Idemy

Na świecie dużo było Lyncha.

I świat miał z niego dużo. Przez moment, taki krotochwilny, miała go też Łódź. Miała cudownego Mistrza. Lynch wymyślił nas na nowo, na nowo centrum Łodzi. Wśród fabrycznych ruin odnalazł tajemnicę, która zainspirowała jego wyobraźnię. „Niezwykłe pozostałości po rewolucji przemysłowej! Dzisiaj już takich miejsc prawie nie ma. Łódź ma duszę. Dlatego ją tak bardzo polubiłem” – kilka lat po otwarciu swojej wystawy w Atlasie Sztuki, David Lynch nadal był pod wrażeniem pierwszej wizyty w mieście, w którym „zakochał się w ciągu chwili”. Słowa te na zawsze zapisały się w sercu miasta. Dziś żegnamy Davida Lyncha, ale nie żegnamy jego obecności. W tych fabrykach, w tych obrazach, w każdej inspiracji, która wypełnia łódzkie przestrzenie, jego duch pozostanie na zawsze. Łódź ma duszę, dzięki niemu

Raz na jakiś czas warto wleźć (w zamyśleniu, najlepiej na początku weekendu) na drabinę

Nie musi być drewniana, czy ergonomiczna, byleby była solidnie oparta o brzeg kadru, prowadziła gdzieś wyżej, cokolwiek to znaczy. Oczywiście drabina przyda się bardzo, jeśli tylko zamierzamy sobie pogadać przez telefon, a nasza rozmowa jest z kimś lub czymś z daleka i zapowiada się na wyjątkowo długą. Abstrakcje powstałe na drabinie nie dadzą się zweryfikować, idee „obgadane” na drabinie nie dadzą się wcielić – pozostaną interesującym majakiem. Majaki są homo sapiens bardzo potrzebne jako naturalne środowisko życia, dzięki któremu nasz gatunek zachowuje przewagę nad innymi naczelnymi ( primates ). Jeszcze bardziej niż do rozmowy potrzebujemy majaków dających się zamienić w obraz, w możliwie prosty, intuicyjnie używany przedmiot, czy narzędzie. Oczywiście na drabinę da się wnieść i farbę

Wszystko rozstrzyga się w zbiorowej pamięci

Ta jest zawsze soczysta i zielona, niczym murawa na boisku. Obecnie, od dni paru, trwa otwarcie nowego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Z łódzkiej perspektywy to czas, by wrócić do szlachetnej, kulturowej, a nawet sportowej „rywalizacji” między tak immanentnymi dla obydwu miast ideami jak Legia z jednej, a ŁKS i Widzew z drugiej. Łódź nie ma dużych szans. Cóż, życzymy dobrze Koleżankom i Kolegom ze stolicy i czekamy na pierwszy gwizdek, kiedy minie już wielodniowe świętowanie. Z racji centralnego ukształtowania cieków gruntowo-finansowych na polskiej piaszczystej, chłonnej glebie (także z powodu tego fatalnego rozszczepienia własnej tożsamości Bałuty semper contra Widzew) myślicie, że to zbyt trywializujące ujęcie kultury „wysokiej”? Mylicie się, wiele starannych, z poważnych

To się nosi w tym sezonie: obojętność

W kulturze zdominowanej przez technologię alienacja staje się dyskretnym, neutralnym makijażem na doskonale obojętnej twarzy. Te dwie postacie na przedstawionym zdjęciu łączy dwunożność, wiek i praca dla jednej agencji reklamowej. Nas jest dużo więcej. Przynajmniej chcemy tak myśleć „o sobie”. Zarówno ich, jak i nas łączy po wielokroć więcej, niż nam się zdaje. Tak mówią niepoprawni optymiści. Potrzebujemy takiego mówienia, potrzebujemy każdego, komu intuicja szepcze, że uda się nam pospinać i porozpinać sieci powiązań między nami, tak by nasz wzrok nie gubił się w nich, by docierał do innych oczu.

Gadatliwość

Żyjemy nieprzerwanie w cywilizacji i kulturze harmonijnie rozwijających się co najmniej od początków ery nowożytnej. To cywilizacja energiczna, zafascynowana możliwościami działania, jakie daje technika i pragmatycznie wykorzystywany racjonalny dar kategoryzowania i porządkowania wszystkiego, z czym się zetknie. Kiedy usiłujemy taką spójną, prostą historię potwierdzić w obrazach – wówczas sprawa komplikuje się. Spróbujmy zestawić dwa obrazy alegoryczne, czyli takie, które ujawniają zasadnicze cechy jakiegoś działania. Nie będzie to, przykładowo, ludzka skłonność do rozmawiania, gadania, komunikowania się. Sięgnijmy po starą alegorię Gadatliwości , z dzieła Cesare Ripy Ikonologia z końca XVI wieku (do pierwszego wydania ilustrowanego z 1603 r). Ripa pisze o niej w następujących słowach

Dziś potrzeba piasku i rąk do wsypywania go do worków

Nie potrzeba symboli. Co jednak mamy robić my, którzy tkwimy daleko od rwących nurtów w mżącej bez przerwy fali informacji? Skupmy się więc przez chwilę na symbolach. Niosą one więcej sensu niż „najświeższe informacje”. Motyw śmierci w wodzie trwa od psalmu 68 aż po Ziemię jałową T.S. Eliota. „Fenicjanin Flebas, martwy od dwu niedziel, Zapomniał krzyku mew, i morza przypływów Zysków i strat.” (IV. Śmierć w wodzie ) Wyobraźnia katastroficzna nie potrzebuje faktów, ani statystyk. Jest projekcją zawilgoconej, zalanej duszy. Oby tym razem żadne fakty nie próbowały dorzucić swoich niepotrzebnych trzech groszy do smutnej tradycji motywów akwatycznych. Psalm 68 mówi o rozpaczy, nieszczęściu, o smutku. „Wybaw mię, Boże; boć weszły wody aż do duszy mojéj. Ulgnąłem w błocie głębokości i dna niemasz

Zleciało błyskawicznie

To nie jest zły symptom. Lepiej interesować się śmiałym i swobodnym kreśleniem nowych linii, niż budowaniem płotów i uszczelnianiem starych granic. Skoro nieźle idzie, do następnego spotkania narysujmy sobie miasto. Całe Miasto , komiks (i gra wokół niego) to niezłe medium dla takich odjechanych/odlecianych pomysłów ad hoc. Każdy gdzieś tam mieszka, zna najbliższy róg, podwórko, korytarz, przedpokój i coś tam wie o swoich wymarzonych najdalszych galaktykach. Róg, podwórko, korytarz, kadr to pojęcia, po przestrzeni nawzajem na siebie przekładalne. O galaktykę, póki co, nie martwmy się. Po prostu spróbujmy zacząć od tego, co blisko, co jest znane. Oj, może na początku być bardzo dziwnie, mało o sobie wiemy. A jak „wyjdzie”, jak się okaże ciekawe, po prostu przeskalujemy kadry do wielkości

Jak w 2024 wyglądają tragarze wykonujący usługę transportową?

Jeden z niewielu zachowanych z okresu międzywojennego (z 1937 roku) filmów awangardowych, czyli takich, które chciały oddać niedostrzeganą oczywistość to Przygoda człowieka poczciwego ( https://www.youtube.com/watch?v=FlaFGPiioPQ ), autorstwa Stefana i Franciszki Themerson, z muzyką skomponowaną przez Stefana Kisielewskiego wart jest chwili uwagi. Fabuła na wspak, o konsekwencjach chodzenia przez dobrodusznego urzędnika tyłem, eksponuje motyw dwóch ludzi noszących szafę z lustrem (tak, tak, Henryk Kluba i Jakub Goldberg taszczący szafę po bałtyckiej plaży w etiudzie Polańskiego z 1958, to był już „drugi sezon” tej symbolicznej usługi transportowej w historii filmu). Czy doczekamy sezonu trzeciego i motyw dźwigających coś równie wielkiego i ciężkiego jak szafa wypełni filmowe kadry i nasze

U Schulza mleczarka zapewne miała by na imię Aniela i trzęsła całym domem.

Gdzie Drohobycz, gdzie Delfy? Nie dowiemy się jak wołano na tę, którą zobaczył Vermeer około 1657-1658. Jeśli uwierzymy specjalistom (rzadko warto to robić w przypadku obrazów), z prawej strony na dole, obok rzędu pięciu zdobionych kobaltem, charakterystycznych płytek ( delft ) stoi ogrzewacz do stóp. Myślicie, że Schulza taki fetysz nie zainteresował by? Aluzje wiszące między kuchnią i alkową, tak cienkie, że niedostrzegalne w salonie? Po prostu popatrzmy na, sądząc po wielkości płytek, dwadzieścia, dwadzieścia kilka centymetrów ściany i kawałek podłogi (na obrazie zajmuje to niewiele więcej niż dziesięć centymetrów). To jedna z najbardziej niesamowitych przestrzeni, jakie utrwaliło malarstwo europejskie. Wystarczy potraktować świecącą, niebieską suknię gosposi jako masyw górski (niczym

Czy „Dwie (młode) mężatki” wezmą udział w wyborach prezydenckich w 2025?

Nie wiadomo. To, co wiadomo dziś to fakt, że Andrzej Wróblewski był świetnym malarzem. Nie dziwi nas, że w sercu Wenecji, w przestrzeni Procuratie Vecchie, na placu świętego Marka, zaprezentowana została wystawa właśnie tego artysty. To jedna z dwóch polskich ekspozycji na 60. Międzynarodowej Wystawy Sztuki w Wenecji. Kuratorem wystawy głównej został Brazylijczyk Adriano Pedrosa, dyrektor artystyczny Sao Paulo Museum of Art (MASP). „Andrzej Wróblewski jest naszą wielka legendą i marzymy, żeby stał się jeśli nie legendą dla wszystkich, to przynajmniej postacią rozpoznawalną na międzynarodowej scenie artystycznej. Nie ma gwarancji, że to się uda” – zauważyła szefowa warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej Joanna Mytkowska w rozmowie z Agnieszką Kowalską, przeprowadzonej dawno bo w 2012 r

Jak w 2024 wyglądają tragarze wykonujący usługę transportową?

Jeden z niewielu zachowanych z okresu międzywojennego (z 1937 roku) filmów awangardowych, czyli takich, które chciały oddać niedostrzeganą oczywistość to Przygoda człowieka poczciwego ( https://www.youtube.com/watch?v=FlaFGPiioPQ ), autorstwa Stefana i Franciszki Themerson, z muzyką skomponowaną przez Stefana Kisielewskiego wart jest chwili uwagi. Fabuła na wspak, o konsekwencjach chodzenia przez dobrodusznego urzędnika tyłem, eksponuje motyw dwóch ludzi noszących szafę z lustrem (tak, tak, Henryk Kluba i Jakub Goldberg taszczący szafę po bałtyckiej plaży w etiudzie Polańskiego z 1958, to był już „drugi sezon” tej symbolicznej usługi transportowej w historii filmu). Czy doczekamy sezonu trzeciego i motyw dźwigających coś równie wielkiego i ciężkiego jak szafa wypełni filmowe kadry i nasze

Rewitalizacja Włókienniczej dużo zepsuła

Co dzieje się z wrażliwcami i maminsynkami z dobrego domu, kiedy napatrzą się na wojnę swoim bystrym, dziesięcioletnim wzrokiem? Wyrastają na twardych cyników. W 1958 roku, już po odebraniu Nagrody Wydawców, dwudziestoczteroletni Hłasko w wywiadzie dla Polskiego radia mówił tak: „Proszę Pani, człowiek rodzi się bez swojej woli, potem żyje bez przyjemności, umiera bez swojej woli. Czy to jest taka wesoła historia, nie wiem? (…) Ja nie jestem cynikiem, (…) to życie.” Jak źle pójdzie doczekamy się nie tylko paru filmów, ale i serialu o Hłasce. Taki na przykład Hłasko 1670? Trochę kostiumów, trochę przebieranek, sporo kwestii do kamery, prosto w oczy wywalonych , trochę filmowych dialogów „jak z Hłaski”. Dyskretnie opalizujący cynizm na całym ekranie to całkiem solidny biznesowo plan w

Do nowego projektu – Kalendarium, jak i do Igrzysk Przyszłości w Atlasie Sztuki zabieramy się

niczym przysłowiowy pies do jeża. W ramach rzeczonego projektu prosimy po świecie całym znamienitych ludzi o pięć ważnych w ich opinii dat z ostatniego stulecia. Po co? Pewnie po to, żeby przez chwilę (w czasie Igrzysk) pogłówkować o świecie czekającym nas za sto lat. Trudno przewidzieć jak potoczą się dalsze losy naszego projektu. Zamierzamy zbierać daty, podobnie jak książki, jak filmowe sceny na 5inLodz.pl, tak samo jak zdjęcia opisujące Świat Miast na 6inLodz.pl. Jest środek sierpnia, zbierzmy więc pięć dat z ostatnich dni. Czy da się wyczytać z nich cokolwiek? 1 – Zacznijmy od sierpniowej ulicy. Teoretycznie doskonale wiemy, że ulica jest strukturą skomplikowaną, uplecioną z całego szeregu całkowicie różnych systemów znaków i symboli. Tym razem nie chodzi nam o łódzką Włókienniczą. O

Złapać za głowę i przytrzymać

Ludzka wyobraźnia na temat nieludzkich mocy jest zaskakująco prosta i stała. The Climax autorstwa Aubrey Beardsley, Aris (Daryl Hannah), replikant „podstawowy model przyjemności”; Blade Runner (1982), Ridley Scott, iPhone, 2021

”…przed tobą jest dal, nie cieśnina, i stół opływający tłuszczem.

Lecz ty osądzasz jak niewierny. Dosięgną cię prawa i sądy. Strzeż się, by cię nie zwiodła obfitość i nie zmylił hojny okup.” — Siri! Opowiedz mi proszę inną bajkę. Dziadek gdzieś wyszedł… 28 września 2023 roku, w dniu swojej premiery, „Znachor” w czternastu krajach na świecie był numerem jeden pośród wszystkich fabularnych produkcji. Zanim wzruszymy się uniwersalną doniosłością pisarstwa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza spójrzmy na stare obrazy. W tym upartym dążeniu przed siebie, najwolniej zmieniamy bajki opowiadane po drodze, powtarzane mimochodem. To nas łączy, to daje nadzieję. Czy łączy nas nieznośna tępota powtarzania, przypominania? Otóż to, dokładnie ona nas łączy i często bywa dotkliwa. To, wbrew pozorom, nie jest prosta historia, to nie jest prosty wybór, to nie jest prosta droga

„I live in The Line” nie ma szans z „Jestem z okolic Żyrardowa”

Zdaniem Tadeusza Markowskiego, profesora z Interdyscyplinarnego Centrum Studiów Miejskich Uniwersytetu Łódzkiego, proces duopolis już trwa. Warszawa rozrasta się w kierunku Łodzi. Warszawiacy mieszkają już w Żyrardowie. Być może zechcą zamieszkać w Nowym Centrum Łodzi? Zwłaszcza, że ceny mieszkań w Łodzi są o wiele niższe, niż w stolicy. Wypowiedzieli się na dany temat już wszyscy, i to lata temu. Wypowiedzieli się entuzjaści, ostrożni i sceptycy. Można te wypowiedzi scrollować w dowolnym kierunku ( https://plus.dzienniklodzki.pl/ duopolis -zaczyna-tworzyc-sie-na-naszych-oczach/ar/c3-14710965 ; https://pdm.irmir.pl/narzedziownik/lad-przestrzenny-i-urbanistyka/duopolis-lodzi-i-warszawy ), choć przyznacie nam rację, że jeszcze nie doczekaliśmy się reportera na tyle bystrego, któremu udało

W kręgach surrealistów nazywano „to” la boîte surréaliste

Robili „takie rzeczy” Marcel Duchamp, zarówno Man Ray, jak i Joseph Cornell, także André Breton. Wielcy sztuki XX wieku. My natomiast sięgniemy do biogramu kobiecego. Urodzona w 1906 roku Elisa Latte Elena Bindhoff Enet miała więcej niż jedno życie. W tym pierwszym była pianistką i żoną polityka. W tym drugim, już w ziemskim raju, w USA – (trzecią) żoną André Bretona i jedną z najbardziej charyzmatycznych artystek w Paryskiej Grupie Surrealistów, już po II wojnie światowej. Stała się Elisa kimś potrafiącym to, co niewypowiadalne, zmieścić w niewielkim pudełku. Przy dzisiejszej skali sieci paczkomatów jest to umiejętność bezcenna. Elisa Breton zmarła w roku 2000, zanim odczucie pikselowej modułowości świata zglobalizowało się, a rynek dostarczania czegokolwiek do najbliższego paczkomatu

Lubimy patrzeć na „Cranachy”, „Caravaggie”, „Vermeery”

Nadal zdarza się, że możliwość zobaczenia takich obrazów jest powodem planowania wyjazdu, wakacji. Teraz robimy to z telefonem w dłoni, z dostępem do dziesiątek stron wyjaśniających zagmatwane szczegóły, podpowiadających gdzie, pod jakim kątem spojrzeć, jak się rozglądać po namalowanym świecie. Takie podpowiedzi będą nam towarzyszyć pewnie już zawsze, o ile nie zabraknie prądu. Póki posiadamy własne odczucie, własne, przypadkowe spojrzenie, własne zdanie – wszytko w porządku. Do starych obrazów nawiązują nowsze, te, które jak u siebie czują się w zupełnie współczesnej ikonosferze kultury masowej. Takie są obrazy Rene Magritte’a – każdy gdzieś widział motyw przez niego wymyślony. Magritte lubił droczyć się z przenikliwością widzów, chętnie, choćby tytułem kierować ich uwagę na inne

Powiedzcie Janowi Kaczmarkowi, że nie ma przyszłości bez Marzycieli!

Marzyciel to tytuł filmu, za który Jan odebrał Oscara. Nagród Jan Andrzej Paweł Kaczmarek zdobył oczywiście znacznie więcej, można wręcz odnieść wrażenie, że zostały mu wręczone wszystkie możliwe nagrody. Nagrody wręczane są zawsze „za coś”, za przeszłe zasługi. Gwiazdą jest się „po coś”: dla Pamięci, czyli dla Przyszłości. Tym właśnie sposobem Łódź okazała szacunek i troskę o ciągłość kultury. Tak pamięta Łódź. Wielcy twórcy są naszą przyszłością. Dla nas Jan Kaczmarek będzie zawsze jednym z nich. Jest tym, który w zgodnym przekonaniu miasta oraz naszym zasłużył na dziwną, pozornie płaską – jak łódzki trotuar – własną gwiazdę. W zeszłym roku obchodził swoje 70-lecie – chłopak z Konina, poznaniak z usposobienia, obywatel świata z wyboru. Piękny człowiek, trudny geniusz i spełniony

Liczymy dłużej, niż pamiętamy

Liczymy od zawsze. Chętnie liczymy to, czego na pewno nie dosięgniemy. Sprzed kilkunastu tysięcy lat pochodzą pierwsze monumentalne neolityczne założenia architektoniczne sytuowane zgodnie z układem astronomicznym, tak jak Göbekli Tepe. Każdy język, który znamy i potrafimy rozpoznać, w przeszłości zjawiał się w świecie, w którym od dawna już sprawnie liczono. Liczymy precyzyjnie. Mamy policzone, że ostatni dzień grudnia, a zarazem roku, jest dłuższy od najkrótszego dnia o 4 minuty. Znacie kogoś, dla kogo ma to znaczenie? Przesilenie zimowe między 21 a 22 grudnia na półkuli północnej przez tysiące lat podpowiadało, jak budować dziesiątki miejsc kluczowych dla dawnych społeczności. Architekt przez długi czas był kimś, kto potrafił policzyć i narysować co łączy ścianę, czy bramę z gwiazdą, a

W Łodzi wiele prostych rzeczy wygląda inaczej – zaskakująco się komplikuje

W łódzkich legendach wiele jest opowieści o tym, jak „to miasto” zmieniło ludzi. Taka zmiana jako mit jest konwencją pamiętania o gwałtownych społecznych transformacjach jakie miały miejsce w wielkich przemysłowych Molochach urbanizacji w XIX i XX wieku. Pewnie dlatego, że życie potrafi tu nieźle kołysać. W takich warunkach to, co wyobrażone bezpośrednio nakłada na siebie przemoc, sprawczość, pragnienia, dominację i uległość. Sacrum , Los stają się dotkliwą, beznamiętnie działającą siłą. Tak prostą i bezwzględną, jak pracująca maszyna. Nic dziwnego, że nasze bystre umysły szybko zaczynają traktować ją jako czynnik stricte techniczny. Taki, który można wykorzystać do masowej produkcji. Mniejsza o to, co liczy się bardziej: jej wielkość, tempo (ilość zmian), rozwijanie sieci dystrybucji

Bezlik silnych osobowości pcha się by wprost, paluchem kreślić obraz sytuacji

W połowie lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy zjawił się na rysunku Saula Steinberga motyw nawzajem stwarzających się z niczego rąk, gazetowe rysunki (ten z lewej pochodzi z New Yorkera ) były bardzo proste. Tylko kreska, żadnych rastrów, żadnych odcieni, niuansów. Dawno temu, jeśli rysunek zjawiał się w gazecie, to po to, by coś wyostrzyć, pod kreślić, zauważyć. Nadal lubimy w dany sposób myśleć o rysunkach w dzisiejszej kulturze. Lubimy traktować o naszej niezauważalnej codzienności anachronicznie. To nas uspokaja, bujamy się (i innych) od niechcenia w pewnym sentymentalnym powtarzaniu gestów, fraz, tłumaczeń sprzed dekad, niczym w rozleniwiającym, własnym fotelu. Naukowcy już bezsprzecznie ustalili, że rok 2024 nie jest rokiem 1954, a nawet 1963 (kiedy zarysowały się – w głowie tego

Wakacje będą, warto coś zaplanować

Myśleliście ostatnio o błogosławionym Radzimie Gaudentym, bracie przyrodnim św. Wojciecha, a od roku 1000 arcybiskupie gnieźnieńskim? Nie? Warto pomyśleć, szczególnie jak robicie też plany powakacyjne. Wtedy warto jeszcze wspomnieć o św. Kalikście, niewolniku, papieżu, męczenniku z roku 222. Najlepiej objąć ich jedną myślą. Wśród podejmujących ważne decyzje gospodarcze w spółkach Skarbu Państwa upowszechnił się zwyczaj ustalania, czy dana rzecz da się zrobić przed „św. Kalikstem i Gaudentym”, czy też nie. Coś może być „na rzeczy”, podobno jakieś wybory mają być w czerwcu. A potem, kto to wie? Tylko Święci Pańscy (na pełnym etacie). W samym Centrum, w Brukseli. Centrum zawsze udaje bardziej uporządkowane. W centrum wszyscy pilnie pracują, mają bardzo ważne obowiązki, wypełniają sumiennie

Zdecydujcie, co jest bardziej prawdopodobne

Są dwie możliwości: albo algorytm odpowiada za całość zmian wobec oryginału, albo treść zmienionego przemówienia ułożył człowiek. Ta scena jest pochwałą kunsztu retorycznego ( Ars rhetorica ). Jest umieszczoną w groteskowej scenografii wymyślonych znaków i rytuałów sceną narodzin (wprost z niczego) kultu, fanatyzmu, porywu zmyślonej jedności ( Ein Volk, ein Reich, ein Führer ). Jest szyderstwem z fetyszystycznego stosunku do „aktów komunikacji”, do „protokołów komunikacji”, bez których ład współczesności jaki znamy znikłby w mgnieniu oka. Powyższy komentarz odnosi się do sceny przemowy filmowego Dyktatora (Adenoid Hynkel, z zawodu wyuczonego: „a simple Jewish-Tomainian barber”, żyjący w filmowej Tomanii) z filmu The Great Dictator w reżyserii Chaplina z 1940 roku. Do 10 maja był to rok