Idemy

Wielu próbowało, z marnym skutkiem. Kręcenie to trudne i specyficznie ludzkie zajęcie.

Mówią, że dopiero The last of Us okazał się „prawdziwym filmem”, serialem nakręconym na podstawie gry. Film, sekwencja opowiadania, obrazów i muzyki, to forma najbardziej przylegająca do naszych potrzeb komunikacyjnych, do instynktownego zagadywania tego, czego troszkę się obawiamy. Wujek G. błyskawicznie podpowiada, że „ten serial lub program telewizyjny podobał się 92% użytkowników”. Wow, wow! Choć zarażeni cordycepsem klikacze i (chyba) purchlaki wydają ciut inne dźwięki. I lepiej od ludzi realizują swoją „potrzebę komunikacyjną”. Szybciej, prościej, bardziej bezpośrednio. Jeśli komunikację utożsamia się z nieprzerwanym upodobnianiem swojego otoczenia do siebie, to nie tylko fantastyczne grzyby, ale zwykły jogurt i zamieszkująca go społeczność poczciwych, pracowitych bakterii

Potrzebujemy czegoś konkretnego, czegoś wyczuwalnego, namacalnego.

Potrzebujemy bardzo, czasem wydaje się, że maniakalnie. Na tej potrzebie ufundowane są i ludyczne rytuały i metodologiczne, nieskazitelne naukowe statystyki. Skoro potrzebujemy tego wszyscy, musi to być coś do znalezienia w dowolnym miejscu świata. Coś, co mamy przy sobie. Antropolodzy napisali więcej książek o rytuałach krwi, o odróżnianiu krwi czystej i nieczystej, błękitnej i chamskiej bardziej niż chcielibyśmy przeczytać. Nasza wyobraźnia skłonność do samookaleczania przypisuje innym gatunkom, choćby pelikanowi z późno antycznych i średniowiecznych bestiariuszy, karmiącego swoje pisklęta krwią z własnej piersi. Krew jest substancją służącą do sublimacji, ale z niejasnych powodów upragnioną sublimacyjną przemianę musi zwykle poprzedzić coś wręcz przeciwnego, coś fizjologicznego i

„Budynek musi się wszystkim podobać. W przeciwieństwie do dzieła sztuki, które nie musi podobać się nikomu”.

Adolf Loos całe życie był posiadaczem. Między innymi posiadał bardzo wyraźne, apodyktycznie wypowiadane poglądy. Posiadał też wątpliwy dar ściągania na siebie uwagi miasta. W jego wypadku uwagi całego Wiednia, który emocjonował się plotkami o architekcie. Wystarczy sięgnąć, po któryś z jego pisanych i publikowanych często tekstów, choćby z najbardziej znanej pracy: Ornament i z brodnia (A. Loos, Ornament i zbrodnia , przeł. A. Stępnikowska-Berns, 2015, Tarnów), by się o tym przekonać. Można zacząć od germańskich uwag o militarnej przewadze amerykańskiego plumbera (hydraulika) nad francuskim installateur’em. Mamy w Łodzi uliczki, przy których problem instalacji hydraulicznych nadal pozostaje równie nabrzmiały jak w Wiedniu z początku XX wieku. Właśnie odnowiono dom Hilarego Majewskiego

Sprawa nie jest prosta

Sprawa nie jest prosta. Choć brzmi to ładnie, kiedy wymienia się, że sto dwadzieścia trzy kraje uznają jurysdykcję Trybunału Karnego w Hadze. Rosja przestała na mocy dekretu wydanego w 2016. Silni rzadko godzą się na ograniczenie swobody działania. W czasie głosowania w Rzymie w 1998 nad powołaniem tego sądu przeciw głosowały m.in. USA, Izrael, Chiny, także Irak i Iran, Libia i Jemen. Wtedy wydawało się, że będzie to kolejny sąd ścigających zbrodnie popełniane na dalekich peryferiach kultury zachodu. Trybunał zaczął działać w 2002 roku, w epoce „walki z terroryzmem”, nadal bardzo odległej od wyobrażenia sobie dużej wojny w Europie. W czasie kiedy Jean Baudrillard przekonywał, że „Wojny w Zatoce nie było”, a oglądaliśmy tylko serię rozbłysków na ekranach, gdzieś daleko nad anonimową

Trybunał w Hadze

Sprawa nie jest prosta. Choć brzmi to ładnie, kiedy wymienia się, że sto dwadzieścia trzy kraje uznają jurysdykcję Trybunału Karnego w Hadze. Rosja przestała na mocy dekretu wydanego w 2016. Silni rzadko godzą się na ograniczenie swobody działania. W czasie głosowania w Rzymie w 1998 nad powołaniem tego sądu przeciw głosowały m.in. USA, Izrael, Chiny, także Irak i Iran, Libia i Jemen. Wtedy wydawało się, że będzie to kolejny sąd ścigających zbrodnie popełniane na dalekich peryferiach kultury zachodu. Trybunał zaczął działać w 2002 roku, w epoce „walki z terroryzmem”, nadal bardzo odległej od wyobrażenia sobie dużej wojny w Europie. W czasie kiedy Jean Baudrillard przekonywał, że „Wojny w Zatoce nie było”, a oglądaliśmy tylko serię rozbłysków na ekranach, gdzieś daleko nad anonimową

Ptasie móżdżki

Nie wiemy do jakiego stopnia i czy w ogóle rozwój technologiczny i kierunek cywilizacji powtarzają wybory jakich dokonała ewolucja. Opuściło nas dziewiętnastowieczne przekonanie, że ewolucja jest tylko sumą przypadkowych wyborów, choć jej teleologiczność także nie mieści nam się w głowach. Dominującą „strategią”(skoro nie ma końcowego celu nie sposób mówić o strategii sensu stricto ) jest zwiększanie zdolności do produkowania energii. Surowce energetyczne, fuzja jądrowa, źródła odnawialne, wszystko jedno byle gwarantowało więcej energii. Historia estetyki dostarcza przykładów, że nastawienie na ciągłe zwiększanie zasobów energii jest tendencją o co najmniej tysiącletniej tradycji. Gotyk płomienisty, manieryzm, barok, eklektyzm końca dziewiętnastego wieku, o sto lat późniejszy, figlarny

Wiosna, wiosna – jeden nosorożec jej nie uczyni. Jedna jaskółka, jak wiemy, również.

Jaskółka niewiele zmienia, ale nawet niewychodzący z biura, niezjeżdżający z autostrady, nieopuszczający metra i podmiejskiej kolejki, ci zaszyci na amen w setupie biosa w ciągu dwóch tygodni ze zdziwieniem zauważą, że zauważyli ptaka dawno niewidzianego. Żuraw, bocian, jaskółka, szpak, jerzyk, wilga. Coś, co leci nad głową i nie straszy dźwiękiem. Takie dziwienie się doskonale uzupełni nasz codzienny poznawczy deficyt kontaktu ze środowiskiem naturalnym. Jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu wszyscy zasuwali z północy na południe dwa razy do roku za przemieszczającymi się stadami. Co najmniej od dziesięciu tysięcy lat coraz większa część z nas żyje bez takich wędrówek. A jednak nasz aparat percepcyjny nadal ma sieć receptorów do ożywienia jakich wystarczy jeden ptak wraz z pewnymi

Co właściwie sprawia, że dzisiejsze miasta są tak odmienne, tak pociągające?

Just What is It That Makes Today’s Homes So Different, so Appealing? Niewielki, mocno chaotyczny kolaż Richarda Hamiltona z 1956 po siedmiu dekadach okazuje się być jedną z ikon objawiających czym jest i jak wygląda kultura Zachodu. W dziesiątkach sieciowych miejsc możecie dziś poczytać o wszystkich możliwych konfiguracjach i konstelacjach detali i szczegółów tej papierowej pracy. Sam Hamilton odnosił się do niego starannie, wykonując po ponad trzydziestu latach (w roku 1992) nową (zmodernizowaną) wersję i oczywiście powiększając gmatwaninę tropów, motywów, odniesień, symboli, etc. Dlaczego nie zastąpić tytułowych „domów/mieszkań” czymś większym? Na przykład miastami. Tytuł (prawda, że od razu uroczo ironiczny?) brzmiałby wtedy: Co właściwie sprawia, że dzisiejsze miasta są tak odmienne

W chińskiej kobiecej lidze piłki nożnej zdyskwalifikowano drużynę Uniwersytetu z Fuzhou.

Z powodu nie dość czarnego koloru włosów zawodniczek. Europa może tygodniami dziwić się chińskim przepisom w sporcie. Ale powinna pamiętać, że sama była i jest u źródeł wielu innych równie „oczywistych” regulacji zachowań. W samym środku zielonej Anglii filozof-emigrant Leszek Kołakowski wkurzony uwagami sąsiadów napisał mały, ironiczny (uwaga Wyspiarze!) traktat „The General Theory of Not-Gardening”. (Wersja angielska została opublikowana w „Journal of the Anthropological Society in Oxford” vol. XV, no. 1, polski przekład dokonany przez autora „Ogólna teoria nie-uprawiania ogrodów” w „Zeszytach Literackich” w Paryżu, nr 18, 1986). Zastanówmy się, z czego wynika oczywista wyższość przekonań co do właściwej długości trawy, nad równie silnymi przekonaniami co do właściwego koloru włosów

Fabuła na wspak

Jeden z niewielu zachowanych przedwojennych (z 1937) filmów awangardowych, czyli takich, które chciały pokazać niedostrzeganą oczywistość to Przygoda człowieka poczciwego ( https://www.youtube.com/watch?v=FlaFGPiioPQ ) autorstwa Stefana i Franciszki Themerson. Z muzyką Stefana Kisielewskiego wart jest chwili uwagi. Fabuła na wspak, o konsekwencjach chodzenia przez dobrodusznego urzędnika tyłem eksponuje motyw dwóch ludzi noszących szafę z lustrem (tak, tak, Henryk Kluba i Jakub Goldberg taszczący szafę po bałtyckiej plaży w etiudzie Polańskiego z 1958, to był już „drugi sezon” tej symbolicznej usługi transportowej w historii filmu). Czy doczekamy sezonu trzeciego i motyw dźwigających coś wielkiego i ciężkiego jak szafa wypełni filmowe kadry i nasze głowy? Byłoby miło, bo każdy na nowo

Nie ma czasu, nie ma.

Gospodarka zassie każdą ilość w miarę wykształconych inżynierów. Wobec takiej powietrznej trąby, takiego wiru natychmiastowych potrzeb szansa, że jakaś uczelnia z rozpędu nazywana poli – techniczną zmieści w programie skromna ilość dywagacji nie dających się przełożyć na zestaw zadań/projektów do rozwiązania jest minimalna. Będziemy jechać co najmniej do końca dekady na autopilocie zaprogramowanym w czasach Ernsta Kappa i lekko upgradeowanym przez Heideggera w Pytaniu o technikę. Czyli będzie to tradycyjna jazda bez trzymanki, ponieważ Kapp pisząc o filozofii techniki pod koniec XIX wieku ( Grundlinien einer Philosophie der Technik. Z ur Entstehungsgeschichte der Cultur aus neuen Gesichtspunkten, Braunschweig, 1877 ) mógł pisać, że narzędzie, przyrząd jest tylko udoskonaleniem i

Stalin upatrzył sobie w Łodzi Jana Kowalewskiego.

Ministerstwo Edukacji jeszcze nie wie dlaczego. Ale nie tylko tego nie jest pewne. Nie wie czy lekcje K-popu zastąpią muzykę tylko w klasach mundurowych, czy we wszystkich. Silniejsza integracja kulturowa z Koreą po decyzji o zakupie prawie tysiąca czołgów K2 i około 300 wyrzutni rakietowych K239, czterdziestu ośmiu odrzutowców FA-50 i ponad sześciuset armatohaubic K9 wydaje się polską racją stanu, przynajmniej rządzącym. Raison d’État (ratio status) to termin bez wątpienia europejski. Z pewnością istnieje jego odpowiednik koreański, ale wiemy o nim niewiele, tyle ile da się wytłumaczyć po angielsku. Rząd planuje do 2035 wydać na modernizację armii 133 miliardy dolarów. Jeszcze jakieś drobne na modernizację szczelnych zapór i płotów na granicach i już będziemy „u siebie” bezpieczni

Miłość to nie sielanka.

Walentynki, ale zaraz po: Proszę zwrócić uwagę na symbol E c n (économique). W liczniku zawiłego wzoru na miłość cudowną . Wzór został na poczekaniu wymyślony przez Isodore’a Isou, impertynenckiego i czarującego zarazem przywódcę paryskich letrystów. Wydawałoby się, że tych okrutnie awangardowych młodziaków nie interesowało nic poza bezpośrednim działaniem (np. rozróba na Wielkanoc 1950 w Notre Dame; https://en.wikipedia.org/wiki/Notre-Dame_Affair ) i kreśleniem wszędzie gdzie się da własnych znaków. Isou na początku lat sześćdziesiątych zaczął coraz wyraźniej eksploatować znakową siłę seksualności, miłości, uczuć. A od początku swojej paryskiej kariery dość konkretne miał przekonania co do kobiet („ Isou ou la mécanique des femmes” , Paris, 1949). Wprowadzenie symbolu ekonomii do ścisłej

Często zapominacie języka w „gębie”?

Wobec zaskakującej nowości, wobec skali katastrofy, na chwilę? Zapominacie. Oczywiście, zapominamy języka, nie tyle „w gębie” co w głowie. Może i dobrze, ale w tych krótkich chwilach nie słuchajmy dobrych rad, patrzmy tam, gdzie chcemy patrzeć, wyżej, głębiej, bystrzej, przez łzy, mimowolnie. Patrzmy swoje. Może to coś da? Zdaniem wielu badaczy procesów neuronalnych ośrodki i szlaki korowe odpowiedzialne za reakcję na zupełnie nową, nie znaną organizmowi sytuacje są bardziej rozbudowane w prawej półkuli mózgu, są bardziej aktywne w okresach szybkiego wzrostu i też szybciej się starzeją (C. Chiron, I. Jambaque, R. Nabbout, R. Lounes, A. Syrota, O. Dulac, The right brain hemisphere is dominant in human infants. , Brain , vol. 120, Issue 6, Jun 1997, p. 1057–1065

Walentynki w Lewancie — „Small-world”

Wszystko brzmi swojsko, choć Small-world to także jeden ze specyficznych terminów opisujących model połączeń w obrębie mózgu (Bassett D., Bullmore E., Small-world brain networks. Neuroscientist , 2006, Dec; 12(6):512-23. DOI: 10.1177/1073858406293182). Połączenia te w znacznej mierze umożliwiają nam takie zachowanie, które kultura wyróżnia jako kreację, twórczość, optymalne reagowanie na to co nowe w otoczeniu. To struktura, która najprawdopodobniej decyduje o organizacji rozproszonych informacji, o rytmie ich nawarstwiania, o tym, gdzie i jak na siebie wpadają, o procesach bez których cały organizm o wiele mniej elastycznie reagowałby na zmiany. Zamiast babrać się w glejowatej głowie, lepiej popodróżujmy palcem po mapie. Poszukajmy jakiegoś geograficznie osadzonego, małomiasteczkowego

Zosia do Jurka: Żorż, Jerzka, Sukuniu. Jurek do Zosi: Kochana Żoneczko, piesulko, a także Sonieczko, Sunieczko.

Oj słoniusiu, – pisze Zofia. – Już mi niełatwo żyć bez ciebie. Teraz żyję prowizorycznie. Byłam na placu Wolności. Jest gwiaździsty, wypuszcza z siebie takie długie ulice, bardzo pociągające, troszkę tam wlazłam – ale za zimno na długie łażenie i wolałabym z tobą. Biedna niewolnica. W lecie musi okropnie cuchnąć w Łodzi. Teraz jest przyjemnie egzotyczna. Czy o mnie pamiętasz? Całuję Ciebie bardzo. Wszyscy mają męża a ja nie. Zosia. Na razie, tuż po wojnie, Zofia Gutkowska – podobnie jak jej przyszły mąż – trafia do pracowni Eibischa na krakowskiej ASP. Absolutorium uzyskuje już po ślubie, 30 czerwca 1949 roku. Uzupełnieniem plastycznej edukacji są jeszcze studia scenograficzne u Karola Frycza, zakończone dyplomem 5 stycznia 1953 roku. W latach 50. praktykowanie zawodu jest jeszcze dla

My w dwudziestym trzecim

Koniec roku przynosi wysoką falę podsumowań, dyskusji o wartych zapamiętania zdarzeniach w mijającym 2022. Dyskusje będą – biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy – dość ostre. Z naciskiem na: dość. Niezauważalnie, bez żadnych widocznych fal zmienia się powszechnie przyjęty sposób dyskutowania czy spierania się. Temperatura emocjonalna nadal tak samo wysoka, ale rozpiętość możliwych do wypowiedzenia opinii mniejsza, czy może bardziej unormowana. Unormowanie pozwala wrócić do początkowego pytania o podłączenie do sieci, o „usieciowienie” takich dyskusji. Rzadko kiedy odbywają się on w sposób całkowicie lokalny, bez śladu dla innych użytkowników sieci mediów społecznościowych. A te jak wiemy mają jasno ustalone granice swobody wypowiedzi. Nawet wasz edytor tekstu chętnie sprawdzi w jakim

Józef wreszcie wraca. Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela

To były dość kobiece święta. Faceci mogli grać Józefa, a ten (jak wiemy ze średniowiecznych scenek) w krytycznym momencie został wysłany przez Panienkę po – do niczego nie potrzebną – świeczkę, żeby nie przeszkadzał i nie panikował. Już z poświątecznej, codziennej perspektywy zadajmy pytanie z pewnością interesujące widzów najlepszych telewizji śniadaniowych na werandzie. Czy Najświętsza Panienka była prototypem WAGS? Owszem, ale nie od razu. Dopiero gdy spektakl dworu, spektakl pełen zimnych spojrzeń zdominował otoczenie. Gdzieś u zarania nowożytności pojawiają się pierwsze takie olśniewająco perfekcyjne obrazy. Każdy najmniejszy detal jak w telewizyjnym studio jest edytowany i doglądany przez oddzielnego anioła stróża. Każdy zna swoje miejsce. Prawe skrzydło Dyptyku Melun autorstwa

Patrz w niebo, na chłodno patrz

Chcecie sprawdzić znaczenie słowa „zima”? Ekonomiczną prawdę o zimie dawno temu namalował Bruegel. Trzech myśliwych, pół dnia gonienia w głębokim śniegu, sfora trzynastu psów, jeden upolowany lis. Szału nie ma. Zimę trzeba przeczekać, z możliwie najmniejszymi stratami. Jak ktoś zgromadził zapasy, może przeczekiwać grając w curling jak na piątym planie u Bruegla. Łacińskie hiem(p)s , tempus hiemalis – czas zimowy prowadzi do zwrotów prostych i bezdyskusyjnych: hiemo / χειμάζω – przezimować (także o wojsku). Zima to czas kiedy, chcesz tego czy nie, ruszasz się inaczej, ostrożniej, mniej. To czas zdradliwy, choć wypełniony przeczystym, białym światłem, łudzącym, że wszytko widzisz wyraźnie, jak na zaśnieżonej pustej tafli lodu. Ale wyjątkowo nie chodzi o temperaturę barwową. Chodzi o

Pierwszy śnieg a my już życzmy sobie wiosny

Wiosny na wyciągnięcie dłoni, na własne oczy, ciepłej, zielonej, spokojnej. I najtrudniejsze, życzmy sobie, cholera , szczerze. Wszystko kiedyś… Bitcoin, czy inne obecnie wydobywane „znikąd” kryptowaluty, nie będą długo panowały w wyobraźni homo sapiens . Gorączka złota nas nie opuści, ale jak zawsze odkryjemy lepsze „tereny”, pełne wielkich samorodków. W tym stuleciu najprawdopodobniej doczekamy się „watchcoins”. Zestandaryzowanej miary wartości w odniesieniu do ilości i długości przyciągania cudzych spojrzeń. Od dawna tak działa wycena wartości mediów. Nawet największy samorodek, dopóki nikt go nie widzi, ma minimalny wpływ na otoczenie. Podobnie jak ukryty, nieaktywny kapitał. Bez „odkrycia”, bez fazy ujawnienia, bez dostrzeżenia kapitał może pozostać prywatnym przekonaniem, fantazją

Raj a Smart City

W technologicznie sfiksowanej cywilizacji wszystkie jej elementy powinny być dokładnie nazwane i opisane. Raj jest ikonografią nagości, stanu wzajemnego podobieństwa (raczej szpetnego), o którym nie chcemy pamiętać. Nagość: nuditas naturalis bardzo szybko zamieniła się w naszych pustych łbach w nuditas criminali s. Tak samo jest z miastami. Lubimy przewodniki, które ilością gwiazdek porządkują miasta. Kierują bezpośrednio do największych atrakcji. Miasta starają się zająć dobre lokaty w rankingach miast, bo to wpływa na ich medialny obraz, a ten może miasto wywindować na sam szczyt uwagi. Podobno są miasta bardziej i mniej inteligentne. Jest wiele rankingów określających poziom inteligencji miast. Hasło Smart City jest pożądaną nalepką. Czy słynne miasto Teby nawiedzone przez Sfinksa

Incub? Nie, kot, Pani matko, kot, kot narobił mi

Gdyby memami można palić w piecu! Nie trzeba by było budować jądrowych dziwadełek. Suwerennie kraj od płotu do płotu bez wielkiej fatygi byśmy ogrzali. Sam rząd dał by radę grzać wszystkich potrzebujących. I jeszcze by zostało energii na stopienie w żużel carbon print’ ów kłębiących się nad swojska okolicą. Ilość niewielkich stworów przycupniętych blisko białej (całkiem obnażonej!) szyi jest spora w imaginarium euroatlantyckim. Aktualne polityczne znaczenie może mieć ustalenie czy częściej ssie pierś po prawej, czy po lewej. W dłużej perspektywie, to wszystko jedno, to jest po prostu koszmar. Najbardziej znaną fizis takiej dręczącej mary namalował (w kilku wersjach) Johann Heinrich Füssli. I niespodziewanie na tle mocno gorsetem i konwenansem spiętej dziewiętnastowiecznej kultury obraz

Co widać w Polsce rano 10 listopada 2022?

Barwy narodowe: szarości, plucha, mży. Za to jutro, już jutro! Kolejny raz entuzjastyczne tłumy będą witały Dziadka na dworcu. Mżawka nie zachęca, ale wystarczy tylko lekko zwiększyć rozdzielczość i komiksowa konwencja wyraźnych konturów, prostych historii rozsypie się w multiwersum kresek, zarysów, fragmentów wcale do siebie nie pasujących, rozsypanych jak kropki rastra, który może kadr ubarwić, ale nie skonstruować. Furda! Mżawka szczegółów. Chcemy i będziemy żyli sobie w takim czy innym komiksie. Bez tego pogubimy się i my, i nasze autonomiczne samochody, i równie autonomiczni partnerzy. Próbujmy chociaż dbać o to by każdy mógł poruszać się jak chce. W metropoliach wyobraźni po drogach publicznych można pędzić i parowozem dziejów, i na deskorolce. 10 listopada to podobno rocznica

Ślepe dążenie to ślepy świat. Dlaczego „rosjanie” się biją? Co rządzi „russkim mirom”?

Plakat z 1920 roku autorstwa Aleksieja Radakowa (Алексей Александрович Радаков) należy do jednych z częściej reprodukowanych grafik pokazujących specyficzne cechy sztuki rosyjskiej z okresu rewolucji bolszewickiej. Chęć odwołania się do tradycji ludowej estetyki drzeworytu (łubok/лубо́к), kontrastowe zestawienia kolorystyczne, uproszczenie sytuacji. A przede wszystkim siła fatum. To, co w realiach russkogo mira (русского мира) każe spontanicznie i z wiarą powtarzać: Wpieriod! Uraa! Jeśli to bezosobowe, niepojęte i wszechpotężne parcie do przodu nie zelżeje w Rosji, parafrazy i pastisze plakatu Radakowa mogą stać się ikoną kultury rosyjskiej lat dwudziestych także i XXI wieku. Niezależnie od tego czy „russkije” etnicznie są Buriatami, Kałmukami, Tuwińcami, Mordwinami, Tatarami za sprawą