Liczymy od zawsze. Chętnie liczymy to, czego na pewno nie dosięgniemy. Sprzed kilkunastu tysięcy lat pochodzą pierwsze monumentalne neolityczne założenia architektoniczne sytuowane zgodnie z układem astronomicznym, tak jak Göbekli Tepe. Każdy język, który znamy i potrafimy rozpoznać, w przeszłości zjawiał się w świecie, w którym od dawna już sprawnie liczono. Liczymy precyzyjnie. Mamy policzone, że ostatni dzień grudnia, a zarazem roku, jest dłuższy od najkrótszego dnia o 4 minuty. Znacie kogoś, dla kogo ma to znaczenie? Przesilenie zimowe między 21 a 22 grudnia na półkuli północnej przez tysiące lat podpowiadało, jak budować dziesiątki miejsc kluczowych dla dawnych społeczności. Architekt przez długi czas był kimś, kto potrafił policzyć i narysować co łączy ścianę, czy bramę z gwiazdą, a
W łódzkich legendach wiele jest opowieści o tym, jak „to miasto” zmieniło ludzi. Taka zmiana jako mit jest konwencją pamiętania o gwałtownych społecznych transformacjach jakie miały miejsce w wielkich przemysłowych Molochach urbanizacji w XIX i XX wieku. Pewnie dlatego, że życie potrafi tu nieźle kołysać. W takich warunkach to, co wyobrażone bezpośrednio nakłada na siebie przemoc, sprawczość, pragnienia, dominację i uległość. Sacrum , Los stają się dotkliwą, beznamiętnie działającą siłą. Tak prostą i bezwzględną, jak pracująca maszyna. Nic dziwnego, że nasze bystre umysły szybko zaczynają traktować ją jako czynnik stricte techniczny. Taki, który można wykorzystać do masowej produkcji. Mniejsza o to, co liczy się bardziej: jej wielkość, tempo (ilość zmian), rozwijanie sieci dystrybucji
W połowie lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy zjawił się na rysunku Saula Steinberga motyw nawzajem stwarzających się z niczego rąk, gazetowe rysunki (ten z lewej pochodzi z New Yorkera ) były bardzo proste. Tylko kreska, żadnych rastrów, żadnych odcieni, niuansów. Dawno temu, jeśli rysunek zjawiał się w gazecie, to po to, by coś wyostrzyć, pod kreślić, zauważyć. Nadal lubimy w dany sposób myśleć o rysunkach w dzisiejszej kulturze. Lubimy traktować o naszej niezauważalnej codzienności anachronicznie. To nas uspokaja, bujamy się (i innych) od niechcenia w pewnym sentymentalnym powtarzaniu gestów, fraz, tłumaczeń sprzed dekad, niczym w rozleniwiającym, własnym fotelu. Naukowcy już bezsprzecznie ustalili, że rok 2024 nie jest rokiem 1954, a nawet 1963 (kiedy zarysowały się – w głowie tego
Myśleliście ostatnio o błogosławionym Radzimie Gaudentym, bracie przyrodnim św. Wojciecha, a od roku 1000 arcybiskupie gnieźnieńskim? Nie? Warto pomyśleć, szczególnie jak robicie też plany powakacyjne. Wtedy warto jeszcze wspomnieć o św. Kalikście, niewolniku, papieżu, męczenniku z roku 222. Najlepiej objąć ich jedną myślą. Wśród podejmujących ważne decyzje gospodarcze w spółkach Skarbu Państwa upowszechnił się zwyczaj ustalania, czy dana rzecz da się zrobić przed „św. Kalikstem i Gaudentym”, czy też nie. Coś może być „na rzeczy”, podobno jakieś wybory mają być w czerwcu. A potem, kto to wie? Tylko Święci Pańscy (na pełnym etacie). W samym Centrum, w Brukseli. Centrum zawsze udaje bardziej uporządkowane. W centrum wszyscy pilnie pracują, mają bardzo ważne obowiązki, wypełniają sumiennie
Są dwie możliwości: albo algorytm odpowiada za całość zmian wobec oryginału, albo treść zmienionego przemówienia ułożył człowiek. Ta scena jest pochwałą kunsztu retorycznego ( Ars rhetorica ). Jest umieszczoną w groteskowej scenografii wymyślonych znaków i rytuałów sceną narodzin (wprost z niczego) kultu, fanatyzmu, porywu zmyślonej jedności ( Ein Volk, ein Reich, ein Führer ). Jest szyderstwem z fetyszystycznego stosunku do „aktów komunikacji”, do „protokołów komunikacji”, bez których ład współczesności jaki znamy znikłby w mgnieniu oka. Powyższy komentarz odnosi się do sceny przemowy filmowego Dyktatora (Adenoid Hynkel, z zawodu wyuczonego: „a simple Jewish-Tomainian barber”, żyjący w filmowej Tomanii) z filmu The Great Dictator w reżyserii Chaplina z 1940 roku. Do 10 maja był to rok
dwa miesiące po rozdaniu wszystkich statuetek Oscarów, po obejrzeniu wszystkiego, co w kinematografii obejrzeć trzeba, warto sprawdzić sobie biogram inżyniera Stefana Kudelskiego. To przykład człowieka, który nie zrobił ani jednego filmu, nie zagrał żadnej roli, nie napisał scenariusza, ani muzyki, a jednak dostał dwa Oskary (i dwie nagrody Emmy, nazywane „Oskarami telewizyjnymi”). Warto zapoznać się z historią rodziny, zaczynając od dziadka – Jana Tomasza Kudelskiego – architekta Stanisławowa. To historia lwowskiej inteligencji, dość typowa, losy ludzi z pasją i talentem, zajmujących się tym, co wybrali. Ludzi, którym jakaś zupełnie nieprawdopodobna, nie do przewidzenia wielka historia nagle wszystko zabiera, zmusza do ucieczki. Ludzi, którzy tam, gdzie się znaleźli (Kudelscy po kilku
W budynku Starych Prokuratorii (Procuratie Vecchie) przy Placu Św. Marka w Wenecji od 20 kwietnia do 24 listopada zobaczyć można wystawę Andrzeja Wróblewskiego „In the First Person”. To jedna z wystaw towarzyszących tegorocznemu Biennale, stroną zapraszającą był kurator Biennale Adriano Pedrosa. Większość z ponad sześćdziesięciu pokazywanych prac pochodzi z kolekcji Anny i Jerzego Staraków, a Fundacja Rodziny Staraków kierowana przez Elżbietę Dzikowską jest głównym organizatorem po stronie polskiej. Kuratorką wystawy jest Anna Muszyńska. Zmarły tragicznie w 1957 roku trzydziestolatek jest jedną z kluczowych postaci dla sztuki polskiej w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. Siła i prostota jego bardzo charakterystycznego malarstwa, gdzieś w pół drogi między reportażowymi
Powiedziała, że wierzy w czułość jako najbardziej uniwersalny język na Ziemi. Powiedziała, że nie wierzy w boga, ale nadal wierzy w człowieka. Każde z tych wyznań nadaje się na tytuł w największych portalach i gazetach Europy. Żadne się tam nie znajdzie. Nie szkodzi, porządek wiary nie musi być porządkiem bardzo wyeksponowanym, centralnie ulokowanym. To zwykle okazuje się nienajlepszym pomysłem. W oświadczeniu po ogłoszeniu werdyktu jury nowa Europejska Poetka Wolności Monika Herceg z Chorwacji powiedziała niewymuszenie kilka ważnych rzeczy. W zupełności wystarczy, że istnieją takie konkursy jak Nagroda Literacka Miasta Gdańska „Europejski Poeta Wolności”, takie kapituły i jakimś niepojętym trafem potrafią tak celnie wybierać. Pamiętajcie, silna wiara potrafi przez lata kręcić się w kółko
Majówka! Nogi same niosą. Te nasze podróże prawie zawsze są wyśnione. Podróże wymyślone bez otwierania oczu. Podróże na ślepo? Takie, jakie z błahego powodu spadły na Odyseusza i przez dekadę niosły z jednej przygody w kolejną, ale nie w stronę domu. Podróże przez miejsca, z których mało kto zdołał wrócić, jak na przykład narkotyczna kraina Lotofagów. Cóż, przy dzisiejszym (deklarowanym) poziomie fizycznej dziarskości – czemu nie? Z dobrym sprzętem, w dobrym towarzystwie dotrzemy wszędzie. Co więcej, podróże najkrótsze zawsze wymagają głowy. Nawet takiej, jak Homera, głowy nic nie widzącej. Ekwipunek, towarzystwo, finanse, planowanie – tak, to wszytko jest dla dobrych podróży ważne, ale nie wystarczające. Trudno jest określić element brakujący. Może to dana tym, którzy nie widzą
Ani w sporcie, ani w sztuce nie chodzi głównie o emocje, czy rywalizację. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie potrafimy określić o co chodzi. I dlatego zdarza się, że jeszcze czasem uważnie na coś patrzymy. Forbes (który nie zna się na sztuce, ale jest wpływowy) proponuje następującą trasę po najciekawszych wystawach tegorocznego 60-tego Biennale Weneckiego („Here are 11 of the must-see country pavilions”): https://www.forbes.com/sites/joanneshurvell/2024/04/30/11-of-the-best-country-pavilions-of-the-venice-biennale-2024/?sh=25cd556913e6 1. Great Britain: John Akomfrah, ” Listening All Night To The Rain” 2. France: Julien Creuzet, „Attila cataract your source at the feet of the green peaks will end up in the great sea blue abyss we drowned in the tidal tears of the moon” 3
Trzeba uświadomić sobie jak intensywna jest cyrkulacja wciąż nowych zdjęć, obrazów medialnych. To coś równie potężnego jak Golfsztrom, prąd wijący się między Ameryką a Europą. To nurt spajający akurat te dwa kontynenty wyjątkowo mocno. Lepiej, żeby tak pozostało. Zdjęcie jest takie jak być powinno. Proste, dojmujące, nie da się długo udawać, że na przykład egzotyka nie pozwala nam zobaczyć czemu się przyglądamy. Zdjęcie Mohammeda Salem pracującego dla Reuters wygrało tegoroczną edycję World Press Photo. Moment ogłaszania werdyktu jury w Amsterdamie sam w sobie był sceną dla dobrego zdjęcia. Instytucja kultury w pokościelnym wnętrzu, w prezbiterium, nagrodzone zdjęcie na miejscu retabulum ołtarzowego, dookoła zaaferowani oficjele, urzędnicy, prasa. Może wydawać się, że zestawienie z jedną
Człowiek po przejściach, z kłopotami finansowymi, ot, pechowy szaraczek, przykurzony weteran spod Lepanto. Wymyślił kogoś, kto walczy ze złym światem, kto sprzeciwia się, kto ruszy na dowolnie wielkiego olbrzyma, bohatera rodem z dwudziestowiecznego westernu, samotnego, prostego, pewnego swojej oceny sytuacji. Dlaczego Daumier jednym ruchem malujący pełną wyrazu głowę szkapy zaoszczędził farby malując głowę jeźdźca? To jeden z bardziej zagadkowych portretów autentycznego szaleństwa. Pięć lat wcześniej, w 1863 Gustave Doré opublikował swoje wspaniałe, pełne szczegółów ilustracje do powieści Cervantesa. Grafika pokazująca moment zderzenia rozpędzonej, szarżującej wyobraźni z rzeczywistością powinna być obowiązkową ilustracją zarówno na egzaminie dojrzałości, jak i na egzaminie na prawo
Chyba tylko „ci od architektury”, no, dzisiaj może jeszcze ci od SRE (Site Reliability Engineering) oraz niezmordowani site admini nadal w to wierzą. Jak po sznurku, jak przy linijce, jak w tabelce albo sylabusie, punkt po punkcie. Obrazy rzeczywistości, nawet te absolutnie nieruchome, doskonale znane, oglądane od tysięcy lat wyglądają na mocno poplątane. Drugą skrajnością są mistrzowie nawijki i żywego słowa, którym jest wszytko jedno o czym trajlują – liczy się intensywność, bit i flow. Wątek i sens to dla nich pojęcia archaiczne wprost z XIX-wiecznego tkackiego krosna, nie mające nic wspólnego z aktualnym przekazem i obrazem. Jeśli lubicie zagadki nielogiczne popatrzcie bez pośpiechu na relief ustawiony przy zachodniej ścianie kaplicy Grobu Świętego przy południowej nawie kościoła św
Za ich przekład odpowiada Joanna Krenz. Jak piszą krytycy, poezja Yang Liana łączy zachodnią, modernistyczną wrażliwość z niemal szamańską, chińską tradycją, stając się pomostem między kulturą Zachodu i Wschodu. Bezosobowy śnieg 无人称的雪 1. Śnieg suchy pośpieszny naśladujący ludzkie uniesienie zwierzęcy zmierzch i świt śnieg na drobnych łapkach pnie się po gałęziach drzewa delikatny szkielecik szklany szkielecik hartowany w potężnym ogniu śnieg zawsze dotkliwie brzęczy w uszach długo po tym jak ustanie co może zmarły pamiętać ze śmierci sekretnie rozsypane srebro wewnątrz ciała tysiąc ciężarnych kobiet rodzących w niebiosach zziębnięte sieroty powite bez zezwolenia bladoczerwona drabina ciała wiedzie na maleńkie poddasze na stryszek białej nocy gdzie przechowuje się zwłoki nie istniejesz to
Zbliżają się wybory, może da się jeszcze niespodziewanie skręcić w bok? A nawet się urwać? Albo nawet i zostać. I co dobrego zrobić w mieście. Jeśli wierzyć dacie, Maciej Słomczyński napisał te trzy zdania 14 lipca 1969 roku. To zdanie otwiera, krótki, siedmiostronicowy tekst „Od tłumacza”, kończący osiemset siedemnaście stron Ulissesa Jamesa Joyce’a, w wydaniu PIW. Peerelowski nakład 40 000 (+ 200) egzemplarzy zstąpił jak duch i zdecydowanie odmienił oblicze „tej ziemi”. A zdania Słomczyńskiego pozostaną z nami jeszcze długo w XXI wieku. „Istnieje na świecie wielka grupa szczęśliwców, którzy odrzucają jako oczywisty nonsens wszystko to, czego nie są w stanie zrozumieć na pierwszy rzut oka. Ludzie ci wymagają od sztuki jedynie najwyższej zręczności w powielaniu tego, co im najbliższe i
dla zrozumienia czegokolwiek w mieście. „Uchwytność pojęcia (architektury)” to i istotna dla rozumienia czegokolwiek cecha/zdolność oraz problematyczny w swojej sensualności zwrot językowy. Język, jego zasady dają nam możliwość napisania o „pojęciach nieuchwytnych”. Czy jest to zwrot, określenie tylko językowe, bez desygnatu, bez istniejącej poza słowami treści? Tego rodzaju pytania zadajemy sobie pewnie w całej Polsce – nie tylko w Łodzi. I oczywiście, nie tylko w Łodzi pozostają one bez odpowiedzi. Najrozsądniej byłoby takie wydumane problemy poruszać w „ Kołach Łowieckich” . Takie to Łowcze Koło stworzyli w naszym mieście lokalni architekci. Pod latarnią (tam najciemniej), na opuszczonym przystanku tramwajowym ustawili swoje ambony. I oczywiście, natychmiast stali się niesłyszalni
Czas zająć się miastem. Czas na Mózg. Ale jeszcze nie na mózg architekta (miasta). Mózg ( cerebrum ) jest nazywany największym organem elektrycznym człowieka. Jesteśmy zafascynowani elektryczną aktywnością mózgu. Podobnie każde miasto można opisać i badać jako skupisko życia, które przesyła, wytwarza i zużywa prąd. Potrafimy zestawić kompletny schemat połączeń elektrycznych miasta, dysponujemy całodobowymi zapisami elektrycznej aktywności miast. Mamy takie dane nawet dla Capital Cities. Słowo capital pochodzące od łacińskiego caput (dopełniacz capitis ) pokazuje jak bardzo antropocentryczni jesteśmy przy opisywaniu otoczenia i formujących go sił. I jak bardzo chcemy samych siebie opisać właśnie jako splot fizycznych sił. Łódź rozciąga się po dwóch stronach ulicy Piotrkowskiej. Lizbona
Nie zawsze są one dostępne „na żądanie” (w standardzie: World on Demand – WOD), ale zawsze kręcą się blisko nas. Może właśnie z tego powodu „przestrzeliliśmy” w naszej Fundacji kolejny projekt. Przyszłość zaczęła mocno doskwierać teraźniejszości. Igrzyska Przyszłości miały nieco uspokoić sytuację i rozpocząć budowę w Łodzi Kamienicy Wieku Przyszłego. Oczywiście, we wschodniej pierzei przyszłego Rynku Kobro w NCŁ. Naprzeciwko Kamienicy Ziemi Obiecanej, w ramach tegoż samego projektu 21K. Poszło (jak zawsze) o łódzkiego barona Münchhausena. Nie wszyscy mają tyle werwy, co baron, który na Księżyc wdrapał się po linie. Co z pozostałymi, którzy nie mają takiej krzepy? A przemieszczać się w Łodzi po ulicach trzeba. Można swobodnie podróżować między mundus sensibilis i mundus intelligibilis . Po
A w bajkach dzieje się tyle niepojętych rzeczy na raz, że o zamęt łatwo. Doskonale sprawdza się w bajkowej realności asymetria, pozwala odróżniać bez wahania. Szczególnie krzywda w bajkach zawsze jest asymetryczna. To asymetryczne napięcie nakręca i napędza akcję. A wartka akcja jest podstawowym parametrem dobrej bajki i medialnych przekazów. Reklamodawcy to lubią. Z punktu widzenia ich interesu bez znaczenia jest dokąd prowadzi perspektywa. Czy obowiązują jakieś intuicyjne prawa, ciążenia, konsekwencje zakazu bilokacji, nietożsamości dobra i zła? Liczy się tylko powtarzalna bez końca sekwencyjność. Tak jak w łańcuchu dostaw. Dotarło to ostatnio podobno nawet do Elona Muska. Pogrążenie się w bajkowości, w bajeczności jest jednym z prostych sposobów przetrwania w realiach ostrego
Jasne, polityka zawsze i zapewne wszędzie była spektaklem, nieznośną czasem teatralizacją wszystkiego, co się nawinie. Nasz kłopot, teraz, zimą 2024 polega na tym, że teatralizacja objęła też prawo. I usiłuje również w tym obszarze upowszechnić spektakularnie emocjonalne zachowania. Oklaski, gwizdy, buczenie – cała teatralna, ludyczna bezpośredniość zaczynają wypierać prawną argumentację. Na niewiele przydaje się przy takiej teatralizacji umiejętność czytania między wierszami, wychwytywania prawnych niuansów, odwoływania do tekstu. Jeśli ten proces się upowszechni, będziemy znów dumni z naszej teatralnej awangardy, choć nie będzie to eksperyment tani. Theatrum mundi to zwrot opisujący rzeczywistość bardzo wielu kultur, pasujący do tego, co dzieje się w wielu krajach. Dlaczego jednak nas
22 stycznia 2021 roku zmarł w wieku 97 lat Henryk Jerzy Chmielewski. Przed wojną związany z PPS, zajmował się rysowaniem, jak sam wspominał, „karykatur politycznych”. W 1939 do 6 października walczył w armii Kleeberga. Po ucieczce z transportu jenieckiego w 1941 wraca do Warszawy. Od 1942 jako dwudziestolatek publikuje w prasie podziemnej rysunki tworzone z odsłuchu komunikatów radiowych. Zgodnie z obowiązującym zarządzeniem niemieckich władz okupacyjnych słuchanie i posiadanie radia było karane śmiercią. Chmielewski był człowiekiem praktycznym, w radiowych wspomnieniach z 1980 szczegółowo opisywał, jak przypinać agrafką rulonik z rysunkami od środka do nogawki spodni, żeby nie wpaść w czasie ulicznej rewizji, kiedy trzeba przejść przez miasto do punktu kontaktowego. W maju 1944 dostaje
jak kilka lat po wojnie kobiece łydki w ciągu kilku sezonów stają się socjalistyczne w treści, choć nadal ponętne w formie? Chcecie lepiej zrozumieć, co łączy małomównego, podstępnego Erosa i perspektywę ulic na Bałutach? Musicie na tę wystawę pójść. Cztery salki w starym gmachu Muzeum Sztuki, tam gdzie zawsze, na rogu Więckowskiego i Gdańskiej. Niby nic, a wystawa wielka. To jedna z najważniejszych wystaw w ostatnim roku, nie tylko w Polsce. Nie przeoczcie, nie zagapcie się, jak dziecięce „ Licho Jednookie”. Takie, jakie dwudziestokilkuletni Nowosielski narysował dla Teatru Lalek w mieście Łodzi, do którego przyjechał w 1950, szukając pracy i miejsca do zakotwiczenia się w ciągle dziko obcej powojennej realności. Dwa tygodnie temu skończył się rocznicowy rok Nowosielskiego, pora więc
To po lewej to stare naskalne zadrapanie, liczące może ponad trzy, a może tylko dwa i pół tysiąca lat. W naszych głowach wygląda jak ktoś wchodzący do labiryntu. W środku też nie wy, to przecież do znudzenia przypominany człowiek ad quadratum , ad circulum, dwie zebrane i genialnie prosto nałożone na siebie przez Leonarda da Vinci wyobrażenia tego, co podobno powinno nas normować, mitygować. Idealna („renesansowa”, jak uczyli przed maturą) symetryczność i perfekcyjne dopasowanie do okrągłego świata, przejrzysta, prosta geometria, która bez wysiłku zmienia naszą ludzką niedoskonałą pokraczność w trwały ideał. Obok – Modulor Le Corbusiera, źródło bezliku współczesnych ergonomii i systemów projektowania. Niby wprost z życia wzięty, a jakoś mniej ma się ochotę utożsamić z postawnym
Skoro sytuacja wymusza powrót do niekończącej się dyskusji o powstaniu desperackim, wymuszonym, Styczniowym spróbujmy robić to z jasno określonym politycznym celem. Historyczne okoliczności pozwalają podjąć próbę zmiany rozumienia Rzeczypospolitej jako tworu etnicznego, narodowego, polskiego, na zaskakująco nowoczesny projekt dążący do zrównania praw różnych etnosów w ramach zakreślonych wynegocjowanym przez Obywateli (równych nacji, wyznań i języków) porozumieniem – Konstytucją . Gdyby udało się nie zaczynać jak w szkole zawsze od Konstytucji 3 Maja… „Powszechnie przyjmuje się, że Konstytucja 3 maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) spisaną konstytucją (https://pl.wikipedia.org/wiki/Konstytucja_3_maja). Powinniśmy przypominać o