metodami potomków Andrew Carnegiego czy (jeszcze odmiennymi) Liberacego, i tak dalej. Zatem skrajna wrażliwość na kontekst sposobów stania się bogaczem sprawia, że nieprawdopodobne jest istnienie teorii zostania bogaczem (wbrew temu, do czego starają się nas przekonać
Dobrze utemperowane ( Wohltemperierte ) drgania przenoszą energię, ale nie są przecież w stanie nic zmienić. Nie ochłodzą, nie ogrzeją nawet o pół stopnia. Brzmiące najgłośniej nie powstrzymają topnienia lodowców, powodzi, ani letniego gradobicia. Nie przyniosą ulgi i ratunku żadnemu wymierającemu gatunkowi oprócz homo sapiens (i to też żyjącemu na obszarze Zachodu ). Wyjaśnienie tego doświadczenia nadal jest poza naszym zasięgiem. Bo bezsprzecznie słuchanie Bacha potrafi i ochłodzić, i ogrzać, przynieść ulgę. Niektórzy piszą, że nawet uratować. Kiepsko radzi sobie racjonalność z wyjaśnianiem naszych osobistych doświadczeń. Słowa takie jak: harmonia, piękno, metafizyka nie nazywają niczego co da się traktować jako przyczynę realnie odczuwanej zmiany. Unus mundus , świat bez szczelin
Co powinno charakteryzować napastnika? Skuteczność. Najbardziej skuteczni potrafią wręcz zaskoczyć. Robert Lewandowski znalazł moment i własnoręcznie (nie własnonożnie) przepisał zdanie z Ziemi Obiecanej. Które zdanie? Celne, krótkie, ironiczne. „Znacie tu kogo w Łodzi? ” Zasada skuteczności obowiązuje także w piłce nożnej. Skuteczność nie tylko w strzelaniu bramek, ale skuteczność w utrzymywaniu uwagi widzów na własnej sylwetce. To decyduje o pozycji, przebiegu kariery, możliwości wpływania na bieg gry, nie tylko na boisku. Skuteczność powiązana jest z wszechstronnością, z podzielnością uwagi, z wyczuciem chwili i rytmu zdarzeń. Kiedy wykonujecie gest, zakończony znakiem zapytania, do końca nie wiadomo, w którą stronę się to potoczy. I o to, mniej więcej w tej grze chodzi. Tak wygląda
Pierwsza i ostatnia litera: Alfa i Omega są biblijnym symbolem panowania nad początkiem i końcem. Ale jest to atrybut boski. Dla nas niedostępny. Dookoła nas kłębi się żywioł liter wszystko komplikujących, dzikich, nieposłusznych. Cały miejski, tętniący życiem alfabet. Czyli coś dla architektów. Piętnaście lat temu zaprosiliśmy do Łodzi Roba Kriera, żeby pomogł nam „pozszywać” nasze mocno poszarpane miasto w samym centrum. Krier: „Ludzie nie są masą, są jednostkami”. Czemu Nowe Centrum nie stało się tętniąca dzielnicą Łodzi mimo takiej kasy? Nie są to porządki nawzajem się wykluczające. W „odzyskanym środku” mogą się spotkać wszystkie otaczające go indywidua, wszystkie zazwyczaj stroniące od siebie obszary, mody, grupy, subkultury, fankluby. Nie znaczy to, że muszą to robić, ale mogą
Dawno, dawno temu, w 1976 roku Leonid Sokołow wystrugał z drewna okulary. Nazwał swoją pracę: „Projekt okularów dla każdego radzieckiego obywatela ” . Zniknął Związek Radziecki, pozostała potrzeba kontrolowania pola widzenia innych. Niestety, pojawiły się też technologie, które pozwalają bardzo podobne okulary o zawężonym polu obserwacji produkować na masową skalę. Można je dziś dostać za darmo (w gratisie, od ręki). Korzystajmy: дизайнерские очки для хорошего гражданина. Tych metalowych – kamuflujących (ostatnio mocno lansowanych przez rosyjską armię dla każdego żołnierza) zdecydowanie nie zamierzamy promować. Warto natomiast poszukać śladów potrzeby majstrowania przy okularach. Wyraźnie można na nią trafić w śladach konstrukcji wizerunku jednego imperium na obszarze drugiego. Zdolność
Potencjał kabaretowy dopiero co uruchomionego Krajowego Repozytorium Obiektów Kultury i Nauki zachwyca. Po wpisaniu w wyszukiwarkę Świetlicki Marcin błyskawicznie pyta czy aby na pewno nie chodziło o „świetlicę pułkową”, proponuje obejrzenie „młodzieży w świetlicy” albo „defilady na ul. Święty Marcin”. Czapki z głów, szacun, mało który poeta ma tak szeroki rozrzut skojarzeń jak ten, w zamyśle integrujący kulturę i administrację, rządowy portal. Będzie go można używać do grania w kawiarnianą gierkę paryskich surrealistów cadavre exquis. A jeśli administracja zacznie go szerzej wykorzystywać to rychło żyć będziemy w kraju dorównującym wizjom Sławomira Mrożka. Co ważne, portal jest nader stabilny, już drugą dobę na stronie głównej szturmuje husaria, ani na jotę nie zmieniając kierunku
Rau spotkał się z Annaleną Baerbock, minister spraw zagranicznych Niemiec, pewnie po to, by prosty plan wysłania czołgów z Polski na Ukrainę i z Niemiec do Polski nie zatrzymał się w połowie drogi. Niemcy piszą o wahaniu w kwestii Ringtausch mit Polen. Biorąc pod uwagę jak symbolicznie można rozumieć Ringtausch (równie dobrze może to być odpowiednik: a revolving change/wymiany zwrotnej, jak i wymienienie się obrączkami), kwestia jest znacząco napięta. Niby wszyscy w Europie dawno są ze sobą „po słowie”, ale nie po geście. Rytuał zatrzymał się, zamarł. Stąd wynika upiorna bezsilność UE maskowana paplaniną ( parletré ). Język powszechnie zrozumiały, język znaczeń wynikających wprost z obrazu, język magiczny oparty jest na tożsamości słowa i gestu. Jeśli między jednym a drugim pojawi się
Festiwale filmowe. Wielkie, znane, z tradycjami. Festiwal w Cannes to kwintesencja Zachodu i jego zdolności do wchłonięcia i przyswojenia wszystkiego na raz. Obok siebie nieskończony, dokumentalny Mariupol 2, reżyserowany przez Mantasa Kvedaraviciusa (zginął w Mariupolu 2 kwietnia, zastrzelony przez rosyjskich żołnierzy) i Top Gun Maverick (reżyseria Josepha Kosinski). A pomiędzy, jak to na festiwalu: brawa, aplauz. Który film wygra, który zrobi niesamowite wrażenie, „wbije w fotel”? Dobrze jest wrócić po festiwalu do Łodzi. Bo Łódź jest jak łącznik na wszechogarniającej osi Wschód–Zachód, jest miejscem gdzie prędzej czy później spotkamy się wszyscy, wszyscy fani fajnego świata XXI wieku. Bo w Łodzi czujemy i siłę, i niemoc aplauzu. Aplauz to uniwersalny łącznik maskujący „niezręczność”
Myślano, myślano, aż wymyślono. Hasłem festiwalu designu w 2022 rok była (ta): RE:GENERACJA . Dobrze jest zacząć od drobiazgu, od detalu, od czegoś z czym łatwiej sobie poradzić. Po co dwukropek? Co daje, co wnosi w zastaną sytuację? Czyżby „graficznie” wyróżniał? Pierwszym odruchem zachodniej, analitycznej mentalności, jest podział na mniejsze, łatwiejsze do manipulacji elementy. Dość trudno wykonać rzetelną analizę bez pofragmentowania analizowanej rzeczy. Synteza może być równie groźna jak przymus analizowania wszystkiego dookoła, niemniej ten drugi nawyk wytwarza mikro-, nano-, pikoznaczenia, designerskie fajerwerki oświetlające przyszłość równie stabilnie jak iskra w zapalniczce (uwaga metan!). Takie mikroznaczenia, jednorazowe sensy wcześniej czy później odkryjemy wewnątrz drobinek
Problemy rozbudzają ciekawość. To pewne. Szczególnie jeśli zapowiadają najbliższą przyszłość. Mamy już maj, a za chwilę wakacje. Nie da się uniknąć zwiększonej liczby pytań o to, co dalej. Po latach słuchania ekspertów i śledzenia statystyk chyba pora na śmiały krok. Skoro aktualne dane nie pozwalają ustalić, jaka będzie przyszłość, trzeba odwołać się do starych instytucji. Łódź stanęła przed wyborem tej odpowiedniej. W 2007 roku Rada Miasta jednogłośnie zagłosowała za rozpoczęciem budowy Nowego Centrum Łodzi. Dlaczego? Przecież pomysł był jak na owe czasy bardzo kontrowersyjny, a przyszłość przedsięwzięcia trudna do przewidzenia. Zupełnie jak sam David Lynch, który stał się twarzą projektu. Co najmniej od XI wieku (kodeks Hrabanusa Maurusa z Monte Cassino) obecne są na światowych rynkach
W mediach zwracano wczoraj uwagę nie na brak konkretów w przemówieniu Putina a na to, czego Putin na placu Czerwonym nie powiedział, kogo zabrakło na trybunach, a przede wszystkim czym nie mógł się pochwalić. 22 sierpnia 1939 r. w Obersalzbergu Adolf Hitler wygłosił retorycznie dobre przemówienie do oficerów Wehrmachtu. „Bądźcie bez litości! Bądźcie brutalni! Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. (…) Nie ma znaczenia, co mówi o mnie słaba cywilizacja zachodnioeuropejska. (…) celem wojny nie jest osiągnięcie określonych linii, ale fizyczne unicestwienie wroga.(…) Wydałem rozkaz bezwzględnego i bezlitosnego posyłania na śmierć mężczyzn, kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i języka.” Przekaz był prosty, nie trzeba było niczego notować. Oddzielne cyrkulacje informacji pozwalają
Po 9 maja 2022 na globalnym wolnym rynku mitów i bajek historycznych pojawi się jeszcze jedna opcja. I pewnie spotka się ze sporym zainteresowaniem klientów szukających narracji ekscentrycznych. Trzeba przyznać, że Rosja nie oszczędzała na kosztach związanych z odświeżeniem baśni o ostatecznym zwycięstwie nad złem. Tak drogie produkcje muszą się zwrócić, pomóc na długo, skutecznie dzielić opinię publiczną na mniejsze, łatwiejsze do manipulacji kawałki. Muszą zachwiać całym rynkiem. Rosja działa na zachodni światopogląd z finezją lodołamacza. Plakat z 1944 r. prezentuje standardową metodę postępowania: „ przywal mocniej / kriepcze udary „. Warto zwrócić uwagę na plakat dokładnie sprzed 25 lat zaprojektowany przez Rościsława Szwedowa z Kijowa z okazji chyba pierwszej w Polsce wspólnej
Sir Foster przyjął zaproszenie już w połowie kwietnia, będzie opracowywał master plan dla Charkowa oraz regionu. Zaczął po ludzku, od słów. Uwaga architekci! Ćwiczymy czytanie ze zrozumieniem, bez planów, bez szkiców, same słowa. Cały manifest (THE KHARKIV MANIFESTO) nie jest długi ( https://normanfosterfoundation.org/meeting-between-mayor-ihor-terekhov-and-lord-foster/ ). Mimo to zakreślmy powtarzające się zwroty, detale wpadające w oko. Na pierwszym miejscu: the most, the most desirable, the most lovely . Na drugim miejscu: the best, the best minds with the best planning, architectural, design, and engineering skills in the world . Na trzecim – kompozyty: combining a planetary awareness with local action. Jeśli dobrze pójdzie, tego trzeba Ukraińcom życzyć, Charków będzie jedną z
„Halo! O, halo lo lo lo lo! Tu tu tu tu tu tu tu Radio, radijo, dijo, ijo, ijo, Tijo, trijo, tru lu lu lu lu Pio pio pijo lo lo lo lo lo Plo plo plo plo plo halo!” Na to wróbel zaterlikał: „Cóż to znowu za muzyka? Muszę zajrzeć do słownika, By zrozumieć śpiew słowika. Ćwir ćwir świrk! Świr świr ćwirk!” Zanim się zaczniemy ubierać do opery warto przez chwilę pomedytować nad literackim patronem miasta Łodzi. Toć to jego igrać będą. Obecność Tuwima (urodził się w Łodzi, dwukrotnie – w 1928 i 1949 –otrzymał Nagrodę Literacką miasta Łodzi, w końcu „Łódź nazywał najwspanialszym miastem na ziemi”) daje Łodzi wręcz nieprawdopodobną plastyczność. Można dzięki temu w tym mieście założyć wszystko, wręcz zrobić wszystko, wybudować najdziksze wygibasy i łamańce a i tak nie przekroczy się granicy
Ściskanie prawicy ( dexiosis ) co najmniej od dwóch tysięcy lat odbywało się zazwyczaj blisko broni trzymanej w drugiej ręce. W dawnej ikonografii uścisk dłoni związany był przede wszystkim z ikonografią Mitry, boga światła i dotrzymywania umów. Mitra był też bogiem-wojownikiem. Ten aspekt zawierania paktu i eksponowania atrybutów własnej mocy doskonale widać na płaskorzeźbie z Góry Nemrot (Turcja, Arsameia). Mitrydates I Kallinikos władca królestwa Kommageny zawiera pakt z Heraklesem. Znaczenie paktu związane jest z realnością groźby.
kadry zarządzającej średniego szczebla, świetny, niemal ekologiczny dodatek do zrównoważonej diety i stylu życia. Nawet ślad węglowy jeśli jest w odcieniu neutralnym mniej straszny. Dwie medialne informacje o inwestycji w ciekawym, pełnym nowych możliwości miejscu. Jedna z grudnia 2021, druga już z kwietnia 2022 ( https://www.dezeen.com/2021/12/24/ges-2-house-of-culture-renzo-piano-building-workshop/ ; Beaux Arts Magazine n°454 – avril 2022, s. 12) Inwestycja godna uwagi, pierwsza realizacja zespołu Renzo Piano w Rosji. Budynek elektrowni zasilającej sieć trakcyjną z 1907 roku wybudowany przez Wasilija Baszkirowa za sprawą fundacji V-A-C Foundation zmienił się w galerię z atrium o powierzchni ponad 1200 metrów kwadratowych nazywaną z rosyjska GES-2 House of Culture (
Wyobraźnia religijna bywa sensu stricto nieludzka. Podpowiada sceny i obrazy nie dające się zrozumieć, kołysze się między skrajnościami, od ekstatycznego zachwytu po straszną grozę sacrum . Na takim tle odznacza się trwająca przez pokolenia, nieustanna praca powolnego oswajania tej dzikiej religijności. Homo sapiens oswaja wszytko co znajduje się w jego otoczeniu. Z doktrynalnego, żarliwego religijnie punktu widzenia to nie może się udać. Mimo to wciąż próbujemy. Chrześcijańskie Zmartwychwstanie zapowiadające uniwersalny eschaton oznajmiane jest przez dźwięk trąbki. Czemu nie, niech będzie trąbka (skoro tak mówi Apostoł: 1 Kor 15, 52). Byle by nie była to trąbka jak na wojskowej pobudce. Raczej niech będzie podobna do tej, jaką słychać było (zaraz po wielkiej wojnie) w Paryżu. W 1949
Nie tylko to co symboliczne, ale i to co realne potrafi zmieścić się na znaczku pocztowym. Potrafimy na znaczkach zapisać, heroizm, utrwalić gesty warte zapamiętania. Kłopot z tym, że to co Realne tylko przez chwilę ma rozmiary rzeczywistości . Potem kurczy się do rozmiarów pocztowego znaczka, a codzienność w swojej przytłaczającej skali płynie dalej. Poczta ukraińska poinformowała o rozstrzygnięciu konkursu na znaczek upamiętniający żołnierzy z Wyspy Węży. Wbrew temu co pokazują mapy Wyspa Węży może być większa niż Ukraina razem z Europą.
Struktura ludzkiej wyobraźni jest atomowa. Przypomina powiększający się w nieskończoność zbiór miejsc, w jakich wyobrażamy sobie co chcemy. Bardzo trudno uporządkować taki zbiór, zależny od indywidualnych preferencji. Książki robią to za nas, jak pandemie czy wojna? O ostatniej książce Hansa Urs von Balthasara pisze Jan Słomka w Tygodniku Powszechnym: „Można żywić nadzieję, że myśli Balthasara staną się inspiracją, która przyczyni się do odnowienia przepowiadania, kaznodziejstwa o rzeczach ostatecznych. Niewątpliwie ostatnio mało jest w kazaniach i homiliach tematyki poświęconej piekłu. Być może dzieje się tak dlatego, że tradycja, którą zresztą szwajcarski myśliciel tak krytycznie potraktował, a więc tradycja zobiektywizowanego mówienia o piekle i roztaczania na kazaniach wizji mąk
Dzisiejsza decyzja Watykanu zmieniająca tekst rozważań napisany przez kobiety (Ukrainkę i Rosjankę) niosące razem krzyż w czasie przestoju przy XIII Stacji Drogi Krzyżowej w Koloseum i zastąpienie go frazą (o znaczeniu) milczenia wobec faktu śmierci jest decyzją dopasowującą przebieg rytuału do symptomów katalepsji. Tymi syndromami są m.in.: mutyzm – brak zdolności do komunikacji werbalnej, stupor – sztywność ruchowa, zastyganie w bezruchu, wielokrotne powtarzanie tych samych ruchów. Dzisiejszy homo symbolicus (z rodziny homo sapiens) bez wysiłku jest w stanie powiązać w ramach tych symptomów dowolnie rozległy zakres znaczeń. Twarze kobiet owite wokół drzewca, zerkające w milczeniu w przekonywującym majestacie przywodziły krzyżmo kute jeszcze gdzieś w III wieku w kamieniu majestatyczną
Trzy lata temu lany poniedziałek w Święta Wielkiej Nocy wypadł na Włókienniczej w Łodzi dość późno. A zaraz po nim na ulicy rozpoczęła się Wielka Rewitalizacja. Kamienica pod numerem dwadzieścia otrzymała pozwolenie na budowę w listopadzie 2018 – miała pociągnąć za soba całą ulice? Włókiennicza została wytyczona w 1872 roku wzdłuż pustego placu po wyczerpaniu zasobów gliny na terenie dawnej cegielni. „Wyjałowiony teren został podzielony na niewielkie działki wzdłuż wąskiej ulicy liczącej zaledwie trzysta metrów długości. Jej nawierzchnie stanowiły kamienie polne, stąd pojawiła się pierwotna nazwa, ulica Kamienna, obowiązująca do roku 1957. W latach 1950-1951 przeprowadzono przebudowę, w wyniku której wyburzono wszystkie oficyny południowej pierzei. Likwidacja kameralnych podwórek w zamian
Choć nasz projekt W20 (na Włókienniczej) jest lokalny, o skali zaledwie jednej ulicy, na wszelki wypadek postanowiliśmy osadzić go na masywnym fundamencie. Może nieco zbyt optymistycznie uznaliśmy, że rolę takiego fundamentu może pełnić przekonanie o rozumności człowieka. Dochodzenie do Rozumu zabrało Europie sporo czasu, ale doświadczenia XX wieku nauczyły nas europejczyków rozumu w stopniu wystarczającym by wreszcie uznać, że wszystkie dzielące nas problemy można rozwiązywać rozmawiając. Jedyny dostępny dla homo sapiens sens świata zawsze pojawia się w rozmowie, w dialogu z innymi. Wspólnota, rozmawiająca ze sobą Wspólnota jest źródłem Rozumu. Sensem istnienia miast i życia w mieście jest życie w sposób dający okazję do częstego spotykania innych. Zamiarem naszego miejskiego Think Tanku
From Tinkering to Thinkering. „Skoro dobór naturalny nie potrafi doprowadzić do stanu optymalnego, w grę musi wchodzić jakiś inny mechanizm. Bardzo prawdopodobne, że chodzi o zjawiska fizyki, chemii, procesy autokatalityczne, struktury dyssypatywne i zasady samoorganizacji jak również inne czynniki, które nauka odkryje we właściwym czasie.” (cyt. za: Jerry Fodor, Massimo Piattelli – Palmarini, What Darwin Got Wrong , 2011, s. 92). Zbieramy książki, kombinujemy, majsterkujemy, układamy je w dziwne konstelacje. „W grę musi wchodzić jakiś innym mechanizm.” Raczej zbiór, kolekcja, która równie dobrze może przypominać mechanizm co organizm.
Nie tylko Scotland Yard, ale i dysponujące większą swobodą i budżetem służby (MI7) wciąż próbują uzyskać całkowitą swobodę w poruszaniu się we wszystkich kierunkach. Do tej pory taka charakterystyczna dla lotnych umysłów zdolność podążania za kolejnymi znakami i składania z tego logicznych ciągów zdarzeń jest możliwa tylko na płaszczyźnie kartki, tylko w przestrzeni fabuły. 5inLodz testuje własny prototyp oparty na zjawisku superpozycji semantycznej (semantic superposition/semantic suppression). Nie wszyscy chcemy być Sherlockami Bondami, wszyscy chcemy – czasem – poznać prawdę. 5InLodz pracuje nad unifikacją oznaczania tego, co kardynalne. W prawo, w lewo, w górę, w dół? W większości sytuacji i języków cztery kardynalne kierunki: w lewo, w prawo do przodu do tylu wystarczają dla
W latach 60. polska młodzież nie za bardzo garnęła się do rodzimej produkcji, chyba, że do śpiewanej. W 1966 roku Karin Stanek marzy: „Tato, kup mi dżinsy-spodnie, Tato, Będzie mi wygodnie”. Od dwóch lat (po uroczystym otwarciu) pełną parą produkują Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Odra” w Szczecinie. Szyją z tekspolu. Jacy my byliśmy marudni! Kolor nam się nie podobał. Kolor blue wyglądał na mocno zachlapany mlekiem. Polski zamiennik amerykańskiego denimu, zwany „teksasem” lub „arizoną”, produkował zakład im. Szymona Harnama w Łodzi. Komunistyczny patron zginął od strzału z pistoletu na wiecu w Łodzi w zakładzie na Kilińskiego 2 w 1929 roku. Świadkiem zamachu był Bernard Lichtenstein, genialny krawiec mieszkający nieopodal, na ul. Włókienniczej 20 (dawniej Kamienna!). Bernard w 1937
Kiedy poczujesz taką głęboką, wewnętrzną potrzebę (na przykład 9 maja) – nie ma zmiłuj! 22 czerwca 1940 w Compiègne Hitler rozmawia z Keitlem, Göringiem i Hessem. W tle przetransportowany tam wagon-salonka marszałka Ferdinanda Focha, w którym 11 listopada 1918 roku niemiecka delegacja w tym samym miejscu podpisała akt kapitulacji kończąc przegraną I wojnę. Po podpisaniu przez Francuzów warunków zawieszania broni w 1940 wagon został zabrany do Berlina. Niemcy spalili i zniszczyli miejsce. Salonki już nie. W roku 2018 w tym samym wagonie spotkali się dnia 10 listopada kanclerz Merkel i prezydent Macron. Najwyraźniej poczuli taką głęboką, wewnętrzną potrzebę. Myślenie symboliczne nie jest nieracjonalną przypadłością dyktatorów na Wschodzie. Jest metryką chronologiczną, która porządkuje i
Dziś w Ukrainie niebo jest tam gdzie ma być, a zboże się żółci. Ale Rosjanie tego tak nie widzą. Wystarczy spojrzeć na historyczne flagi Ukraińskiej Republiki Rad, żeby zrozumieć dlaczego kolejne rozmowy o zawieszeniu ognia kończą się niczym. Układ barw żółtej i niebieskiej jest na nich odwrócony do góry nogami wobec dzisiejszej flagi Ukrainy. Rozmawiający mają odwrotne perspektywy. Heraldyka jest najbardziej sformalizowaną częścią systemu symbolicznych znaków informujących o układzie sił, przebiegu granic, dążeniach. Układ barw na flagach zawsze ma jakieś oczywiste wytłumaczenie. Czerwone sztandary bolszewickiego komunizmu miały przypominać o krwi słabych i biednych. Szybko okazało się, że częściej jest to krew przelewana przez propagatorów rewolucyjnego imperium. Upiorna jest stała
Najbardziej rewolucyjną zmianą, jaką wprowadził około 1852 roku w swoim paryskim sklepie Le Bon Marche Aristide Boucicaut, w którym był współudziałowcem, było pozwolenie klientom na swobodne chodzenie między towarami i samodzielne wybieranie. Żadnych pytających ekspedientów, żadnych gorliwych subiektów, żadnych nagabywań. Można było oglądać w milczeniu i wyjść bez kupienia czegokolwiek i bez pytań po co się przyszło. Boucicaut zmarł w 1877 jako bardzo bogaty człowiek. Nawyk oglądania w milczeniu upowszechnił się szybko. Kupowanie i sprzedawanie bez słów, bez targowania, bez kontaktu wzrokowego to codzienność końca XX wieku. Dziś to oczywistość. Trudno konwersować z automatem do dystrybucji kanapek i kawy, czy samoobsługową kasą. Sądząc po zdjęciach ilustrujących to, co dzieje się w Rosji
Jak długo potrafimy wyobrażać sobie to co niemożliwe, tak długo mamy szanse na odbudowę i zwycięstwo.
W sytuacji gwałtownego kryzysu (nie tylko wojny) informacja zaczyna być przekazywana i dociera nowymi kanałami. Poza dotychczasowym spektrum przekazu. Niewiele możemy zrozumieć z chińskiego przekazu. Natomiast kolory natychmiast są komentowane i zwracają uwagę daleko poza standardowym zasięgiem danego medium.
Od wystąpienia dekabrystów (jeśli nie od opublikowania Podróży z Petersburga do Moskwy Aleksandra Radiszczewa w 1790) idea społeczeństwa otwartego, empatycznego w Rosji zawsze była żywa i zawsze marginalna. Przy dzisiejszym stopniu medialnego nasycenia informacją istnieje szansa, że decydujące wydarzenia będą miały miejsce na ulicach Moskwy i Petersburga, a nie na linii frontu. To nie muszą być krwawe protesty, muszą być liczne i zdecydowane, podobne do tych z Moskwy w sierpniu 1991. To może być rosyjski pokaz dla świata. Dobry albo zły.
To chyba nieliczne kadry na jakich pojazdy rozpoznawane jako terenowe, kojarzące się z „techniką wojskową”, z forsowaniem przepraw wodnych nie zwiastują niepokoju i nieszczęścia. Pięćdziesiąt lat temu w 1971 nakręcono serial telewizyjny o przygodach Pana Samochodzika bohatera serii książek dla młodzieży autorstwa Zbigniewa Nienackiego. Pierwszy odcinek, „ Pan Samochodzik i templariusze ” telewizja epoki tow. Edwarda pokazała w 1972 roku, pół wieku temu. Gruchnęła zapowiedź, że Netflix wraca do tej fabuły. Ciekawe jak chcą to zrobić, w kolorze? Bez Mikulskiego? Może w mrocznym klimacie mazursko-skandynawskiego kryminału, jak w filmowych bajkach dla trzydziestolatków? Tamta epoka była wielką propagandową ściemą. Wraca jako remake . Nie tylko jako serial. Wraca w postaciach dziarskich
W Łodzi mamy tańczącego słonia. Czemu jest to takie interesujące choć jeden słoń wiosny nie czyni. Zaczęło się 22.11.2021 kiedy przyjęliśmy zaproszenie Tomka Ciesielskiego, artysty-badacza z UŁ/Teatru Nowszego. W przestrzeniach pałacyku przy ul. Skłodowskiej-Curie 11 realizowano program Teatru Nowszego oraz Uniwersytetu Łódzkiego pt. „Poznawanie tańczącego słonia. Współczesne badanie performatywne”. Składał się on z trzech części: wystawy „Praktyka pracy i miejsce pracy”, zewnętrznej instalacji „Metoda i narzędzie” oraz weekendu działań i pokazów performatywnych. Idea programu odnosiła się do staroindyjskiej przypowieści o sześciu mężczyznach, którzy natknęli się na słonia. Każdy z nich był osobą niewidomą. Jeden z nich złapał za ogon, kolejni odbili się od twardej skóry nogi lub dotknęli
Młodzi w Łodzi. Tym razem przedsiębiorcy. Skoro przedsiębiorcy – to oczywiste, że my w Think Lodz, nieco starsi, trzymamy z nimi sztamę. Dzięki naszemu wpływowemu członkowi Rady udało się przesunąć datę (i to znacznie) składania FORMULARZY do projektu „Łódź dla młodych przedsiębiorców”. Dlaczego? Czekaliśmy na rozstrzygnięcie kolejnej edycji internetowego plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku 2021. Dawno REBRANDOWANO łódzkiego (młodego) fabrykanta na młodego łódzkiego przedsiębiorcę. To miało zaprezentować umiejetność elastycznego łączenia aktualnego języka z niekoniecznie najnowszymi obrazami, to pokazywało kolejną zdolność adaptacyjną, jakiej wymaga współczesna kultura (biznesu). Zwyciężyłosłowo: „ śpiulkolot” , a drugie miejsce zajęło dźwięczne pożegnanie : „ naura” . W1977 roku Roman
Nieco ponad rok temu jury triennale Animalis 2020 – konkursu na obraz o tematyce zwierzęcej, organizowanego od kilkunastu lat przez chorzowską Miejską Galerię Sztuki MM, niemal zgodnie chciało przyznać nagrodę obrazowi w szarościach i czerniach, namalowanemu przez Michała Cygana w 2019 roku. Po przeczytaniu tytułu: „Miejsce, w którym umierają psy” niektórzy z jurorów uznali, że jest to obraz zbyt drastyczny i zbyt literacki. Jury obsadzone było przez silną reprezentację malarzy, a ci ze śląską rzetelnością przedkładali różne odmiany realizmu nad urojoną fantastykę. Owszem, zdarza się, że ktoś psa w lesie zostawi, ale takie nagromadzenie okrucieństwa w jednym miejscu, w jednym kadrze, wyglądało wtedy na grubą przesadę. Nie mieściło się to w „głowie jury”, obraz nagrody nie dostał. Czas
Przez dwie dekady Łódź była terenem zjawiskowego, teatralnego spektaklu – opinii zejścia na samo dno. Człowiek jest gatunkiem, który ma rozbudowaną zdolność do estetyzacji katastrof, szczególnie tych teatralnych (politycznych). Dzięki Grekom w finale, który właśnie w Łodzi obserwujemy gołym okiem, od nadmiaru uczuć zostajemy uwolnieni poprzez “katharsis”. Niestety, nie da się obserwować zachodzących zmian klimatycznych niczym spektakl teatralny. Antyczna teoria katharsis zakłada, że widz żyje dłużej, niż trwa spektakl. A w tym wypadku nie jest to takie pewne.
To pytanie stało się w kulturze polskiej frazą samodzielną, prowadzącą niezależne i bogate życie nie tylko w tekstach publicystycznych. Pytającym jest Wielki Książę Konstanty w dramacie Wyspiańskiego “ Noc listopadowa”. W odpowiedzi słyszy od tajnego agenta Makrota : „(…) Tak, teraz jest listopad – więc baczne mam słuchy. Jest to pora, gdy idą między żywych duchy – i razem się bratają”. Jak to w Polsce zwyczajnie, literatura tłumaczy wypadki dnia codziennego. Najwyraźniej dzisiejsi tajni agenci podzielają to przekonanie. Trudno inaczej wytłumaczyć, dlaczego starannie opakowano w czarną folię fotoradary stojące na trasie warszawskiego przemarszu w dniu Święta Niepodległości. Uznajmy to za znak pokrzepiający. Wbrew powszechnej opinii aparat państwa ma pewne nieprzekraczalne granice, wie, że
Łódź 200-letnim kołem się toczy. Ruszają prace przy realizacji Nowego Ratusza w Łodzi. Po prawie dwustu latach. Pierwszy powstał w 1827 roku i nierozerwalnie kojarzony jest z początkiem Łodzi Przemysłowej. Historię powstania nowego ratusza rozpoczyna w 2007 roku Rob Krier. Zaproszony przez Fundację do Łodzi, umieszcza ratusz na samym środku Rynku Kobro. Czyni z niego główną dominantę i jest przekonany o jego prorozwojowej roli w tworzeniu Nowego Centrum Łodzi. Krier nie wierzył w zagłębienie dworca Łódź Fabryczna i schowanie go pod rynkiem. Jakże niesamowicie potoczyła się historia tego strategicznego miejsca w centrum miasta. Warto przypomnieć sobie ją przy okazji nowego ratusza. Nawet trzeba! Historia ta pokazuje drogę, jaką musiało przebyć miasto od idei do jej realizacji. Drogę, którą
Niewielkich rozmiarów trompe l’oeil (46.5 × 63.9 cm), obraz namalowany przez Adriaena van der Spelta w 1658 (obecnie w kolekcji Art Institute w Chicago), to doskonała ilustracja tego, jak bardzo jesteśmy nieufni wobec obrazu otoczenia. Spelt namalował martwą naturę z kwiatami, ale w taki sposób, by nawiązać do anegdoty o rywalizacji antycznych malarzy – Zeuxisa i Parrazjosa. Adriaena van der Spelt Matrix 1658 Prawdziwym tematem tego obrazu jest moment olśnienia, odsłonięcia się „prawdziwej” natury. Poczucie, że żyjemy w matrixie, oddzieleni od rzeczywistości nie jedną, ale nieskończoną ilością zasłon nie opuszcza homo sapiens . Ciekawe dlaczego?
Nawet kiedy absolutnie żaden element rzeczywistości nie ma nic wspólnego z tym co pokazują nam obrazy medialne. O ile zachowane jest status quo będziemy na takie obrazy patrzyli jako na coś oczywistego. Photo after: The Guardian
Stale interesuje nas unifikacja modeli rzeczywistości. Próbujemy uprościć opis rodzajów podstawowych sił fizycznych. Ekscytujemy się każdą wiadomością o odkryciach nowych cząstek elementarnych. Od końca starożytności mamy trzy greckie słowa nazywające siłę równie elementarną: miłość: φιλία, ἔρως, ἀγάπη ( eros, agápē, philia ). I póki co, żadnych szans na ich unifikację. Wręcz przeciwnie, XXI wiek zapowiada się jako czas dzielenia rodzajów miłości. Amor _National_Sculpture_Garden_DC_ version of Robert_Indiana work: Love Lucas Cranach the Elder, 'The Judgment of Paris’, c. 1512-14, Kimbell Art Museum
Fascynują nas obrazy. Uparliśmy się, że budowane przez nas maszyny też będą je rozpoznawać. Fascynuje nas także zdolność do zamieniania obrazów na pieniądze. Właśnie ujawniono jak „widzi” otoczenie autonomiczne auto Tesli. To zaskakująco prosty obraz. Teraz, kiedy widzą go wszyscy w sieci, zacznie prowadzić własne życie. Jest kwestią czasu, kiedy przeczytamy o artyście, który to czarno białe zdjęcie zmieni w dzieło wystawione na aukcji. Auto Tesli nie zatrzymało się przed portretem Mona Lisy da Vinciego. Bo nie było przy nim człowieka. https://insideevs.com/news/518918/tesla-vision-hacker-shows-depth/ System Tesli może jeszcze długo nie działać. Ten obraz zostanie zmonetyzowany niezależnie od tego. Być może stanie się non-fungible token (NFT) najnowszą zabawką rynku dzieł sztuki.
Wiemy, że to groźny skrzep. Nie wiemy tylko, czy zapchana arteria zasila mózg czy serce. Niestety, w obydwu wypadkach rokowania nie są dobre. Okazuje się, że nie mamy żadnego aktualnego atlasu anatomii świata.
Kontekst decyduje o ostatecznym odczytaniu treści znaku. Szczególnie jeśli chodzi o rzeczy tak fundamentalne dla naszej cywilizacji jak np. siano.
Gwiazda Betlejemska to zjawisko powstające na skutek wielkiej koniunkcji Jowisza i Saturna. Jest to ustawienie ciał niebieskich w jednej linii z obserwatorem. 21 grudnia 2020 roku będzie można zaobserwować wielką koniunkcję Jowisza i Saturna, czyli dwóch największych planet w Układzie Słonecznym. Planety znajdą się będą w odstępie 0,1 stopnia. Z perspektywy Ziemi sprawi, że będą wyglądać jak jeden bardzo jasny punkt na niebie. Gwiazda Betlejemska to rzadkie zjawisko. Po raz ostatni widziane było w 1226 roku, a po 2020 roku na kolejną trzeba będzie czekać do 2080 roku, a później do 2400. W tym roku Gwiazda Betlejemska pojawi się na niebie w noc zimowego przesilenia, czyli 21 grudnia. To co uznajemy za „bardzo jasne punkty”, za wyraźne znaki w znacznym stopniu jest efektem mimowolnej
Po przetłumaczeniu nazwy naszego miasta staje się jasne dlaczego biblioteka Nautilusa (należąca do kapitana Nemo) bardzo nas w Łodzi interesuje. Różnica między łodzią podwodną wymyśloną przez J. Verne’a, a Łodzią podziemną wydaje się być niewielka. Kapitan Nemo rozmawia o Łodzi jako wehikule do przenoszenia wyobraźni za horyzont. Książki, pozwalające poznać czyjś wybór, prowadzą najkrótszą drogą do właścicieli. Są rodzajem papierowej wyszukiwarki umożliwiającej dotarcie do drugiego człowieka. Obojętnie czy pod, czy nad powierzchnią.
Wczesnym jesiennym popołudniem 1954 roku Frank O’Hara zakończył pisanie wiersza Muzyka [ Music ] słowami: ‘(…) As they’re putting up the Christmas trees on Park Avenue I shall see my daydreams walking by with dogs in blankets, put to some use before all those coloured lights come on! But no more fountains and no more rain, and the stores stay open terribly late. ’ [2 października, 1954] Dziewięć lat później zakończyła się wojna. Świat przyglądał się świetlanej przyszłości. Czy nastąpiło to potwornie późno ? Jak tylko możliwe? Czy komukolwiek jeszcze potrzebne są sny? Marzenia , rzecz jasna, wciąż jesteśmy po jasnej stronie mocy. ‘Wir bilden einen lieben Reigen, Die Freiheit spielt auf allen Geigen, Musik kommt aus dem Weißen Haus, Und vor Paris steht Mickey Maus We’re all living in
Na początku sprawa wydaje się prosta. Potraktować książki jak element architektury. Książka, cegła, co za różnica. Ułożyć zbioru podobnych elementów. Proste zadanie. Potem, kiedy już te proste rzeczy mamy ogarnięte, czytamy u Lacana: „Na początku było Słowo”, w zupełności się z tym zgadzam. Ale przed początkiem, gdzie ono było? To właśnie jest, tak naprawdę, niezgłębione.” (Jacques Lacan La triomphe de religion). Ok. ułożyć coś z książek, ale gdzie ułożyć? W czym ułożyć? Jaką działką, jaką przestrzenią dysponujemy? Ile ma wymiarów. Jest zewnętrzna, wewnętrzna, dwojaka? Profesjonalny architekt, który zaczyna się nad tym zastanawiać, traci punkt oparcia, opuszcza go pewność działania. Szybko uświadamia sobie, że tkwi w otchłani, w jakiej nawet Nautilus kapitana Nemo nie potrafiłby się
„Nie znoszę jego Komedii ludzkiej . Pomyśleć, jak łatwo najlepsza zupa ulega zepsuciu, gdy dodać do niej łyżeczkę starego tłuszczu lub odrobinę pasty do zębów. (…) Łatwiej znienawidzić kogoś za dłubanie w nosie, niż pokochać za stworzenie symfonii. Albowiem drobiazg jest charakterystyczny i określa osobę w jej codziennym wymiarze .” (Dzienniki, Niedziela , 1958). I co teraz, jak mieszać te przypadkowe i często przeterminowane składniki w naszym 5in kotle? W prawo mieszać, czy raczej do lewej, żeby odwlec przynajmniej moment kiedy ujawni się, że to co przy gotowano może figurować w karcie (czy raczej na panelu: order & collect ) jako: komedia ludzka? Taki los trwałych przedsięwzięć, fundacji, instytucji, a zwłaszcza „instytucji kultury”. Ich zamiarem i celem jest zawsze krzątanie się w
A więc wrzesień, jak niemal zawsze nieskalanie pogodny i Łódź znów pełną gębą, czterokulturowa (bezpośredni wtrysk, LPG, turbodoładowanie, katalizator, rzecz jasna). Łódź miastozabawna, miastozbawna (jak Babel i Babadak, ale jeszcze nie Berlin), świadoma wagi każdego swojego ruchu. W skupieniu jak prządka Parka celebruje każdą niteczkę swojej przeszłości. Na widnokręgu kolejne kongresy, festiwale, eventy. Wzmożenie. A więc wrzesień, jak niemal zawsze nieskalanie pogodny. Otwieramy się na różne kultury, osnuwamy jak babim latem. Przeczytajmy uwagę emigranta z 1955: „(…) jakież były możliwości porozumienia pomiędzy mną i Argentyną intelektualną, estetyzującą, filozofującą? Mnie fascynował w tym kraju dół, a to była góra. Mnie urzekła ciemność Retro, ich – światła Paryża. Dla mnie owa nie
W świetnej książce Siegfrida Zielińskiego, Archeologia mediów. O głębokim czasie technicznie zapośredniczonego słuchania i widzenia , w przekładzie K. Krzemieniowej na stronie 303 czytamy: „ W artykule O tendencjach kultury proletariackiej Gastiew pisał; «Maszyna steruje żywymi ludźmi. Maszyny przestały być obiektami sterowania, stały się ich podmiotami». (…) W przyszłości ludzie pracy byliby «trybami ogromnej maszyny». Powstałaby psychologia identyczna z regułami określającymi działanie automatu, z jego dwoma stanami: «bycia włączonym» i «bycia wyłączonym» oraz zamkniętym zespołem funkcji” Autor sumiennie przy cytacie powołuje się na inną publikację: R. Traub, Lenin und Taylor. Die Sichicksale der «wissenschaftlichen Arbeitsorganisation» in der (frühen) Sovjetunion, „Kursbuch” 43, Berlin
„- Kiedyś, dawno temu, prawie jeszcze w dzieciństwie, towarzyszu Czyklin – powiedział Pruszewski – zauważyłem przechodzącą koło mnie kobietę, tak samo młodą jak ja wtedy. Mogło to być w czerwcu, albo w lipcu. Od tego czasu poczułem smutek i zacząłem wszystko widzieć i rozumieć. Ale jej już nie widziałem. Więc chcę jeszcze raz popatrzeć. A więcej nie chce już niczego.(…) Czyklin wyobrażał sobie dokładnie ból Pruszewskiego, bo sam, choć mniej pamiętnie, męczył się kiedyś takim samym bólem, po stracie szczupłego, obcego, lekkiego człowieka, który w milczeniu pocałował kopacza w lewą stronę twarzy. Zatem jeden i ten sam, rzadki i czarujący obiekt oddziaływał z bliska i z daleka na nich obu. – Pewnie jest już teraz stara – powiedział po chwili. – Nic, tylko się zamęczyła i skórę ma teraz
„Człowiek nie może wyrazić siebie na zewnątrz nie tylko dlatego, że inni go paczą – nie może wyrazić siebie przede wszystkim dlatego, że tylko to, co w nas już uładzone, dojrzałe, nadaje się do wypowiedzi, a cała reszta czyli właśnie niedojrzałość nasza, jest milczeniem. Wobec czego forma będzie zawsze czymś dla nas kompromitującym – jesteśmy poniżeni formą.(…) I na koniec, czyż człowiek będący zawsze poniżej wartości, zawsze skompromitowany (tak dalece, że być człowiekiem to znaczy być „gorszym”, gorszym od tego co on sam wytwarza) nie poszuka wyładowania swego życia psychicznego w sferze jemu właściwej, to jest w sferze tandety?” Witold Gombrowicz, Dziennik 1953 – 1964, 1957 [22] , Kraków 2011, s. 342. Wybraliśmy formę nieoczywistą, pięciodzielną. Zbieramy i przyglądamy się w milczeniu
Jesteśmy optymistami, dlatego rozglądamy się za jakimś rozległym i raczej suchym płaskowyżem. Poważnie traktujemy plany i dlatego czasem działamy zgodnie z hasłem młodego Leibnitza: Calculemus ! Na Ziemi żyje ok. 7,7 miliarda podobnych do nas. Wcześniej czy później zapytamy ich o 5 najważniejszych książek w ich życiu. Z pewnością grubo miliard odpowie, że niczego takiego w życiu nie spotkali. A biorąc pod uwagę, że czytanie staje się zajęciem elitarnym i anachronicznym, zanim zdążymy to pytanie zadać może nawet połowa tak odpowie. Biorąc pod uwagę czas jaki upłynie, przyrost populacji, jej geograficzny i kulturowy rozkład przyjmijmy, że 4 miliardy ludzi miało w ręku więcej niż 5 książek. Jesteśmy optymistami, co się stanie jeśli wszyscy oni zgodzą się podarować swoje najważniejsze
Pracujemy nad uporządkowaniem tego, co mamy. To jeszcze trochę potrwa. Ostatnio odkryliśmy, że nikt jeszcze nie dał nam żadnej książki Alaina Robbe-Grilleta! Dlaczego akurat to nas zdziwiło? „Tekst jest zorganizowany w pięć części zwanych „przestrzenią” i kwalifikowanych zgodnie z ich liczbą porządkową, poprzedzoną rozdziałem o nazwie INCIPIT (na 5 stronach), po którym następuje rozdział o nazwie CODA (również na 5 stronach)”. To fragment opisu jego powieści z 1976 roku Topologie d’une cité fantôme . Nie jesteśmy numerycznymi fetyszystami. Liczby są ważne, ale nie potrafią opisać świata ludzi. Gdyby było inaczej, nie zbieralibyśmy kartek zadrukowanych literami, tylko kalkulowali. W posłowiu do Domu schadzek Robbbe-Grilleta wydanym przez Czytelnika na początku 1967 roku towarzysz Adam
Czytali księgę: Prt M Hrw. Brzmi dziwnie, bo jest stare. Dziś wymawia się to mniej więcej tak: peret em heru. Najlepiej zachowany egzemplarz o długości dokładnie 9,70 metrów znaleziono w grobie (KV46) Juja i jego żony Tuju w Dolinie Królów w 1905 roku. Co się zmieniło od tego czasu? Wszystko, ale rzeczy najważniejsze i drobiazgi są takie same. Juju, kapłan boga Min pochodzący z Ahmin jeśli czytał, robił to przewijając tekst podobnym gestem jak my pochylając się nad smartfonem. Ten Egipcjanin z czasów XVIII dynastii, jak współczesne nastolatki nie wyobrażał sobie, że tekst można przekartkować. Nie było jeszcze kartek ani kodeksów. Rzeczywistość, tak jak dziś wydawała się jednym ciągłym pasmem zdarzeń: flow, wylewem taktowanym rytmem dni i nocy. Tytuł księgi brzmi: O wychodzeniu za dnia [
Niezależnie od tego, jaki model sprawowania władzy będzie najbardziej rozpowszechniony w pierwszej połowie XXI wieku rola re-prezentacji będzie rosła. Re-presentatio to pojęcie tak samo podstawowe dla władzy, jak dla ludzkiego sposobu myślenia. Stąd ciągłe podejrzenia, że pewne sposoby myślenia niezależnego są niczym innym jak knuciem przeciw władzy: crimen laesae maiestatis. Obszar, na którym można będzie manifestować niezależność myśli będzie raczej się zmniejszał. Głównie dlatego, że władza re-prezentuje się dziś wyłącznie poprzez media i technologię. I to ona, jako silniejsza wygra rywalizację o dominację nad mediami. Obserwowane już dziś tendencje do rozbudowywania sposobów manifestowania prestiżu są zaskakująco archaiczne, przypominają odradzanie się społeczeństwa feudalnego.
Pewnego razu gdy T.S. Eliot wsiadał do taksówki, miał usłyszeć od kierowcy: „Jest Pan T.S. Eliot”. Zaskoczony pytaniem poeta zapytał taksówkarza, skąd on to wie. „Ach, – rzekł kierowca – Mam oko do celebrytów. Nie dalej jak wczoraj wieczorem przyjąłem kurs od Bertranda Russela, i zapytałem go: „No, Panie Russel, o co w tym wszystkim chodzi?” I wie Pan, że nie potrafił mi odpowiedzieć?” (John Naughton)
W tym czasie Henryk Stażewski mówił: “Największą szybkość mają myśli: skąd się biorą i dokąd pędzą, nikt nie wie. Gdyby ci się udało uchwycić jedną myśl, będzie to sztuka.” Przekonany jestem, że idea Opałki została w podobny sposób uchwycona. Jego stanowcza decyzja umożliwia nam penetrację w niezidentyfikowanych wymiarach. Dzięki tej decyzji otworzył sobie uniwersum, aby w nim zaistnieć. W nim znajduje możliwości zbliżania się do istoty nieskończoności. Eugen Gomringer swoją z dwóch stron drewnianą książką, zatytułowaną “Niekończące się zdanie”, swoim wewnętrznym “ty” mówi wszystko. Tylko “ty” ma prawo o sobie mówić, ponieważ nikt nie może zaistnieć w “ty”. Powstaje pytanie, dlaczego zmagamy się szukając słów, którymi nic się nie mówi?
Na świecie dużo było Lyncha.

Kolekcja dr. Ericha Marxa to najważniejsza i najpotężniejsza prywatna kolekcja sztuki w Berlinie. To także jedna z najważniejszych kolekcji sztuki współczesnej w Niemczech i na świecie. Fragment kolekcji (między innymi prace Andy’ego Warhola, Josepha Beuysa, Roberta Rauschenberga i Cy Twombly’ego) pierwszy raz został pokazany w roku 1982 w Neue Nationalgalerie w Berlinie, wzbudzając entuzjastyczne przyjęcie. W następstwie tej prezentacji władze landu Berlin, chcąc zatrzymać Kolekcję dr. Ericha Marxa w Berlinie, zdecydowały o przebudowie nieużytkowanego budynku dawnego dworca kolejowego – Hamburger Bahnhof – na potrzeby prezentacji sztuki współczesnej i umieszczeniu tam największych cykli zbioru podstawowego Kolekcji dr. Marxa, jako stałej ekspozycji.
Opera Dworcowa z librettem napisanym przez Marcina Polaka to pierwszy projekt Atlasa Sztuki w przestrzeni pozagaleryjnej – i w pełnym tego słowa znaczeniu publicznej. Miejscem akcji jest stary Dworzec Łódź Fabryczna, z którego 16 października 2011 roku odjechały ostatnie pociągi. *Marcin Polak (ur. 1973) jest absolwentem fotografii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Artysta jest autorem akcji rewitalizujących przestrzeń publiczną i społeczną Łodzi, takich jak: LipowaOdNowa, Punkt dla Łodzi, Miej Miejsce oraz Ratujmy Łódzkie Murale. W swoich projektach porusza ważne problemy społeczne i polityczne podejmując próbę doprowadzenia do dialogu między społeczeństwem a instytucjami oraz elitami.
Stefan Krygier to wybitny uczeń i kontynuator twórczości Władysława Strzemińskiego oraz tradycji łódzkiej awangardy w Polsce po II wojnie światowej. Zmarły w 1997 roku Artysta przez całe swoje życie związany był z Łodzią. Był ważną postacią łódzkiego i polskiego środowiska artystycznego. Po ukończeniu studiów w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi uzyskał także dyplom architekta na Politechnice Warszawskiej. Artysta zajmował się malarstwem, grafiką, działaniami na pograniczu form przestrzennych i environment. Na swoim koncie ma także projekty architektoniczne i urbanistyczne zrealizowane samodzielnie oraz wspólnie z żoną Krystyną. Wiele czasu poświęcił działalności edukacyjnej, kształcąc przez prawie półwiecze tysiące studentów w zakresie sztuk plastycznych i architektury
W 2009 roku w swoim projekcie – reportażu z Ukrainy zatytułowanym Czarne Morze betonu – artysta pokazał, jak przekształcił się krajobraz nadmorski Morza Czarnego wskutek aktywności człowieka związanej z sytuacją polityczną, rozpadem Związku Radzieckiego i tworzeniem się nowej państwowości. Dwa lata później w kolejnej pracy 7 Rooms Rafał Milach przedstawił fragmenty życia siedmiu trzydziestolatków mieszkających w Moskwie, Krasnojarsku i Jekaterynburgu, i w ten sposób opowiedział historię o ludziach urodzonych w Związku Radzieckim, ale współcześnie żyjących w putinowskiej Rosji. W projekcie The Winners z lat 2010-2013 artysta fotografuje z kolei zwycięzców przeróżnych konkursów organizowanych przez tamtejszą władzę i zwraca uwagę na wymiar propagandy białoruskiego systemu władzy.
Drugi projekt w Atlasie Sztuki przygotowany we współpracy z Galerią Starmach. Jesienią 2015 roku pokazaliśmy w Łodzi indywidualną wystawę prac prof. Jerzego Nowosielskiego ze zbiorów Fundacji Nowosielskich i Galerii Starmach. Tym, co skłoniło nas do zorganizowania kolejnej wystawy we współpracy z krakowską galerią, galerią kojarzoną przede wszystkim z Grupą Krakowską i klasykami abstrakcji geometrycznej, nie był jedynie sukces wystawy malarstwa prof. Nowosielskiego. Ta obecna wystawa to także konsekwencja naturalnego rozwoju współpracy dwóch galerii działających w przestrzeni polskiego świata sztuki.
Warsztat Formy Filmowej, założony jako koło naukowe w 1970 roku przy Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, w krótkim czasie stał się najważniejszą w Polsce awangardową formacją artystyczną lat siedemdziesiątych. Działania WFF do dnia dzisiejszego są inspiracją dla wielu twórców i przedmiotem badań historyków sztuki. Z działalnością Warsztatu Formy Filmowej nierozerwalnie związany jest rozwój sztuki wideo w Polsce. Wybitne miejsce WFF w historii polskiej sztuki awangardowej to wynik synergii wielu czynników, dzisiaj w znacznym stopniu zanalizowanych, choć bez wątpienia nie do końca jeszcze poznanych.
Twórczość urodzonej w 1981 roku w Teheranie Newshy Tavakolian jest praktycznie nieznana polskiemu odbiorcy. Irańska fotografka łączy w swojej twórczości fotoreportaż wojenny ze sztuką. Newsha jest samoukiem; swoją aktywność zawodową rozpoczęła w wieku 16 lat od pracy w irańskim dzienniku „Zan”. Dwa lata później Tavakolian była najmłodszym fotografem dokumentującym antyrządowe protesty opozycji w stolicy Iranu po wyborach prezydenckich w 1999 roku. W kolejnym, 2000 roku Newsha dołączyła do grona fotografów pracujących dla nowojorskiej agencji fotograficznej Polaris Images. Od 2002 roku Tavakolian fotografuje nie tylko w Iranie, wiele miesięcy spędziła również w Iraku: podczas II Wojny w Zatoce Perskiej, następnie podczas okupacji Iraku i ostatnio podczas ofensywy Państwa Islamskiego w tym
Kolejny, czternasty już sezon wystawienniczy w Atlasie Sztuki rozpoczynamy indywidualną wystawą prac prof. Stefana Gierowskiego, wybitnego przedstawiciela współczesnej awangardy malarskiej, wielkiego klasyka polskiej sztuki.
Wystawa prac Roberta Rauschenberga w Atlasie Sztuki przygotowana przez dr Alison Nordström – niezależną kuratorkę ponad 200 wystaw zrealizowanych na różnych kontynentach, a także autorkę wielu publikacji na temat fotografii przez lata związaną z George Eastman House w Rochester, najstarszym muzeum na świecie poświęconym fotografii oraz dyrektor artystyczną łódzkiego Fotofestiwalu w latach 2015-2016 – ma wiele wymiarów.
Kolekcja Hoffmann – wspólne dzieło Eriki i Rolfa Hoffmannów to wyjątkowy zbiór. To nie tylko moje zdanie, specjaliści powszechnie podkreślają niezwykłość kolekcji oraz niespotykaną formę jej prezentacji. Erika Hoffmann-Koenige udostępnia prace w przestrzeni swojego berlińskiego mieszkania. Każdego roku w lipcu przygotowuje kolejną odsłonę zgromadzonych zbiorów. Dotychczas tylko raz zaprezentowała wybór prac z kolekcji poza jej siedzibą w Berlinie – było to siedem lat temu w Dreźnie.
Wobec awangardy XX wieku to projekt stworzony dla przestrzeni wystawienniczej Atlasa Sztuki przez Andrzeja Paruzela – twórcę instalacji wideo, filmów i fotografii eksperymentalnej, absolwenta Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, a także geografii na Uniwersytecie Warszawskim (stąd w latach 80. pod swoimi tekstami artystycznymi podpisywał się jako magister nauk o ziemi); członka Warsztatu Formy Filmowej oraz współzałożyciela Zespołu T (wraz z Januszem Kołodrubcem, Tomaszem Konartem, Małgorzatą Paruzel, Januszem Szczerkiem i Piotrem Weychertem) – grup artystycznych powstałych przy PWSFTviT w latach 70.
La déchirure w języku francuskim znaczy podarcie, ale też rozdarcie, odnosi się do materii i do osoby. Może być powtarzającą się czynnością i utrwalonym stanem. W twórczości jest dążeniem do określenia braku spójności, zauważeniem rozchodzących się krawędzi, postrzępionych kształtów, rozmazanych barw. We francuskim brzmieniu słowa la déchirure słyszymy onomatopeiczny dźwięk rozrywanego papieru, rozdzieranej tkaniny, brzęk rozpryskującego się szkła. Słowo wypowiadamy z sykiem wydychanego powietrza i z trudem zatrzymanego oddechu.
Wystawy malarstwa w Atlasie Sztuki zawsze cieszą się dużym zainteresowaniem. Z tego względu pokaz prac tak wybitnego twórcy, klasyka polskiego malarstwa, jakim jest prof. Jerzy Nowosielski szczególnie cieszy. Przygotowując wystawę, kilka razy rozmawiałem na jej temat z prof. Stanisławem Fijałkowskim – jednym z najwybitniejszych polskich artystów współczesnych, także malarzem, który o Jerzym Nowosielskim mówi: „to bardzo wielki malarz” i dodaje, że „artyści tej klasy rodzą się bardzo rzadko”. Zwraca też uwagę, że w każdym pejzażu, w każdym portrecie, w każdym akcie Nowosielskiego można widzieć świat duchowy i właśnie to zdaniem prof. Fijałkowskiego jest bardzo ważne w malarstwie Nowosielskiego. Wystawa Jerzego Nowosielskiego to święto malarstwa. Artysta zawsze doceniany był przez krytyków
Nowy, trzynasty już sezon wystawienniczy w Atlasie Sztuki inaugurujemy indywidualną wystawą rosyjskiego artysty Igora Makarewicza. Makarewicz, którego twórczość jest nieznana w naszym kraju, to ceniony we współczesnym świecie sztuki rosyjski konceptualista.
Carl De Keyzer projekt Moments Before the Flood ukończył w roku 2012. Artysta przez kilka lat podróżował wzdłuż wybrzeży Europy, poszukując odpowiedzi na pytanie, czy Europa jest przygotowana na ewentualny nagły wzrost poziomu morza. Moments Before the Flood znalazł się w 2012 roku na krótkiej liście dwunastu projektów nominowanych do Prix Pictet – międzynarodowej nagrody fotograficznej poruszającej kwestie zrównoważonego rozwoju. Cykl pokazany został dotychczas kilka razy w ramach wystaw indywidualnych artysty oraz odwiedził dwanaście miejsc na trzech kontynentach, w tym londyńską Saatchi Gallery i Museum of Photographic Arts (MoPA) w San Diego, w ramach prezentacji Prix Pictet Power Exhibition Global Tour.
Wystawa prezentująca fragment Kolekcji dra Wernera Jerke jest kolejną prezentacją prywatnych zbiorów sztuki w Atlasie Sztuki. W ciągu minionych dwunastu lat naszej działalności wystawienniczej pokazaliśmy już raz część polskiej kolekcji prywatnej, a raz fragment zbiorów niemieckiego kolekcjonera. Wystawy kolekcjonerskie to ciągle rzadkość w Polsce, choć samych kolekcjonerów jest zdecydowanie więcej. Niektórzy jednak wolą trzymać, z różnych powodów, swoje zbiory w tajemnicy i nie udostępniać ich publicznie. Pokazanie własnej kolekcji wymaga odwagi. Oto osoba powszechnie znana, a takimi osobami są kolekcjonerzy, decyduje się poddać ocenie, a właściwie krytyce, swoje wybory. Wśród kolekcjonerów są też i tacy, którzy zaprezentowaliby swoje zbiory, ale nie mają takich możliwości.
Niemiecka Republika Demokratyczna istniała od 7 października 1949 roku do 3 października 1990 roku. W momencie powstania wschodnioniemieckie państwo zamieszkiwało 18,4 mln mieszkańców, przez lata istnienia liczba ludności zmniejszyła się o ponad 1,7 mln. Po prawie 41 latach istnienia państwa o ustroju socjalistycznym z systemem politycznym i społecznym opartym na wzorach radzieckich NRD zniknęło z mapy, zaś tworzące je landy przystąpiły do RFN. Dzisiaj po blisko 25 latach od upadku NRD po nieistniejącym państwie nie pozostało wiele. W Berlinie zarówno mieszkańcy Niemiec, jak i turyści mogą odwiedzić Muzeum NRD, aby dowiedzieć się, jak żyli mieszkańcy dawnego wschodnioniemieckiego państwa, oglądając od środka typowe NRD-owskie mieszkanie, zasiąść w fotelu kierowcy trabanta – najbardziej
Projekt Homo Urbanus Europeanus Jean-Marc Caracci realizuje od 2007 roku. Artysta fotografuje samotne postacie ludzkie uchwycone w miejskiej przestrzeni. Zapoczątkował swój cykl w stolicy Słowacji – Bratysławie, aby potem odwiedzić: Rygę, Wilno, Sofię, Madryt, Warszawę, Rzym, Lublanę, Zagrzeb, Belgrad, Tallin, Helsinki, Reykjavik, Paryż, Brukselę, Oslo, Sztokholm, Pragę, Berlin, Stambuł, Lizbonę, Bukareszt, Tiranę, Budapeszt, Wiedeń, Ateny, Luksemburg, Kopenhagę, Amsterdam, Londyn, Dublin, Skopje, Podgoricę, Sarajewo i Prisztinę. Niektóre z wymienionych miast fotografował wielokrotnie.
Święta Wojna to drugi projekt Wojciecha Wilczyka prezentowany przez Atlas Sztuki. Niewinne oko nie istnieje – wcześniejszy projekt artysty, po pokazie w 2009 roku w Łodzi, zaprezentowany został w wielu miejscach w kraju, między innymi, w Poznaniu, Krakowie, Warszawie, Radomiu, Wrocławiu, Katowicach, Zamościu i Pile oraz także poza granicami Polski, między innymi, w Chemnitz, Bukareszcie, Kiszyniowie, Paryżu, Witebsku, Mińsku i Dreźnie. W grudniu br. pokazany zostanie w rumuńskiej Oradei. Mało który projekt artystyczny może pochwalić się tak długą listą miejsc ekspozycji.
Projekt Simple Present Bert Danckaert zrealizował w latach 2007-2013, odwiedzając kilkanaście dużych miast położonych na czterech kontynentach. Twórczość urodzonego w 1965 roku w Antwerpii belgijskiego fotografa jest w Polsce mało znana, wręcz nieznana. Wystawa artysty w Atlasie Sztuki to pierwsze spotkanie polskiego widza z jego pracami. Bert Danckaert w 1990 roku ukończył Królewską Akademię Sztuk Pięknych w swoim rodzinnym mieście. Obecnie artysta wykłada fotografię w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii. Ponadto sporo pisze o fotografii, jego teksty regularnie publikowane są w renomowanych periodykach zajmujących się fotografią.
Energetyczny potencjał malarskiego dialogu Fehéra i Lipskiego tkwi nie tylko w formalnych koincydencjach. Nie tworzy go też wyłącznie przeświadczenie, że w obu przypadkach mamy do czynienia z nieprzeciętnym malarstwem. Czy jest zatem coś więcej? Jakieś bardziej subtelne, mniej oczywiste obszary, do których odwołuje się wyobraźnia Fehéra i Lipskiego, i które powodują, że konfrontacja tego malarstwa jest czymś więcej niż spotkaniem dwóch zindywidualizowanych i niezależnie wypracowanych malarskich światów? Wydaje się, że ten mniej uchwytny związek pomiędzy Fehérem a Lipskim ma raczej emocjonalny niż formalny charakter, tworzy go surrealna widmowość obrazów, niepokojąca relacja pomiędzy postaciami i obiektami pojawiającymi się na płótnach a ich otoczeniem, poetyka malarskiej przestrzeni.
Roger Ballen urodził się w 1950 roku w Nowym Jorku, ale od wczesnych lat 80. mieszka w Johannesburgu, w RPA. Ukończył psychologię na Uniwersytecie Kalifornijskim i geologię w Colorado School of Mines, gdzie uzyskał także stopień doktora. Początkowo pracował w RPA jako geolog, ale zwyciężył jego entuzjazm dla fotografii i w rezultacie od ponad trzydziestu lat zajmuje się tam robieniem zdjęć. Jego pierwsze fotograficzne próby podczas studiów nastawione były na sprawy polityczne i społeczne, cechowały się reporterskim ujęciem. Ten rodzaj spojrzenia miał swoją kontynuację w jego wczesnych zdjęciach zrobionych w RPA, jak te zawarte w albumie Platteland: Images from Rural South Africa (1994). Ballen z empatycznym i dziennikarskim nastawieniem portretował w nich białych ludzi ze społecznego
Od początku działalności Atlasa Sztuki planowaliśmy wystawę Katarzyny Kozyry. Kozyra jest jedną z najbardziej znanych artystek w Polsce, ważną przedstawicielką sztuki krytycznej, jej twórczość jest nierozerwalnie związana z naszą nową rzeczywistością po 1989 roku. Artystka stała się powszechnie znana już na początku swojej drogi twórczej, dzięki pracy dyplomowej z 1993 roku zatytułowanej Piramida zwierząt . Rozgłos ten za sprawą mediów był, niestety, głównie negatywny. Kolejne prace artystki: Więzy krwi, Olimpia, Łaźnia damska, Łaźnia męska dotykające takich trudnych kwestii społecznych jak śmierć, choroba, obcowanie z nagością były szeroko komentowane, choć często nierozumiane, a nawet ocenzurowane, jak w przypadku dwóch z czterech fotografii składających się na pracę Więzy krwi
Wszystko buczy, oprócz tego, co bulgocze. Ćwiczenia z deklinacji, używając elektronicznych wyświetlaczy, Kozłowski „pokazuje” bulgotanie mediów. Te same słowa, które przesuwają się na wyświetlaczach, poddaje rozbiorowi gramatycznemu. Na kilkudziesięciu planszach poszczególne słowa są metodycznie odmieniane przez wszystkie przypadki. Na ile ta logika gramatyki jest próbą zapanowania nad medialną paplaniną, a na ile jest zabiegiem retorycznym, tzn. wzmacniającym retorykę słów, nie dość, że nieustannie przesuwających się na wyświetlaczach, to jeszcze powtarzanych we wszystkich możliwych przypadkach?
Zbigniew Rybczyński, operator, autor eksperymentalnych filmów animowanych, prac wideo i wideoklipów, twórca, który jako pionier sięgnął po telewizję wysokiej rozdzielczości, odwiedził Atlas Sztuki pierwszy raz 14 września 2012 roku. Powodem jego wizyty było otwarcie wystawy zbiorowej Front Wschodni przygotowanej przez prof. Józefa Robakowskiego. 1 marca tego roku artysta w trakcie spotkania z publicznością opowiedział o swojej drodze twórczej, pokazaliśmy także kilka filmów i wideoklipów autorstwa Zbigniewa Rybczyńskiego. Wykład, filmy i wideoklipy artysty zostały przyjęte entuzjastycznie przez publiczność. Po dwóch krótkich, ale niezwykłych spotkaniach z twórczością Zbigniewa Rybczyńskiego nadszedł czas na indywidualną wystawę. Do współpracy przy tworzeniu wystawy zaprosiliśmy prof
Pomysłodawcą wystawy Teresy Tyszkiewiczowej w Atlasie Sztuki był prof. Stanisław Fijałkowski, który wielokrotnie w rozmowach podkreślał wyjątkowość artystki oraz jej istotny wpływ na kształtowanie się środowiska artystycznego w Łodzi. Zwracał on uwagę, że Tyszkiewiczowa to nie tylko artystka zajmująca się abstrakcją niegeometryczną, ale także osoba, która obok Władysława Strzemińskiego i Stefana Wegnera wywarła znaczący wpływ na kształt Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi.
Maszyny drżące Łodzi Kaliskiej to trzeci projekt przygotowany przez artystów dla Atlasa Sztuki. Inny od większości dotychczasowych projektów, z których słynie ta awangardowa grupa artystyczna. Maszyny drżące to projekt najpoważniejszy ze wszystkich. Marek Janiak, jeden z członków Łodzi Kaliskiej, powiedział, że to: „opowieść o nostalgii, o trwaniu i o umieraniu. To także opowieść o odchodzeniu mitu. O dramacie, gdy jego miejsce nie jest zajmowane przez mit nowy, żywszy, współczesny czy bardziej dynamiczny lecz przez nicość – pustkę”.
Wojtek Wieteska urodził się w 1964, ukończył Wydział Operatorski PWSFTViT w Łodzi, studiował także historię sztuki na Uniwersytecie Paris Sorbonne IV oraz na Uniwersytecie Warszawskim. Artysta był wykładowcą w Łódzkiej Szkole Filmowej. Jako fotograf zrealizował, między innymi, takie indywidualne projekty jak: 36 x Paryż , Rzeczywistość , Far West , Tokyo , N.Y.C. #02 , Martwa Natura , Stacja Warszawa , Protest 2007 czy Flights 91_08 . Fotografie artysty publikowane były, między innymi, na łamach: Gazety Wyborczej, Magazynu Gazety, Rzeczpospolitej, Pozytywu, Fototapety, Przekroju oraz wielu ilustrowanych czasopism. Wieteska zajmował się także realizacją filmów reklamowych.
70 lat temu, w wigilię żydowskiego święta Paschy w warszawskim getcie wybuchło powstanie, pierwsze miejskie powstanie w trakcie II wojny światowej. Zryw powstańców nie mógł się udać, był desperackim aktem wyboru godnej śmierci z bronią w ręku. Powstanie zostało krwawo stłumione, zaś większość ludności żydowskiej wymordowano na terenie getta lub w obozie zagłady w Treblince. Powstanie w getcie warszawskim uważane jest przez naród żydowski za jedno z najważniejszych wydarzeń w jego historii.
Zbigniewa Libery w ironiczny sposób odwołuje się do fotografii reklamowej. Nad projektem pracował od 2010 roku. Swoje „dzieło w procesie” zatytułował Rzeczywistość jest płaska , w czym, jak sugeruje Bożena Czubak, daje się dostrzec paralelę do koncepcji francuskiego pisarza, scenarzysty i prekursora nouveau roman Alaina Robbe-Grilleta. Widzenie „spłaszczające” uznał on za jeden z rudymentów kondycji modernistycznej, antytezę tradycyjnego, przedmodernistycznego pojmowania głębi. Jakkolwiek by było, to jest także punkt wyjścia pracy Libery, który chce wykazać prawdziwość teorii płaskiej rzeczywistości. Posługuje się w tym celu nie tyle samochodem jako kanonicznym produktem kultury modernistycznej, ile jego obrazem. Rzeczywistość jest płaska, powiada Libera, bo widzimy ją zapośredniczoną
Centrum wszystkiego to prezentacja Fire-Followers oraz Formy Przestrzenne . Fire-Followers to, jak to określiła artystka, film o sztuce, postępie, strachu przed katastrofą i niewyjaśnionych zdarzeniach. To także film o niezwykłych roślinach, które potrzebują ognia, by rosnąć. Relacje pomiędzy rzeźbą a katastrofą to temat drugiego z projektów Karoliny Breguły. Artystkę interesuje katastrofa w różnych wymiarach. Katastrofie często towarzyszy nagłość, często występuje element zaskoczenia, różna jest skala zniszczeń w następstwie katastrofy, dotyka ona nie tylko ludzi, poza tym jest coś niezwykłego i fascynującego w samej katastrofie.
Według założeń Strzemińskiego Szczekacz tworzył w krótkim odstępie czasu kompozycje kubistyczne, neoplastyczne i unistyczne. Wyjściowym kierunkiem był jednak kubizm, który według Strzemińskiego jest „progiem przez który powinien przejść każdy plastyk, jest obiektywną szkołą formy opartej o ścisłe prawa budowy”. W ramach wystawy w Atlasie Sztuki pokazane zostały dzieła artysty pochodzące przede wszystkim z Kolekcji Galerie Berinson, a także zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi i Kolekcji dr Wernera Jerke. Z okazji naszej wystawy powstały dwa teksty na temat twórczości Samuela Szczekacza.
Front Wschodni był czwartym spotkaniem z Józefem Robakowskim w Atlasie Sztuki. Profesor Józef Robakowski – pomysłodawca i kurator Frontu Wschodniego – stawia pytanie: jaki wpływ na sztukę i kulturę Łodzi miał przyjazd w latach 20. XX wieku kilku awangardowych artystów z Rosji? Na wystawie pokazane zostały prace następujących artystów: Władysława Strzemińskiego, Karola Hillera, grupy Jung Idysz, Samuela Szczekacza, Juliana Lewina, Konstantego Mackiewicza, Aleksandra Rodczenki, Pawła Fiłonowa, Dżigi Wiertowa, Siergieja Paradżanowa, Günthera Ueckera, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Wacława Szpakowskiego, Gerarda Jürgena Bluma-Kwiatkowskiego, Wojciecha Wiszniewskiego, Józefa Robakowskiego, Zbigniewa Rybczyńskiego, Wojciecha Bruszewskiego, Ryszarda Waśki, Małgorzaty Borek, Kamila
Gospodarz śpi a jemu w polu rośnie to prezentacja twórczości dwójki artystów ludowych – Stanisława Koguciuka i Jana Uścimiaka. Pomysłodawczynią wspólnej wystawy prac artystów jest Jagoda Barczyńska kierująca działem sztuki współczesnej Muzeum Ziemi Chełmskiej w Chełmie. Przez 9 lat działalności wystawienniczej Atlasa Sztuki konstruowaliśmy nasz program, starając się pokazywać bardzo różnorodne wymiary sztuki współczesnej. Uznaliśmy, że po zrealizowaniu 57 wystaw przyszedł czas na twórców ludowych, rzadko goszczących w galeriach sztuki współczesnej. Na wspólnej wystawie pokażemy malarstwo Stanisława Koguciuka i rzeźby Jana Uścimiaka, artystów wypowiadających się za pomocą różnych technik, artystów o różnym rodowodzie, innych drogach życiowych, których łączy wspólna pasja – wypływające z
Filmy wideo Josepha Beuysa są zapisami akcji artystycznych oraz dyskusji, jaka odbyła się w dniu 21 stycznia 1970 roku z udziałem Beuysa, Maxa Bense, Maxa Billa i Arnolda Gehlena na temat Provokation Lebenselement der Gesellschaft – Zu Kunst und Antikunst. Prace wideo pochodzą ze zbiorów Joseph Beuys Medien-Archiv, które powstało w 1996 roku przy Hamburger Bahnhof – Museum für Gegenwart.
Anna Baumgart od 2010 roku prowadziła artystyczne śledztwo, zajmując się losem pociągu agitacyjnego, który w 1920 roku wyruszył z Moskwy do Berlina, a zatrzymał się w Koluszkach koło Łodzi. Pociągu, w którego wagonach, podobnie do innych pociągów agitacyjnych, organizowano wystawy, spotkania, prelekcje, a wśród osób zaangażowanych w tę działalność byli artyści. Artystka zaprosiła do współpracy w realizacji projektu profesora Andrzeja Turowskiego. I tak powstała ciekawa, wyjątkowa sytuacja – z jednej strony artystka, przedstawicielka nurtu sztuki krytycznej, z drugiej zaś naukowiec, historyk sztuki najnowszej i krytyk sztuki. Spotkanie artystki i naukowca zaowocowało jedynym w swoim rodzaju projektem, projektem przekraczającym dotychczas ustalone granice. Anna Baumgart zrealizowała film
Sebastian Cichocki w rozmowie z artystami zauważa, że zajmują oni „bardzo specyficzne miejsce na mapie praktyk i strategii artystycznych w Polsce. Konsekwentnie przenosząc ideologiczne zaangażowanie, związane z obroną praw zwierząt na pole sztuki, płynnie przechodząc w obszar aktywizmu, cedując autorstwo swoich prac na inne istoty-gatunki…”. Jak dalej zauważa Cichocki taka postawa ma swoje konsekwencje – artyści funkcjonują nieco na peryferiach muzealno-galeryjnych. […] Zaproszenie do współpracy Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca – artystów zajmujących, zarówno z powodów artystycznych, jak i filozoficznych, osobne miejsce we współczesnej sztuce polskiej nie powinno nikogo dziwić.
W ramach indywidualnej wystawy Anny Konik pokazane zostały dwie instalacje wideo artystki. Pierwszy raz w Polsce w pełnej wersji, projekt Willa Zauroczonych , którego premiera miała miejsce w kwietniu 2010 roku w Max Libermann Haus, w Berlinie. Artystka przygotowała także nową pracę zatytułowaną Play back (of Irene) . W tekście napisanym specjalnie na wystawę w Atlasie Sztuki dr hab. Marcin Giżycki zauważa, że: „w instalacji Play Back (of Irene) Konik podejmuje próbę szczególnie głębokiego wejścia w psychikę swojej kolejnej bohaterki – alpinistki, która przeżyła groźny upadek. Artystka ponownie próbuje stworzyć symboliczną przestrzeń, która odzwierciedlałaby – w sposób bardziej namacalny, sensualny, niż czysty zapis filmowy czy słowo mówione – konkretne przeżycie, czyjeś doświadczenie
[…] Patrząc na fotografie artysty, gdzie w scenerii dziewiętnastowiecznej lub starszej wiekiem architektury, zarejestrowani w trakcie długich ekspozycji mieszkańcy to mniej lub bardziej rozmyte ślady ich fizycznej obecności, przywołać można stosowane przez Waltera Benjamina pojęcie »aury«, definiowanej przez autora Małej historii fotografii , jako: »przejaw dali, bez względu na to, jak blisko dana rzecz może się znajdować«”.
W tytułowym projekcie Grupa artystyczna Twożywo na swój warsztat wzięła czternaście publikacji autorstwa rumuńskiego filozofa, teoretyka nihilizmu i eseisty, Emila Ciorana. Wykorzystując fragmenty publikacji Ciorana, Mariusz Libel i Krzystof Sidorek stworzyli nowe dzieło – własną kolekcję grafik, która opublikowana została w postaci książki-albumu. Autorzy tej publikacji sami zadbali o jej wygląd. Praca Twożywa, która sama w sobie jest dziełem sztuki, została starannie wydana w kolekcjonerskiej edycji.
Nadszedł czas na przejawy sztuki nieobliczalnej, wystawę multimedialną, którą jej autor – Józef Robakowski – określa jako: „operację mentalną realizowaną w geście: nieprzewidywalnym, fenomenalnym, kosmicznym, niepospolitym, rewolucyjnym, szczególnym, dziwacznym, seksualnym, blagierskim, sarkastycznym, unikalnym, perwersyjnym, humorystycznym, odchylonym, spektakularnym, ekscentrycznym, podskórnym, nieprzyzwoitym, fantastycznym, groteskowym, niewiarygodnym, osobliwym, wynaturzonym, absurdalnym, tandetnym, magicznym, oburzającym, złowieszczym, nieodpowiedzialnym…”.
Artystka przygotowała specjalny projekt dla Atlasa Sztuki, w którym uwzględniła architekturę budynku galerii oraz jej otoczenie. Stworzyła dwie instalacje nazwane Głębia i 1001 dni , w których główną rolę powierzyła oknom budynku stanowiącym membranę łączącą wnętrze budynku z jego zewnętrzem. Gra z architekturą przestrzeni wystawienniczej obecna jest w twórczości artystki od lat. Iluzyjność przestrzeni, światło i cień, czas i jego przemijanie to bardzo częste aspekty twórczości Silveiry. W Atlasie Sztuki stworzyła dwie różne instalacje – jedną związaną z biegnącym czasem ( 1001 dni ), drugą zaś zorientowaną na przestrzeń sali wystawienniczej ( Głębia ), choć pozorna dziura-otchłań wywołuje także wyobrażenie czasu w ujęciu archeologicznym.
Malarstwo Lipskiego wydaje się być przede wszystkim celebracją potocznego wizualnego doświadczenia i artykulacją potrzeby uchwycenia jego dwuznacznej istoty. Jednym z podstawowych narzędzi pracy Lipskiego – rodzajem artystycznego szkicownika – jest fotografia, która na ułamek sekundy wyrywa obraz z deterministycznego uścisku upływającego czasu, stając się jednocześnie niematerialną emanacją aury fotografowanego motywu. Obrazy Lipskiego są zatem efektem zderzenia dwóch mediów – malarstwa i fotografii. Przy czym to wrażliwość malarska i swobodne wykorzystanie fotografii jako wizualnego pretekstu, stymulującego, ale nie ograniczającego wyobraźnię, pozwala uzyskać pikturalne efekty właściwe jego obrazom – w najnowszych realizacjach coraz wyraźniej fantasmagoryczne i abstrahujące od werystycznego
Jörg Immendorff i Markus Lüpertz należą do najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych postaci niemieckiej sztuki powojennej, które odniosły ogromny sukces światowy. Urodzony w 1945 roku Immendorff nie tylko zajmował się malarstwem i rzeźbą. Przez lata uczył w wielu szkołach, aby w końcu, w 1996 roku, zostać profesorem w Kunstakademie w Düsseldorfie, z której to uczelni został usunięty w 1969 roku z powodu swojego politycznego zaangażowania (artysta studiował w pracowni Josepha Beuysa). Immendorff przez lata wiódł burzliwe życie, którego kulminacją było aresztowanie i skazanie w 2003 roku za posiadanie znacznych ilości kokainy oraz udział w licznych orgiach. Krótko po śmierci Jörga Immendorffa, w maju 2007 roku, amerykański „Time” pisał, że zmarł wielki artysta, który – jak nikt inny
Trudno wyobrazić sobie program wystawienniczy Atlasa Sztuki, w którym staramy się pokazać wszystko to, co interesujące we współczesnej sztuce, bez Józefa Robakowskiego. Mistrza i klasyka zarazem, który przez lata swojej twórczości był artystą multimedialnym, reżyserem filmowym, autorem filmów dokumentalnych i eksperymentalnych, publicystą, krytykiem sztuki oraz animatorem niezależnego życia artystycznego. Twórca, obecnie związany z PWSFTviT w Łodzi, przez lata nauczał w wielu szkołach wyższych kolejne roczniki artystów, krytyków i kuratorów sztuki. Jednym słowem: artysta wszechstronny, człowiek orkiestra. Twórca, który odniósł znaczny sukces w Polsce i za granicą. Bardzo ważna i aktywna postać życia kulturalnego Łodzi. Dodatkowo – pogodny i życzliwy człowiek. W Atlasie Sztuki Józef
Zbigniew Makowski brał udział w wystawach i spotkaniach decydujących o obliczu polskiej sztuki lat 50. i 60. To twórca, któremu było dane, w czasie kilkumiesięcznego pobytu w Paryżu w 1962 roku, zetknąć się z André Bretonem i artystami związanymi z surrealizmem i międzynarodową grupą Phases oraz uczestniczyć w kilku wystawach tej grupy. Artysta, który obok malarstwa zajmował się twórczością poetycką. Zbigniew Makowski prezentował swoje prace na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych w kraju i za granicą, reprezentował sztukę polską na wielu prestiżowych wystawach międzynarodowych. Jego dzieła znajdują się w zbiorach najważniejszych muzeów w Polsce i na świecie.
Rob Krier, luksemburski architekt i urbanista, jest autorem koncepcji nowego zagospodarowania centrum Łodzi zlokalizowanego wokół EC1 (fragment miasta zamknięty ulicami Narutowicza, Kopcińskiego, Targową i Kilińskiego). Profesor Krier stworzył dziesiątki dużych projektów architektonicznych, które zostały zrealizowane między innymi w Niemczech (Berlin, Poczdam), Holandii (Amsterdam, Haga), Austrii (Wiedeń) oraz jego rodzinnym Luksemburgu. Były one także pokazywane w wielu galeriach sztuki i muzeach, wspominając tylko jedną z ostatnich – prezentację w Muzeum Architektury we Frankfurcie nad Menem. Na wystawie pokażemy projekty architektoniczne Roba Kriera, w tym jego propozycję dla Łodzi.
W swoim najnowszym projekcie artysta proponuje widzowi obcowanie z autentycznymi martwymi naturami. Jak zapowiada Kamil Kuskowski, wystawę należy postrzegać w dwu wymiarach: jako ucztę wzrokową i dosłowną ucztę. Będziemy podziwiać kompozycje przygotowane przez artystę, jak i najlepsze dzieła starych mistrzów zreprodukowane w katalogach ich twórczości. Widz będzie mógł się posilić, w sensie dosłownym, tylko fragmentami martwych natur ustawionych przez artystę. Kamil Kuskowski, absolwent łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, pomimo młodego wieku ma już sporo osiągnięć, nie tylko jako artysta. To bardzo aktywny człowiek: w krótkim czasie uzyskał stopień naukowy doktora, jest nauczycielem akademickim w macierzystej uczelni, był kuratorem wielu wystaw i do tego wszystkiego tworzy sztukę. Bez
„Polacy słabo widzą”, to odpowiedź jaką usłyszałem od profesor Marii Poprzęckiej na pytanie, dlaczego osoba Ludwiga Wildinga i jego twórczość jest zupełnie nieznana w Polsce. Ludwig Wilding to uznany w Europie Zachodniej twórca. Otwarcie, w maju tego roku, jego retrospektywnej wystawy zatytułowanej Visuelle Phänomene w Museum für Konkrete Kunst w Ingolstadt zgromadziło tłumy widzów z Europy Zachodniej. Ja sam z trudem przemieszczałem się pomiędzy kolejnymi salami wystawienniczymi. Prace artysty, który w tym roku skończył 80 lat, znajdują się w wielu kolekcjach europejskich i amerykańskich. Nieznajomość twórczości Ludwiga Wildinga w Polsce wynika zapewne także z faktu, iż op-art nie był w naszym kraju szczególnie popularny. Sam artysta zwraca uwagę, że ten kierunek w sztuce poprzez swoją
Projekt Rafała Jakubowicza zatytułowany ti tabu dibu daj inauguruje piąty rok działalności wystawienniczej Atlasa Sztuki. Tytuł wystawy, zaczerpnięty przez artystę z tekstu piosenki disco polo, brzmiąc dość abstrakcyjnie, budzi zaciekawienie. Rafał Jakubowicz mówi: „zawsze staram się użyć minimum środków do wyrażenia tego, co chcę przekazać. Jeśli więc można coś wyrazić za pomocą, powiedzmy, pięciu kilogramów, nie musimy używać pięćdziesięciu pięciu. W sztuce jest tak, że pięć może ważyć więcej, paradoksalnie, niż pięćdziesiąt pięć. Przekaz powinien być subtelny”. Artysta, realizując swój najnowszy projekt w Atlasie Sztuki, postanowił pozostać wierny swoim zwyczajom. Przestrzeń wystawienniczą zamieni w sale sportowe.
Trudno o lepsze zakończenie kolejnego, czwartego już, sezonu wystawienniczego niż prezentacja twórczości grupy Łódź Kaliska. Grupy, która od prawie trzydziestu lat, ze znacznym powodzeniem, aktywnie uczestniczy w polskim życiu artystycznym. Z przyjemnością, w połowie czerwca, zaprezentujemy w Atlasie Sztuki najnowszy, błyskotliwy projekt Łodzi Kaliskiej zatytułowany Alementarz . Kilkumiesięczna współpraca podczas realizacji Alementarza to już drugie spotkanie Atlasa Sztuki i Łodzi Kaliskiej. Pierwszy raz spotkaliśmy się, realizując poprzedni projekt piątki artystów – Chińczyków oglądających reklamę Atlasa Sztuki . Po ubiegłorocznej prezentacji Chińczyków… podczas II Łódź Biennale w tym roku praca zostanie pokazana we Wrocławiu, Poznaniu oraz Rzymie. Wystawieniem Alementarza , jeszcze
W czasie, gdy piszę te słowa, kształt wystawy Dominika Lejmana w Atlasie Sztuki powoli się krystalizuje. W publikowanych w katalogu tekstach czytelnik nie znajdzie zbyt wielu informacji na temat najnowszego projektu artysty. Pomimo to, dla wszystkich zaangażowanych w przygotowanie tej wystawy, jest oczywiste, że będzie to ciekawa wideomalarska realizacja artysty. Artysty bardzo wszechstronnego, określającego siebie samego jako malarza, którego prace prezentowane były dotychczas w wielu znamienitych galeriach w kraju i poza jego granicami. […] Ryszard W. Kluszczyński zauważa, że „Malarstwo Lejmana, zanim jeszcze zostało skonfrontowane na swym własnym polu z wideo, już charakteryzowało się wewnętrzną złożonością, wielopłaszczyznowością, polifonicznością dyskursów. Efekt ten, co warto
Prezentując malarstwo Siegwarda Sprottego w Atlasie Sztuki pokażemy 50 prac artysty. Artysty, którego twórczość jest zupełnie nieznana w Polsce, choć jego dzieła znajdują się w zbiorach Muzeum Puszkina w Moskwie, Museum Modern Art w San Francisco, Shanghai Art Museum, Mellon Collection w Waszyngtonie, lizbońskiego Museum Gulbenkian, Carnegie Institute of Art w Pittsburghu oraz w ważnych muzeach i galeriach niemieckich takich jak: Berlinische Galerie, Berlin Museum, Staatliche Gemäldesammlung w Dreźnie, Museum Altona w Hamburgu, Staatsgalerie Moderner Kunst w Stuttgarcie, Staatliche Kunsthalle w Karlsruhe i Potsdam Museum. W większości z wymienionych miejsc odbyły się także indywidualne wystawy Siegwarda Sprottego. […] Na wystawie w Atlasie Sztuki pokazaliśmy kilka wczesnych prac artysty
Wystawa prac Rafała Sobiczewskiego to kolejna prezentacja twórczości artysty związanego z Łodzią w Atlasie Sztuki. Rafał Sobiczewski, absolwent łódzkiej ASP, obecnie jej adiunkt, ze swoją twórczością pozostaje poza głównym nurtem sztuki. […] Zdaniem Magdaleny Wicherkiewicz, autorki tekstu nt. twórczości artysty, stawia on w niej „znak równości między cielesnym a duchowym aspektem istnienia”. Autorka zauważa, że w „malarstwie Sobiczewskiego jest coś trudnego, co powoduje, że odczuwamy rodzaj nieznośnej udręki, bolesną autentyczność malarskiego gestu i myśli. OgIądanie jego obrazów sprawia ból niemal fizycznie odczuwaIny, udręczenie, choć zarazem odczuwamy cień specyficznej czułości wobec przedstawianych postaci”.
We wrześniu 2005 roku, pierwszy i dotychczas jedyny raz w Polsce, zaprezentowaliśmy w Atlasie Sztuki fragment kolekcji stworzonej przez Gerharda Jürgena Bluma-Kwiatkowskiego w Museum Modern Art w Hünfeld. Na wystawie Argumenta pokazano 226 prac 127 artystów. Wystawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, zobaczyło ją wiele osób, z których niejedna do dziś pozostaje pod jej wrażeniem.
W kwietniu 2006 r. Janek Simon zorganizował w stolicy Madagaskaru Antananarywie wystawę współczesnej sztuki polskiej. Wystawę wyjątkową z wielu powodów. Wyjątkową, bo pierwszą w tym kraju prezentację kultury polskiej. Wyjątkową, bo nie pokazał na niej żadnej pracy polskiego artysty – zaprezentował prace Vlada Nancy z Rumunii, Ivana Moudova i Krassimira Terzieva z Bułgarii, Erika Bindera ze Słowacji oraz czeskiej grupy Guma Guar. Pomimo że w Antananarywie nie pokazano prac polskich artystów, Janek Simon poprzez swój przemyślany wybór stworzył wystawę, która odnosiła się do sytuacji Polski i jej problemów: wzrostu nacjonalizmu po transformacji w 1989 roku, ingerencji Kościoła w sferę polityki, degradacji przestrzeni publicznej, masowej i bezmyślnej konsumpcji, czy też kwestii wojny w Iraku
Miejsce nieparzyste Elżbiety Janickiej to wystawa wyjątkowa. Minimalistyczna, surowa, ascetyczna w formie. Tylko sześć czarno-białych, wielkoformatowych fotografii powietrza w… a może nad? Auschwitz II Birkenau, Kulmhof am Ner, Majdankiem, Bełżcem, Sobiborem i Treblinką oraz odtwarzany pętlowo dźwięk trzynastu nagrań dokonanych w tych miejscach. To jednak, jak zauważa Rafał Jakubowicz w swoim przejmującym tekście o wystawie, „Tak mało i tak wiele. Dominujące doznanie to cisza. Cisza bieli wielkoformatowych fotografii i cisza nagrana w przestrzeniach śmierci”. W ciszy tej rodzi się natłok pytań o pamięć, przeszłość, przyczyny zniszczenia cywilizacji Żydów europejskich, naszą reakcję na Zagładę, tożsamość, a także o dwuznaczność produktów niewinnych z przeznaczenia, powszechnie używanych.
Wystawa prac Roberta Rabiegi zatytułowana Studium przestrzeni kończy trzeci rok działalności wystawienniczej Atlasa Sztuki. Pokazujemy różne obszary sztuki współczesnej – prezentując zarówno artystów uznanych, jak i będących na początku drogi twórczej. Po kilku wystawach artystów światowego formatu nadszedł czas na kolejną, trzecią już, wystawę artysty tworzącego w Łodzi. Robert Rabiega, absolwent łódzkiej ASP, ze swoją twórczością pozostaje poza głównym nurtem sztuki. To bez wątpienia świadomy wybór artysty.
W dniu 3 maja br. w nowojorskim Museum of Modern Art rozpocznie się retrospektywny przegląd twórczości Lecha Majewskiego zatytułowany Conjuring the Moving Image . Podczas tego przeglądu odbędzie się światowa premiera najnowszego dzieła artysty – Krew Poety . Dzieła powstałego, w koprodukcji z Atlasem Sztuki, specjalnie na pokaz w MoMA oraz w Atlasie Sztuki. W Krwi Poety Lech Majewski zarejestrował techniką wideo sceny i obrazy, które nosił w sobie przez lata. Jak sam mówi: „stworzył ekwiwalent wizualny zbioru poezji, w którym poszczególne sceny »czyta się« jak wiersze”. Zaproszenie artysty przez tak renomowaną instytucję jak MoMA to dowód uznania jego twórczości. Twórczości niezwykle bogatej i różnorodnej, w której artysta – będący w zależności od rodzaju utworu reżyserem filmowym lub
Akcja przygotowywana dla łódzkiego Atlasa Sztuki wykorzystuje liczne dwuznaczności, jakie tkwią w ceremonii wernisażu. Ma być miło, jak to na towarzyskiej imprezie, ale mają czyhać niespodziewane niewygody. W rankingu wernisaży kelnerzy są gwarancją wysokiej pozycji imprezy. A więc niech będzie ich stu. Lubimy być obsługiwani. Ale czy aż tak? Czy wszechobecność kelnerów nie obudzi uczucia zażenowania, a w końcu irytacji? Co więcej, gorliwie obsługiwana publiczność będzie chodzić po rozchwierutanych deskach podłogi. A więc z jednej strony nadopiekuńczość kelnerów, z drugiej – niepewność stawianych kroków. O tym, żeby nie ugrzęznąć obcasem w szparach podłogi na wernisażu się nie myśli. A tu nagle trzeba patrzeć pod nogi, zapomnieć o towarzyskim luzie. I jeszcze ustawiona w chwiejnym
Erotyka, seks to niewątpliwie jedne z najbardziej zajmujących obszarów współczesności. To to co nas kręci, co intryguje. Człowiekowi i miłości zmysłowej Marzena Kawalerowicz poświęciła całe swoje artystyczne życie. Jest im wierna od lat. W rozmowie z Krzysztofem Cichoniem, Andrzejem Walczakiem i Tomaszem Załuskim artystka mówi: „Drążenie tematu seksu od początku było dla mnie wyzwaniem. Wiedziałam, co potrafię, co sobą reprezentuję, i pomyślałam, że dla moich możliwości artystycznych i mentalnych to będzie wyzwanie. Bardzo mało ludzi pokazuje seks poważnie, często robią satyrę, czego bardzo nie lubię. Dla mnie seks to zmaganie…”. Czytając zapis rozmowy z Marzeną Kawalerowicz, ma się wrażenie, że nic nie jest w stanie zmienić jej fascynacji człowiekiem, jego zmysłowością i seksem. Mimo że
Kariera artystyczna Ilyi Kabakova trwa już prawie pół wieku. Urodzony w 1933 roku w Dniepropietrowsku artysta od 1988 roku pracuje i mieszka na Zachodzie. Od tego też roku zaczyna się triumfalny pochód artysty przez najważniejsze miejsca wystawiennicze na świecie, gdzie tworzy przede wszystkim swoje instalacje. Na liście miejsc, które prezentowały twórczość Ilyi Kabakova można znaleźć między innymi Museum of Modern Art, Jewish Museum i Ronald Feldman Fine Arts w Nowym Jorku, Kunstmuseum w Bernie, Stedelijk Museum w Amsterdamie, Hirshhorn Museum w Waszyngtonie, Galerię Tretiakowską w Moskwie, Ermitaż w St. Petersburgu, Donald Judd’s Chinati Foundation w Marfie czy Tate Gallery w Londynie.
Trudno w tej chwili wyobrazić sobie dokładnie, jak będzie wyglądała rekonstrukcja klimatu, scen i obiektów z Blue Velvet Davida Lyncha, którą w Łodzi stworzy Christian Tomaszewski, ale już teraz wyraźnie widać, że problem, wokół którego krąży artysta w tej pracy (i nie tylko tej, lecz także w poprzednich realizacjach) dotyczy erupcji fikcji w rzeczywistości, erupcji którą wyzwalają niepozorne przedmioty, dzieła sztuki, a poniekąd również fetysze stanowiące materialny wymiar wyobraźni artysty. Film Davida Lyncha – przywołany przez Slavoja Žižka w poświęconym fetyszyzmowi rozdziale Przekleństw fantazji – nieprzypadkowo stał się punktem wyjścia pracy Tomaszewskiego.
Gerhard Jürgen Blum-Kwiatkowski nie lubił, gdy nazywało się go animatorem lub popularyzatorem sztuki. Mówił o sobie: twórca stanów wyjątkowych. W rzeczywistości był niezwykłym artystą, teoretykiem sztuki i, przede wszystkim, twórcą stanów wyjątkowych. Mieliśmy przyjemność po raz pierwszy zaprezentować polskim widzom fragment kolekcji Museum Modern Art z Hünfeld w ramach wystawy Argument a.
Być nagim to stanąć wobec prawdy o sobie. Postacie z fotografii Cezarego Tkaczyka stając wobec nas pokazują nie tylko prawdę o sobie, lecz poprzez analogię z lustrem – prawdę o tym, jacy jesteśmy lub chcielibyśmy być. Choć postacie wyraźnie patrzą w kierunku widza, ich nagość nie wydaje się być wystawiona „na pokaz”. Brak jest tu charakterystycznego dla aktu skonwencjonalizowanego ujęcia, maski, erotycznej celowości. Nagość postaci jest zaledwie deklaracją: taki jestem, tak wyglądam. Informacyjno-dokumentalny kontekst.
O jego trzech wielkich dziełach – książkach-albumach: Snach rocka (1972, tekst Nik Cohn, sprzedany w ponad milionie egzemplarzy w latach 70.), Wielkim pokoju (1986, tekst Michael Herr – scenarzysta Czasu Apokalipsy ) i Snach XX wieku (1999, tekst Nik Cohn) – pisali prawie wszyscy: od recenzentów „The Independent”, „International Herald Tribune”, „Liberation”, „The Observer”, „Newsweeka” i „Globe” zaczynając, poprzez „Penthouse Magazine” i „Elle”, kończąc zaś na kubańskim „Cartelera”. Wystawy jego prac mogli zobaczyć między innymi mieszkańcy Paryża, Nowego Jorku, Tokio, Mediolanu, Hawany i Monachium. W Polsce Guy Peellaert nie jest znany szerokiej publiczności. Dotychczas polscy czytelnicy mogli obcować z jego pracami poprzez książki. Sam autor, który tworzy swoje prace z myślą o
Jedno, specjalnie przygotowane na tę prezentację dzieło, zostanie w trakcie wernisażu pocięte na kawałki. Każdy kto zadeklaruje stawienie się ze „swoim” fragmentem w określonym dniu w Sopocie, otrzyma go na własność. Proponując udział w tej akcji artystycznej, kolejny raz, próbujemy spowodować reakcję widza, wciągnąć go do zabawy, dialogu ze sztuką. Chcemy wyjść poza standardową praktykę otwierania kolejnych wystaw z mechaniczną regularnością, z przekonaniem, że to wystarczy, by przyciągnąć widza.
Zazwyczaj są to lapidarne komunikaty zaczerpnięte z gazetowej frazeologii lub tekstów reklam i ulotek. Brzmią jak nagłówki wiadomości prasowych, ale są zarazem bardzo osobiste. Ręcznie malowane litery topornie wpasowane w prostokąt: płótna, z lekceważeniem zasad ortografii, zawsze na cielistym różowym tle, nadają wypowiedziom indywidualny charakter. Równolegle z tekstami pojawiają się realistyczne przedstawienia części garderoby. Widać, że były używane, że ktoś je nosił, ale teraz są puste, bezosobowe, są wyłącznie śladem. Wymowną nieobecność ciała w tych ikonach zastępuje „cielesność” obrazów tekstowych. Uzupełniają się wzajemnie i dopełniają znaczeniami.
Dlaczego taka kurtyna? Można było przecież skroić kurtynę bliższą lokalnemu duchowi. Najrozsądniej byłoby zrobić kurtynę w tradycji unizmu Strzemińskiego – środowisko plastyczne doceni, władze się ucieszą, wycieczkom młodszoszkolnym można pokazywać bez obaw. Technicznie rzecz byłaby prosta: ograniczyłaby się do wybrania płótna o odpowiednich wymiarach i splocie. Pełny unizm. Trudno też bryt szarego płótna nazwać kiczem. A i kolor bardzo łódzki. Pomijając Strzemińskiego, miasto Łódź rzeczywiście bywa w kolorze płótna, istnieją nawet całe kwartały w kolorze całunu. Ale kurtyna realistyczna? alegoryczna? malowana przez Naliwajkę?
Do istoty grafiki, jej esencji należy pojęcie odwrotności , wyciągnięte wprost spomiędzy matrycy i odbitki. Odwrotnością grafik i plakatów Piechury jest często ich przewrotność. Trochę szelmowska, kuglarska, zaskakująca, inna – odwrotna – od arystokratycznej szlachetności środków. Towarzyszy Piechurze od dyplomu, na którym pokazał m.in. kulistą kostkę do gry. Czym innym, niż dosłowną przewrotnością odwrotności jest biegnący wkoło napis ZachódnaWschodzieWschódnaZachodzie na autorskim plakacie z 2000 roku.
Tadeusz Piechura w 1974 roku nakręcił dziewięciominutowy film. Pośrodku nieruchomego kadru, na osi głównej ulicy widnieje biała tablica z niewyraźnym napisem „Plac Wolności”, po chwili słowo „Plac” znika. Trzydzieści lat później Piechura raz jeszcze ustawił kamerę w tym samym miejscu, filmując to samo. Czy na pewno? Widzimy taki sam kadr, taką samą planszę z takimi samymi napisami, taki sam brak reakcji otoczenia. W naturalny sposób skłonni jesteśmy uznać, że ważniejszy jest pierwszy film, ale właściwie dlaczego? Co właściwie wydarzyło się w 1974 roku, na obraz czego patrzymy? Na obraz brawurowej tak naprawdę, choć zignorowanej manifestacji politycznej, obraz konceptualnej fascynacji filmem, na prywatne eksperymenty z nową radziecką fotokamerą? Do czyjej pamięci się odwołać? Autora?
Zestawienie prac Krzysztofa Skarbka i Laury Paweli, niezależnie od tego, czy uznać je za pomysłowe, czy też za mechaniczne, stanowi rodzaj maszyny wystawienniczej, zdolnej do wytworzenia nowego sensu zestawianych prac, a także wprawiającej w ruch i napędzającej myślenie odbiorców (a wśród nich piszącego ten tekst). Zestawienie tych prac jest niewątpliwie wystawieniem ich na wzajemną relację. „Zestawienie” jako „wystawienie na relację”: może ono odkryć coś we wspomnianych pracach lub coś w nich wytworzyć, pomniejszyć lub przesadnie podkreślić wagę pewnych cech, inaczej rozłożyć akcenty, całkowicie zmienić artykulację danego dzieła, czy wręcz przekształcić je, podsuwając odbiorcy niewykorzystane dotąd pomysły interpretacyjne.
ZAWSZE KOBIETA. Nigdy jedna, jej świat rzeczy pięknych, lęków, spraw ważnych, najgłębszych. Wybrała sukienkę, i tym samym pozwoliła sobie zrobić zdjęcie. Najpierw ona i jej wnętrze, potem sukienka, obiektyw i ci, którzy zechcą współtworzyć Obraz. To proces, który pomoże wypreparować z Obrazu subiektywne doznania; pozostawić tę prawdę, która tkwi głęboko w każdym z nas, abyśmy – dostrzegając drugiego w jego odrębności – dostrzegli to, co umyka nam, uniemożliwiając dotarcie do świata.
Leder pragnął odnaleźć taką receptę na własną sztukę, która pozwalałaby mu kreować kolejne obrazy na podobnej zasadzie, na jakiej działa natura. Jeśli moglibyśmy w przypadku Ledera mówić o jakimkolwiek naśladownictwie natury, to tylko w tym sensie, że malarz usiłuje naśladować zdolności kreacyjne natury – tworzyć w symbiozie z materią, po którą sięga, a nie zadać jej gwałt, zmuszać do wyrażania czegoś, czego z istoty wyrazić nie może. Ten aspekt surowcowy czy materiałowy malarstwa w rozumieniu, jakie wytrwale usiłuje mu nadać Leder, staje się tym bardziej ważki i programowy, że oparty na nowo formułowanej w sztuce aktualnej wizji wzajemnych relacji natury i kultury – dwóch światów, w których zaczyna się i kończy, spełnia (albo nie spełnia) życie człowieka.
Cykl Pozytywy składa się z przeróbek znanych powszechnie fotografii, funkcjonujących w naszej wyobraźni jako symbole. Używając tej samej retoryki pozy, Libera zmienił konwencję zdjęcia, tak by jego wymowa stała się pozytywna. Na zasadzie kontrastu – pozytyw-negatyw – artysta proponuje swoją własną, przewrotną, „pozytywną” wersję tych zdjęć. Bezwarunkowy optymizm dokonanej przez artystę podmiany dociera do widza dopiero po chwili. Ujawnia on mechaniczność spojrzenia rozpoznającego to, co w rzeczywistości wcale nie zostało przedstawione. Cykl Mistrzowie przygotowany został specjalnie na wystawę w Atlasie Sztuki. Składa się z nigdy nieprzeprowadzonych i nieopublikowanych wywiadów z Zofią Kulik, Janem Świdzińskim, Andrzejem Partumem, Anastazym Wiśniewskim i Leszkiem Piotrowskim.
Łódź ma duszę „Niezwykłe pozostałości po rewolucji przemysłowej! Dzisiaj już takich miejsc prawie nie ma. Łódź ma duszę. Dlatego ją tak bardzo polubiłem” – kilka lat po otwarciu swojej wystawy w Atlasie Sztuki, David Lynch nadal był pod wrażeniem pierwszej wizyty w mieście, w którym „zakochał się w ciągu chwili”. Podczas wystawy w Atlasie Sztuki w Łodzi w 2003 roku, Lynch zaprezentował fotografie, a także 10 obrazów, które przyjechały do Łodzi z Hollywood, gdzie reżyser zamieszkuje dom pojawiający się w jego filmie Zagubiona autostrada . Własnoręcznie wykonał niektóre meble i lampy, wykorzystane jako scenografia filmu Mulholland Drive . David Lynch, trzykrotnie nominowany do Oscara w kategorii najlepszy reżyser, jest wszechstronnym artystą wizualnym, tworzy muzykę, od blisko 40 lat jest
„Gest odliczania, który prowadzi moje malarstwo, kieruje się miarą mego życia. Konsekwencje tej idei znacznie wykraczają poza ograniczenia obrazu ku materializacji ostatecznego stanowiska dotyczącego rozwoju sztuki. Nie zadowalam się czystą przyjemnością malowania. Nieustannie zabiegam o to, by moją postawę pojmowano jako konsekwencję szczególnego rozumienia sytuacji twórcy. Początkowo sądziłem, że publiczność nie będzie miała trudności ze zrozumieniem, a jednak pewnych schematów zachowań nie można zmienić.” Patrzący na Detal Romana Opałki nie są do końca pewni, czy faktycznie chodzi tu o obraz.
Kolekcja Marxa. Wybór
