Obrazy złe, obrazy niosące złe emocje oglądamy chętniej. Nie potrafimy ich nie oglądać, po to mamy wiązkę instynktów by nasz organizm potrafił się czasem ochronić niezależnie od nabitej myślami głowy. Jeśli dostrzegamy oznaki niebezpieczeństwa, będziemy w tę stronę bacznie zerkali. Korzysta z tego od zawsze polityka, marketing, korzysta każdy kto zabiega o cudzą uwagę. Warto pamiętać, że takie obrazy oglądamy w recesji, i nie chodzi o stan gospodarczej koniunktury. Chodzi o sposób działania takich obrazów, wymuszają one recessio – mimowolne, instynktowne „cofanie się „. Niby manewr jak każdy inny, skoro mamy zagwarantowaną swobodę poruszania. Kłopot w tym, że w czasie cofania się oczy mamy utkwione w jakimś frapująco strasznym obrazku. Widać na nich, jak na dłoni, że blisko, bliżej niż
a „Ziemię Obiecaną” Reymonta przepisujemy nie dlatego, że (jak chce profesor Krzysztof Pomian) ogarnęło nas „szaleństwo katalogowania” ludzi według ich charakteru (pisma). Choć „po prawdzie” taka namiętność nie opuszcza Europę do dziś. Nadal w popularnym przekonaniu historia sztuki zajmuje się odróżnianiem gotyku od renesansu, renesansu od manieryzmu, manieryzmu od baroku, baroku od klasycyzmu. Kompletnie inne znaczenie i zakres chronologiczny mają te same style w historii muzyki. Jeszcze inaczej jest w historii literatury. Kultura europejska to misterna koronka powycinana w nakładających się na siebie kategoriach, porządkach, katalogach zdarzeń. Radykalny minimalizm modernizmu ( less is more ) wytępił większość gatunkowych nazw styli wykonawczych. Dawno, dawno temu, w połowie XVIII
Palec traktowany jest jako symbol Ducha Świętego. Abstrakcyjna i niezrozumiała moc zawarta jest w małej, słabej części ludzkiego ciała (zob. Ambroży, Expositio evangelii secundum Lucam, VII, 93 Komentarz do Ewangelii według Łukasza). Metafora „Księgi Świata” (liber mundi) jest powszechnie znana. Wyobraźnia scholastyczna spopularyzowała to porównanie. W XII wieku Hugon z Saint-Victor napisał: „Universum enim mundus iste sensibilis quasi quidam libre est scriptus digito Dei, hoc est virtute divina creatus, et singulae creaturae quasi figurae”. (Didascalion de studio legendii 7.4; PL 176) Cały ten zmysłowy świat jest jak pewna księga napisana palcem Bożym, to znaczy stworzona Bożą mocą, a poszczególne stworzenia są w niej figurami”. W tym samym stuleciu Nizami Gandżawi (نظامی گنجوی)
Warto o tej postaci pamiętać. Czytając w Szkicach piórkiem relację o upadku Francji latem 1940 z perspektywy cyklisty o wiele łatwiej uwolnić się od patriotyczno-sztampowej oceny wielu dziwnych postaci, jakie zamiast „bronić swojej ojczyzny”, walczyć, snują się dziś po Europie. Bobkowski, syn generała, do armii polskiej we Francji zgłosił się jako jeden z pierwszych. Nie został przyjęty. Znaczenie twórczości literackiej tego ekonomisty, gwatemalskiego modelarza, człowieka starającego się desperacko zachować niezależność od okoliczności dla kultury polskiej jest porównywalne ze znaczeniem Gombrowicza. Poglądy miał proste: „Człowiek wolny, intelektualista, pisarz i poeta naprawdę wolny, który chce być wolny, będzie do końca tego świata miał coś z chuligana”. Pod koniec lat pięćdziesiątych
Zdumiewające, że w świecie w całości ponoć utkanym z pikseli, rastrów, bitów i w kraju tak ceniącym kulturę ludową dopiero teraz, w czerwcu 2023-go otworzono Muzeum Wycinanki. Współczesność to jedna wielka wycinanka, kolaż szaleńca z nożycami do strzyżenia ludzi w ręku. Muzeum powstało w miejscu Królewskiej Fabryki Papiery założonej w 1755 roku w Konstancinie nad rzeczką Jeziorką. Przeskalowana ludowa wycinanka pokrywająca polski pawilon na Expo w Szanghaju w roku 2010 spodobała się na świecie ( https://www.bryla.pl/bryla1,85301,7561313,Polski_Pawilon_na_EXPO_robi_furore.html ). Mimo tego, dopiero trzynaście lat później doczekaliśmy się placówki gromadzącej tradycyjne wycinanki. Uzbierało się ponad dwadzieścia metrów teczek z wycinankami w archiwum. Miejsce znalazło się w świetnie
Nie musimy nic ściągać, nic downloadować , nie musimy martwić się o jakość. Uczmy się od nich nie tylko w święta. Fresk z San Fermo Maggiore w Weronie, podobno w tym uniwersum „ma granice nieskończone”.
Tina Turner „zaczytywała” książki Edgara Allana Poe. Gombrowicz nie znosił Balzaka. W roku 1958 pisał: „Nie znoszę jego Komedii ludzkiej . Pomyśleć, jak łatwo najlepsza zupa ulega zepsuciu gdy dodać do niej łyżeczkę starego tłuszczu lub odrobinę pasty do zębów. (…) Łatwiej znienawidzić kogoś za dłubanie w nosie, niż pokochać za stworzenie symfonii. Albowiem drobiazg jest charakterystyczny i określa osobę w jej codziennym wymiarze.” (Dzienniki, Niedziela , 1958). Gombrowicza czytamy. I co teraz, jak mieszać te przypadkowe i często przeterminowane składniki w naszym 5inKotle? W prawo mieszać, czy raczej do lewej, żeby odwlec przynajmniej moment kiedy ujawni się, że to, co przy gotowano może figurować w karcie (czy raczej na panelu: order & collect ) jako komedia ludzka? Taki los trwałych
28 maja rozstrzygnęły się wybory „o wszystko”, wybory prezydenckie w Turcji. Stopień polaryzacji poglądów był w Turcji bardzo podobny do tego u nas. Poziom emocji, ilość inwektyw używanych zamiast argumentów też. Bajka o zasadniczym wyborze między patriotycznym konserwatyzmie i kosmopolitycznym lewactwie podobna. Zaangażowanie aparatu państwa po jednej ze stron też. Turcy wybrali. Co jest ważne w tym wszystkim dla nas? Uświadomienie sobie, że wyliczone wyborcze „atrakcje” jakie nas czekają tego lata są czymś powtarzalnym, czymś wydarzającym się w pozornie zupełnie różnych kulturach. Ćwiczmy hasło popularne w pierwszej turze tureckich wyborów: „ Wszyscy jesteśmy Turkami”. Może się nam przydać. Choć niewykluczone, że koniec końców okazać się może, że „ Wszyscy jesteśmy Turczynkami”. „
Proszę pomyśleć jakie znaczenie ma fakt, czy przytrafi się nam eksplozja dobrej jakości, czy jej chińska albo koreańska podróbka. Oczywiście celność, jakość, zasięg broni z której się zabija wpływa na efektywność zabijania, ale niekoniecznie ten, z kim walczymy musi na to zwracać uwagę. Wojna w Ukrainie nie jest formą rywalizacji jaką są w stanie pojąć mieszkańcy Europy, którzy jak pisał Tuwim: „(…) – widzą wszystko o d d z i e l n i e: Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…” Na razie i my, i media wszystko w przebiegu wojny w Ukrainie doskonale rozumiemy. Czego tu nie rozumieć: wojna jest tylko formą presji ekonomicznej i kulturowej, prowadzoną środkami brutalniejszymi niż zazwyczaj. Wrogie przejęcie to termin doskonale znany bankowcom i biznesmenom. Technicy, inżynierowie, umysły ścisłe
Tylko dlatego, że czytacie po polsku, w jednym ze słowiańskich języków Wschodniej Europy albo jeszcze niedawno „zamieszkiwaliście” na Włókienniczej w Łodzi? No więc, tylko wydaje się wam. Roberto Calasso ( Zaślubiny Kadmosa z Harmonią , przeł. S. Kasprzysiak, { Le nozze di Cadmo e Armonia }) w dwóch zdaniach, tak zdawkowo jak to możliwe przypomniał co łączy całkowite zamroczenie rozumu i coś, o co warto grać: unieważnienie wyroku Losu. „Z miłości do Admeta Apollon upił Mojry i być może było to najbardziej szalone święto, o jakim napomknienie do nas dotarło, ale o jakim nic więcej nie umiemy powiedzieć prócz tego, że się odbyło. Mojry, dziewczęta o pięknych ramionach, które przędą nić życia każdego ze śmiertelnych, pojawiają się w wyobraźni Plutarcha jako »córy Ananke«, Konieczności. A
Dobrze zestawiona, uważnie obejrzana ikonografia Chaplina zastępuje długi i nudny wykład o antropologii kulturowej XX wieku. To, czego dowiedzielibyście się pod jego koniec zobaczycie już w kadrach kończących Ballet Mécanique Legera i Murphego z roku 1924. Kukiełka Chaplina rozsypuje się (rekonfiguruje?) na fragmenty, rozsypuje się pod wpływem szalonego, mechanicznego, rozkołysanego ruchu kamery i światła, po pierwszej Wielkiej Wojnie. Dokładnie sto lat temu, w połowie lat dwudziestych zacznie się proces lepienia nowego, „stalowego” człowieka. Takiego, który się nie rozsypie, nie zawaha, wypełni każdy rozkaz. Charles Spencer Chaplin urodził się 16 kwietnia 1889 roku w Londynie. Czego się życzy na sto trzydzieste czwarte urodziny? Z pewnością nie Legii Honorowej, jeśli już to kolejnej
Sudan to starożytna kraina Kusz, z której przez stulecia pochodziło całe złoto Egiptu, to miejsce lokalizacji biblijnych kopalń króla Salomona. Chartum to około sześciu milionów ludzi w jednym mieście nad Nilem. W mieście toczą się walki, z użyciem lotnictwa. Dysponuje nim armia dowodzona przez Abd al-Fattah Abd ar-Rahman al-Burhana. Ich przeciwnik Siły Szybkiego Reagowania Mohameda Hamdan Dagalo chyba przegrywają. Chyba, bo w czasie walk w mieście niewiele wiadomo. Poza tym to daleko. Póki co nie warto uczyć się nazwisk głównych aktorów. Z nie polskiej, a bardziej zachodniej perspektywy podobnie wygląda wojna w okolicach Doniecka i Bachmutu. Inwestować czas i uwagę w odróżnianie Szojgu i Gierasimowa od Prigożina? Studiować kto jest prawdziwym generałem a kto kucharzem, czy poganiaczem
Obecna wrzawa ujawniająca niewyraźną obawę przed tempem nabywania umiejętności komunikacyjnych przez kolejne algorytmy warta jest porównania do stanowienia prawa dla rzeczywistości uginającej się pod naporem technologii w połowie XIX wieku. Oczywiście zabezpieczymy się jurystycznie na wszelkie możliwe sposoby. Kancelarie i gremia układające teraz regulacje prawne dla nowej technologii będą, oczywiście dla usprawnienia pracy, korzystały z umiejętności ChatGPT . To nic złego, wręcz przeciwnie, ale pora między sobą parę słów zamienić „w temacie” wiary, że ludzkie stanowione prawo ogranicza technologię. Wizja, wyraźna, dobrze skalkulowana wizja korzyści z „szybszej” komunikacji, z szybszego, mechanicznego przetwarzania informacji, z przyspieszenia tempa akcji jest jedynym horyzontem
Misterium jest nietransmitowane. Początek biblijnej tradycji namaszczania przez proroka przyszłego władcy znajdziemy w szesnastym rozdziale Księgi Samuela (1Sm 16). Kluczowe są dwa wersy: siódmy i trzynasty. W siódmym ugruntowuje się pryzmat tego co niewidzialne i niepojęte, w trzynastym taki porządek zyskuje wymiar trwałości. Ustawiona przez gwardzistów zasłona zmieniła prezbiterium katedry w Westminster w niedostępne sancta sanctorum w chwili namaszczenia olejem przechowywanym w ampulli w kształcie orła od czasu koronacji Karola II w 1661. Jednak spektakl otrzymania sakry monarszej buduje się nie tylko z zasłaniania kulminacyjnego momentu, ale przede wszystkim z ilości młodych twarzy dookoła. Bliskowschodni rytuał namaszczania władcy nieznany w kulturze rzymskiej wrócił do Europy dość
Akty fundacyjne, często są śladami desperacji, znakami kryzysu. Na szczęście zdarza się, że są symptomami jego przesilenia, jego prze-zwyciężenia, zostawienia go za sobą, w martwym królestwie wiedzy historycznej, na którą patrzy tylko benjaminowski „ Anioł Historii” . Byłoby fortunnie, było by cudownie gdyby korzystając z trzeciomajowej jutrzenki swobody i doskonałych warunków awiacyjnych zleciał wprost do głów uczonych niewiast i mężów zajmujących się w Rzeczpospolitej myśleniem nad rolą konstytucji duch i przyniósł jak usłużny kurier silne przekonanie, że najwyższa pora lekko zmienić bajkę i zacząć mówić o pokrewieństwie, o braterstwie, o wspólnym sensie i Konstytucji 3 Maja i Konstytucji Benderskiej, spisanej przez kozackiego hetmana Filipa Orlika w 1710. Orlik kaligrafował artykuły „
Dar słowa jakim obficie zroszone są portale architektoniczne zawsze cieszy, nawet bez wizualizacji. Warto zgodnie z architektonicznym odruchem przyjrzeć się konstrukcji. Śmiałe konstruowanie przyszłości to łódzka specjalność, co najmniej od epoki, kiedy miasto szło łeb w łeb z Chicago. Dziewięć tytułowych elementów, niby wyglądają jak części zdania, ale to nie jest zdanie, to tylko jego równoważnik. Zabrakło czasownika, co być może symptomatyczne. Inwestor się już raz sparzył i aż tak pewny realizacji nie jest, by od razu orzeczenie w tytule stawiać. Może woli poczekać z tym orzeczeniem, na to, co orzeknie konserwator zabytków, miasta Architekt i wielu innych z mocy prawa pilnujących naszej łódzkiej sielanki. Dla ułatwienia ich pracy przypominamy, że o wieżowcu łódzkiej telewizji lata
Trwa ta tradycja od 1889. Skorzystajmy z, kto wie, może jednych z ostatnich obchodów bez udziału związkowych algorytmów, bez sunących w pierwszomajowym pochodzie robotów niepojmujących, dlaczego prawa pracownicze są nie dla nich. Obchody gdzieś dalej od dawnego Bloku Wschodniego? Może Reykjavik? Szukając dobrych wzorów na chwilę majowej swobody warto spojrzeć na parę w samym środku grającej na ulicy orkiestry. Bęben i tamburyna, islandzka sekcja rytmiczna: może być ikoną Fyrsti maí – 1 maja, daleko na zimnej wulkanicznej wyspie. Kiedy wczytamy się w podpisy pod zdjęciami robi się naprawdę radośnie: Robotnicza Orkiestra Dęta wykonuje słoneczną sambę na Placu Ingólfstorgi. Słoneczna samba przyda się i w naszym umęczonym przez turbokapitalizm kraju. Drugie zdjęcie z Fyrsti maí 2022 warte
Co to właściwie znaczy? Fakt, czy raczej jego łaciński przodek – factum – występował w złożeniach, takich jak: factum est . Da się to przetłumaczyć najprościej: faktem jest , lub równie dobrze: zostało zrobione . Fakty, dopóki nie zostaną zrobione, urzeczywistnione (co potwierdza est/jest, trzecia osoba liczby pojedynczej czasownika esse – być, istnieć), sfabrykowane, dopóki się nie wydarzą i nie zostaną zauważone nie istnieją. Kto fakty robi? Faktycznie, rzecz biorąc wszyscy. Jednym wychodzi lepiej, innym kompletnie nie wychodzi. Bardzo trudno ocenić jakość faktu. Nawet jeśli upieramy się przy „obiektywności” faktów, choć bardziej są one czynem, zdarzeniem, wypadkiem niż obiektami, jakie biorą w nim udział, nie dysponujemy obiektywnymi skalami by je szeregować, układać, piętrzyć według
Opinie ekspertów są różne, jedni radzą, żeby podlewać raz na rok, inni zalecają by nie przesadzać z częstotliwością, jeśli chcemy się cieszyć żywą barwą dłużej. Czterysta pięćdziesiąt tysięcy papierowych kwiatów. Żółtych, rozdawanych 19 kwietnia w Warszawie i kilku innych miastach w Polsce to działanie niepragmatyczne, ale piękne. Bardzo, bardzo szczególny, niestety bolesny aspekt tego czym jest „piękne działanie”, działanie niespecjalnie liczące się z realiami przypomina się w dniu wybuchu Powstania w Getcie. W kawałku miasta, na którym tłoczyło się i umierało tyle mniej więcej tysięcy ludzi. To było pierwsze powstanie w mieście w czasie II wojny światowej. Co się dzieje z miastem, w którym do głosu dochodzi desperacja i wściekłość? Nie sposób tego badać w ramach jakichś badawczych
spopularyzowana za sprawą relacji z Wojny Krymskiej w połowie XIX wieku. Zachodnie media, duże redakcje stopniowo zapowiadają, że w trosce o zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych będą emitowały tylko takie reportaże, które od reportera nie wymagają lotu samolotem. Zostanie więc reportaż podporządkowany transportowi lądowemu i morskiemu. Przy dzisiejszym nadmiarze źródeł dostępnych za sprawą internetu globalnie nie jest to żaden „informacyjny” problem. Nadal będziemy „na bieżąco” wiedzieli o wszystkim. W dłuższej perspektywie, w zestawieniu z ciągłą, lekko maniakalną, europejską troską o wiarygodność i bezpośredniość tego, co traktujemy jako wiedzę o świecie to jest znaczącą cezurą. W jeszcze dłuższej, odlotowej perspektywie, np. baroku, jest to wyłączenie powietrza spod kontroli
Uwalniamy się od Rodziny, narty i święta to spory wysiłek. Zaraz po nich statystycznie częściej powinny pojawiać się szalone plany, by jak w starym dowcipie zrzucić wszystko i wyjechać, wyjechać samemu, daleko poza granice netu , mieć chwilę dla siebie, bo w święta znów się nie udało. Jeśli odpowiada wam podróż po prawdziwym kosmosie zacznijcie od ilustrowanych wydań Ulissesa Joyca. Spokojnie, nie trzeba czytać, jest to, jak dawno ustalili joycelodzy, pierwsza (sprzed 101 lat) w pełni autonomiczna powieść, sama płynie. Podobno jak jakiś starożytny strumień (Styks, Lete), wszytko jedno, ważne, że samemu nie trzeba robić – literalnie – nic. Ot, jak pasażer zerknie sobie człowiek to tu, to tam. Tekst to temu irlandzkiemu autorowi dosyć koślawy wyszedł, miejscami wygląda to jak kierdel
Nie pomoże im nawet masowe korzystanie z czatów GTP do sprawniejszego pisania uzasadnień. Ekscytacja sprawnością produkującej obrazy AI obnaża jak wątlutka jest warstwa sprawności językowej w ludzkiej komunikacji. Póki tematem uwagi będzie „sztuczna inteligencja” problem nie będzie istniał. Pojawi się, gdy zamiast o inteligencji ex machina zaczniemy mówić o wyobraźni maszynowej. A „prawdziwe” kłopoty dopadną nasze poczucie spójności i sensowności świata społecznego kiedy ktoś zacznie dywagować na temat „sztucznego sumienia” i jego oczywistych (na podstawie statystyk) przewag wobec sumienia ludzkiego, bardzo zawodnego i niedoskonałego. Wtedy można powoli malować na horyzoncie wielkimi holograficznymi literami wers z Dantego, ten najbardziej znany: „ Lasciate ogni …”, pierwsza z brzegu
Ileż to razy doświadczaliśmy tegoż w Atlasie Sztuki. Sceny, które w sztuce dawnej wyglądają intrygująco, zmieniają się w groteskową farsę w ikonografii wieku XX. Nie zapowiada się by XXI miał cokolwiek zmienić w tym cywilizacyjnym trendzie. Wyobraźnia jest gatunkiem krytycznie zagrożonym, wbrew awangardowym deklaracjom, potrzebuje bardzo rozległego, bagiennego ekosystemu by przetrwać. A proces melioracji i drenażu nadal jest bardzo dochodową branżą gospodarki. „Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa. Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?» Gdy jednak spojrzały zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był
Siła misterium „wypływająca” wprost z cieknących stróżek krwi może być gdzieś w okolicy Bachmutu medialne spektakularna. W zasadzie w Atlasie Sztuki chcemy zajmować się takimi właśnie obrazami „od święta”. Działanie świątecznego obrazu – ikony – zawarte jest w ostatnim słowie piątego wersu szesnastego rozdziału najstarszej Ewangelii Marka. Powinno to być działanie silne, bezpośrednie, zdumiewające, zmieniające całkowicie sytuację. Z pewnością nie mieszczące się w rejestrze tego co związane tylko z wyglądem, czy estetyką. Medioznawcy piszą o cyklicznie powtarzającym się kryzysie zaufania wobec kolejnych mediów i przenoszeniu uwagi w poszukiwaniu kolejnego, „lepszego”. Krew to bardzo stare medium, wcale nie tak atrakcyjne jak się o nim mówi. Eloquentia sanguinans u Tacyta znaczy: chciwy