Idemy

Bez pracujących na trzy zmiany fabryk trolli strachy nadal mieszkały by w nas, ale chyba mniejsze, takie strachy na lachy

Stefan Chwin mówiąc o swojej książce Wolność pisania po Jałcie posługuje się zwrotem „architektura strachu”. Literacko ładne, za sprawą dobrze zestawionych słów od razu uchwytne i wyraźne. Niestety, nie do końca adekwatne wobec strachu, który chlupocze w naszych głowach. Kłębią się w nich potężne bałwany, głębiowe wiry ciągną w dół ku katastrofie, ciemna woda podchodzi do ust, zalewa gardło. Śladu architektury w tej kipieli nie widać, trzeba by dopiero (na użytek czytelnika) te dygocące od każdego newsa strachy zestalić. Ale jak? Zagęścić, odsączyć, ściąć nagłą grozą ostateczną? Nie pomogą tu spece od kruszyw, od pianek montażowych, silikonów, zbrojeń, od betonu jak stal. A nawet spece od marketingu i kampanii wyborczych. Architektura strachu to wizja dostojna jak gdańska kamienica

Globalny model do kopania. Następna wystawa w Atlasie Sztuki

Osiem miliardów. Z pewnością grubo ponad miliard spojrzeń wlepionych w piłkę. Dużo. Statystycy futbolu nie wystarczą, potrzebni są antropologowie i historycy cywilizacji potrafiący obserwować zmiany trwające dekady by zgadnąć gdzie doprowadzi nas łańcuch symboliczny, na którym jak breloczek dynda cały tak spektakularnie rozgrywany rytuał w Katarze. Kiedyś będzie wyliczany jako jeden z symptomów przesilenia, przeniesienia uwagi poza ustalone w XX wieku horyzonty. Kruszą się i zaczynają dryfować nie tylko lodowce szelfowe na dalekiej północy, odpływają w nieznane zakotwiczone od XIX wieku w Europie centra uwagi. Oprócz „globalnych łańcuchów dostaw”, o które tak się martwimy są jeszcze łańcuchy znaczeń. Te drugie decydują o tych pierwszych, tworzą kluczowe węzły sieci, w której żyjemy

Liczba mnoga: studenci, dużo studentów, problem, poważny problem.

Z jakiegoś powodu nie tylko w świecie zachodnim, nie tylko dawno, dawno temu (np. w 1968) ale i dziś, w miejscach poza zasięgiem Erasmusa (np. w Iranie, w Chile) z punktu widzenia autorytarnych władz stopniowanie słowo student przebiega tak samo: studenciak, student, studenci, dużo studentów, problem, poważny problem . Wszytko jedno czy tak stopniują brodaci ajatollahowie, czy uśmiechnięci eksperci wspierający solidną, akademicką wiedzą firmy z Wall Street, czy generałowie Milicji Obywatelskiej troszczący się o stabilizację klimatu stanu wojennego. Nie musimy lubić hippisów i naiwności popkultury sprzed pół wieku. Powinniśmy kibicować kolejnym studenciakom, którzy nagle przestają być grzeczni i domagają się tego, co podobno oczywiste. Oczywiście dostaną za to ostre baty, i nie zawsze

Obywatele kosmosu. Anton Vidokle z Veroniką Hapchenko, Fedirem Tetianyczem i Kolekcją Międzynarodowego Instytutu Kosmizmu w Muzeum Sztuki.

Bar-do thos-grol , tybetańską księgę umarłych czyta się głośno zmarłemu (od końca) przez szereg dni, by uchronić go przed ponownym wcieleniem i narodzinami. Świat, w którym żyjemy w takiej perspektywie nie jest niczym więcej niż rozległą iluzją. Może się przytrafić, potrafi olśnić i oszołomić, ale nie warto do tego wracać. Krańcowo różna wrażliwość uformowała ideę powszechnego zmartwychwstania wszystkich kiedykolwiek żyjących. Doprowadzenia do tego metodami naukowymi, racjonalnymi, w jakimś prometejskim zrywie całej zjednoczonej ludzkości, po to by zatrzymać biologiczną niesprawiedliwość korzystania z dorobku poprzednich pokoleń bez rewanżu. By uwolnić się od przemocy „ślepych sił natury”, ale i od odbierającej chęć do działania wiary w zmartwychwstanie transcendentne, nadprzyrodzone

Antropomorfizujemy zawsze, bezustannie. Oswajamy każdy obraz świata.

Takie wesołe tweety instytucji badawczych okrążają glob w setkach powtórzeń niesionych przez tysiące komentarzy. Wywołują nagłe rozbłyski w sieci. Znamy artefakty sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat (The Ishango Bone; https://en.wikipedia.org/wiki/Ishango_bone ) sugerujące, że co najmniej od takiego czasu ciała niebieskie potrafią zawrócić nam w głowach. Wszystkie znane nam kultury obserwowały bacznie to co dzieje się na niebie, daleko poza naszym środowiskiem naturalnym. Wiemy, że za spontaniczne rozpoznawanie „twarzy” w układzie plam i konturów na obrazie odpowiada pewna autonomia działania zakrętu wrzecionowatego (FFA fusiform face area ) w mózgu. Najwyraźniej bardziej ewolucyjnie opłaca się zobaczenie twarzy tam gdzie jej nie ma, niż przeoczenie choćby jednej ukrytej. Kto wie czy takie

Zbrodnia bez kary. Nie czekajmy na Бесы, spróbujmy im przytrzeć różki.

Trochę czasu minęło. Nikt już nie może udawać, że wojna zna granice, toczy się „gdzieś”, przy użyciu „pewnych” środków, a w czasie weekendu jej intensywność przygasa. Pora zastanowić się co do tej pory zrobiły np. liczne w zachodnim świecie (szczególnie w Stanach) wydziały, instytuty, katedry słowianoznawstwa. Nazwą oficjalna najczęściej jest Slavic studies lub Slavonic studies , de facto od dekad są to miejsca skupione na studiach języka i kultury rosyjskiej i zdominowane przez badaczy zajmujących się Rosją i często z niej pochodzących. Nic w tym złego, poza tym, że dość trudno zainicjować w tym opiniotwórczym środowisku dyskusję na temat imperialnej istoty Rosji. Tak było w czasach kiedy Czesław Miłosz jeszcze nie był noblistą i nadal tak jest. Nawet koalicja, Czechów, Słowaków

Stoicy odróżnili cele możliwe do osiągnięcia (telos) od tych nieosiągalnych, choć kuszących (skopos).

W filmowej Łodzi z Atlasem Sztuki z uwagą śledzimy Homera i Bonda. Dawno, dawno temu w epoce podobno ślepego Homera słowo: skopos ( σκοπός ) oznaczało „strażnika, zwiadowcę, wypatrującego nadzorcę (Iliada, 2, 792), albo cel łucznika (Odyseja, 22, 6). Potem już w refleksji filozoficznej stało się terminem określającym cel działania (Platon, Politeia , 452e). Minęło parę tysięcy lat i zmieniło się niewiele. Wciąż jesteśmy zwierzętami okulocentrycznymi. Kult bystrego wzroku, celnego oka określa nasze zachowania i fascynacje. Być „trafnym”, być „celnym” znaczy dokładnie to samo co być skutecznym, być potężnym. Z tego właśnie powodu ktoś, kto ma prowadzić innych, kto ma być przywódcą nazywa się: epi-skopos. Choć doprawdy trudno wskazać o jakie to zaświatowe trofeum może chodzić w tym

Autonomiczny premier polski i autonomiczny prezydent polski jadą autonomicznym samochodem – Autonomiczny Rubens, DALL E, 2022

Waldemar Malicki, pianista polski (żyjący) a zarazem prowadzący doskonałą audycje muzyczną w każdą sobotę w II PR rozwinął jak zwykle interesująco ideę autonomicznego samochodu. Rozwinął ją dywagując o pianistach doskonale grających rytmicznie i dynamicznie boogie-woogie. Malicki prognozuje że już niedługo udoskonalona cyfrowa pianola 2.0 zastąpi takich pianistów, a kto wie czy nie zastąpi także tych śpiewnie grających Chopina i chromatycznie Debussy’ego. Ma Malicki rację dlaczego ciągle kresem wyobraźni w XXI wieku ma być „samochód autonomiczny”, dlaczego nie „autonomiczny artysta”? Tak śmiałe wizje technologicznej przyszłości powinny jednak mieć granice. Spróbujcie sobie wyobrazić w kraju średniej wielkości (tak trzydzieści parę milionów, w umiarkowanym klimacie) całkowicie

Dyskurs piotrkowski jest długi, cętkowany i nie kręty

Październik miesiącem obrad i debat jest. Debatujmy. Może wreszcie uda się wyodrębnić łódzki, endemiczny gatunek dekonstrukcji architektonicznej? Dekonstrukcji przeprowadzanej siłami natury. Niektórzy z nas pamiętają, że dyskurs piotrkowski w mieście Łodzi trwa nieprzerwanie co najmniej od połowy lat dziewięćdziesiątych. Jest równie stary jak polska samorządna demokracja. Co oprócz gnuśności intelektualnej kieruje chcącymi dyskutować „wokół Piotrkowskiej” pozostaje zagadką. Krótki trwający przez dwie dowolne przecznice spacer po ul. Piotrkowskiej w Łodzi dostarcza masy argumentów na rzecz tezy, że jest to ulica o znaczeniu marginalno-sentymentalnym. Oczywiście sentyment to rzecz prywatna, a własność prywatna podobno jest święta. Siła wspomnianych argumentów in recto z prostego

Po tak długim czasie powinniśmy się oswoić z tym, że obrazy, wszystkie, te prawdziwe i te wymyślone krążą.

Niesie je przez stulecia ten sam wir zasupłany wielokroć bardziej niż szkolna wstęga Moebiusa. Truchtając za obrazami co chwila znajdujemy się po drugiej stronie, nie tam, gdzie chcieliśmy. Ta cyrkulacja czasem staje się efektywna i wydajna jak młynek do kości, czasem obraca się tak wolno, że przestajemy zauważać zmianę. Robimy to z ulgą, bo kręcenie się bez celu psuje dziarską opowieść o przyspieszającym po prostej, doskonale zorientowanym postępie. Co ileś obrotów pojawia się sekwencja obrazów wprost przypominająca, dokąd prowadzi nasza wytężona progresywna praca. Patrzymy na nią jak na bajki. Cieszymy się rozpoznając te same zwierzątka. Stajemy na głowie, strzyżemy uszami, wierzgamy, byle tylko nie zauważyć sedna, które jak oś wyznacza bieg spraw. Warto samemu ustalić z którego kręgu

„Jak się ma dobrą kiepełe – mruknął – to i wytrychów nie trzeba”.

Stary słownik Doroszewskiego jako przykład użycia słowa kiepełe podaje zdanie z Kariery Nikodema Dyzmy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Sprawdziliście już gdzie dziś cumują jachty rosyjskich oligarchów? Nie? Trzeba śledzić sytuację na bieżąco! Na szczęście jest kilka miejsc w necie, które pokażą, poinformują, monitorują non stop. Domyślacie się, kto będzie rządził w Rosji? Nie? No, mówią, że sami Ruscy nie wiedzą. Siedzą w milczeniu w metrze w Pitrze, Moskwie, Nowosybirsku, Jekaterynburgu, przyglądają się sobie badawczo w marszrutkach i nadal nie wiedzą. Czasem jednak o tym i owym pogadają. O czym, o kim? Tego nie dowiecie się od zachodnich agencji pozarządowych, jawnych i tajnych. Tego mogą domyślać się Gruzini, Estończycy, Kazachowie, Łotysze, Jakuci, rosyjskojęzyczni w Jerozolimie i Tel

Van Gogh sporo – Hockney najwięcej

Za co skłonni jesteśmy słono zapłacić, w czasie wielowymiarowego kryzysu? Niestety aż co najmniej trzy równie dobre odpowiedzi trzeba brać pod uwagę. Za światło, za czas (szczególnie w formie krótkiej chwili), za piękno w jego abstrakcyjnej formie. W londyńskim Christies sprzedano namalowany w 1969 roku obraz Davida Hockneya Early Morning, Sainte-Maxime. Obraz był przez ponad trzydzieści lat w prywatnym posiadaniu. Estymacja przewidywała cenę 7-10 milionów funtów, aukcja trwała sześć minut, nabywcą jest także osoba prywatna. Hockney jest autorem najdrożej sprzedanego obrazu żyjącego artysty ( Pool with Two Figures za 70 milionów funtów w 2018). Hockney’s Early Morning, Sainte-Maxime at Christie’s in London. Photograph: James Manning/PA Early Morning, Sainte-Maxime namalował z fotografii

Sztuką w mieście warto się zainteresować

Wciąż utrzymuje się przekonanie, że sztuka jest obszarem, w którym najczęściej pojawia się to, co niepowtarzalne, oryginalne, wyjątkowe. Mamy nadzieję, że jako społeczność nie jesteśmy na tyle rozleniwieni, by oczekiwać i wymagać, by nasze ideały i aspiracje były na wyciągnięcie ręki jak produkty na sklepowych półkach. Uważniejsze śledzenie kultury w naszym mieście rozpoczęliśmy wiele lat temu w galerii Atlasa Sztuki rozumiejąc ją dość tradycyjnie. Jako coś raczej antynomicznego wobec supermarketu. Jako obszar, który domaga się aktywności jednostek, choćby najprostszej – fizycznej jak zakreślenie ręką koła, tak jak to kazał zrobić swojemu człowiekowi Leonardo. A jeśli nie koła to choćby kwadratu. Dlaczego wokół sztuki? Często na wschodnich krańcach Europy umieszcza się skłonność do

Zwrot „normalne miasto” jak parowóz dziejów może pociągnąć nie jedną prostą

„strategię marketingową”, a może nawet kampanię wyborczą. Da się nim do woli po(d)wozić, potrzebna jest tylko odpowiednia mobilna appka i nawyk obsypywania każdej mijanej sytuacji gwiazdkami wprost ze szczerego serduszka. Taki zwrot, kiedy już wyrośnie i rozpozna go jako słowo kluczowe administracja i lokalni producenci prawa, może nabrać poważnego znaczenia. Wtedy nawet spore miasto w biały dzień można nim zaciągnąć na pobocze. Brzmi dziwnie, ale widzieliście jak traktor ciągnie czołg? Nie? Koniecznie polajkujcie! Można całe miasto zaparkować na takim rodzaju pobocza (ubocza?) jaki lubi aktualnie klikający w appkę. Oczywiście z racji rodo nie można oczekiwać by klikający musiał ujawniać tak bezpośrednio osobowe dane jak własny gust czy wyobraźnię. To byłoby opresyjne, nielegalne, może

Pora się przyzwyczaić do chodzenia z kopią husarską

Czy świat ludzi powinien być połączony czy raczej trochę rozłączony? Spójrzmy na starą akwafortę. Alegoria Tolerancji autorstwa Daniela Chodowieckiego z 1792 roku . Wprost z czasów epidemii konfliktów religijnych. Widzicie tę długą lancę przy boku Minerwy (personifikacji Mądrości i Rozsądku)? Prawdopodobnie było to narzędzie do wyznaczenia minimalnej bezpiecznej odległości. Pora się przyzwyczaić do chodzenia z kopią husarską? Nie, pora na poważne traktowanie tolerancji jako jedyny dostatecznie wydajny nośnik jakichkolwiek informacji. To może być znacznie trudniejsze od sztuki walki przy użyciu kopii. Kurs online prowadzony przez np. Don Kichota byłby bardzo pomocy. Ćwiczenia cielesne mogą okazać się wyjątkowo przydatne. W cielesności mogą tkwić np. uprzedzenia rasowe. Wtedy „taka

Nowe hulaj nogi

Przynajmniej w polskich miastach, wszyscy śmigają na hulajnogach. Pogoda jak we Włoszech, ciepło, technologia potaniała. Młodzi i starzy odkryli urok pędu. To już zmiana kulturowa. Spece od prawa zaczynają, zgodnie ze swoją barokową naturą, opasłe tomy lex hulajnoga pisać. Pora osadzić ten motyw w historii wyobraźni. Od czego zacząć? Od Ramzesa II na lekkim rydwanie? Od Hektora i Achillesa driftujących do upadłego pod murami Troi? Hollywoodzki Ben Hur miał cnotę tak szeroką, że i Harley z trudem by to udźwignął. Raczej Eos bladym świtem z bańką mleka pyrkającą po ciemnym jeszcze widnokręgu. Wśród śladów dwudziestowiecznych królują ragazzi futuristi. „W tym momencie ukazuje się Duch Imaginacji taki jakiego opisała Inteligencja. Jest to wysoki i suchy starzec, z wąsami à la Habsburg, w

O rany! Jaka zajefana panorama!

Zbigniew Makowski to nie tylko malarz, ale również artysta wielokroć ważniejszy dla kultury polskiej niż Tadeusz Kantor, tłumaczący świat głębiej, szerzej, i co tu kryć, dużo ciekawiej, przez lata bawił się z drukowanymi w gigantycznych nakładach książkami z bratniego ZSSR. Książki Makowskiego wyglądają jak kosmos po dużej imprezie, albo abecadło co właśnie z klimatyzacji wypadło. Lekko przerażające jest w nich to, że po chwili okazuje się, że nic nie jest przypadkiem. Jak każdy kosmos układają się (oczywiście tylko w głowach) w logiczną całość. Całe życie męczył się Makowski żeby zachować własną odrębność i przypominać o wolnej woli. Kreślił znaki, które z niczym się nie kojarzą, a za moment dotkliwie uświadamiają jak niewiele zależy od naszego widzimisię . Jak klikniecie w necie „Z.M.”

Urodziny ostatnie

Oby to były ostatnie urodziny Putina, jako postaci kogokolwiek obchodzącej, przyciągającej uwagę. Choć niestety jest pewne, że ten i ów nieźle będzie żył z tantiem od analitycznych biografii. To będą spore nakłady, może ciut mniejsze niż w przypadku biografistyki poświęconej Adolfowi H., ale kto wie czy nie porównywalne z biografiami Józefa S. Życzmy sobie, żeby Europa stała się szybko kontynentem na tyle nudnym i przewidywalnym, że biznesowo opłacać się będzie produkcja serialu przez kilka sezonów pokazującego niuanse trudnego życia nastoletniego żulika z ogromnymi ambicjami z Leningradu w klimacie tak mrocznym i fantastycznym jak Chernobyl HBO z 2019. Codziennie medialne splątanie usiądziemy sobie przed telewizorem. Po pracy, przed snem, wyluzowani. Żyjemy w gęstych interferencjach

Decyduje wiara – lud ruski patrzy

Ostatnie wypowiedzi zachodnich polityków (Angela Merkel w Monachium) potwierdzają, że liczenie na ich zrozumienie tego jak funkcjonuje ruski świat może być kiepską kalkulacją. Popatrzmy na stare ikony. To schematy zachowań, postaw, działań powtarzane niemal bez zmian przez stulecia. Utrwalające fatalistyczną siłę stereotypu biernego obserwowania cudownych zdarzeń, którym błogosławi cały kosmos. Wobec takiej wizji dziejów własna aktywność, własne zdanie jest czymś niewyobrażalnie obcym, nawet wrogim wobec świętej sprawy. Pozostaje trzymać mocno kciuki, żeby kolejny ruskij zbawca i obrońca nie uwierzył, że pora wsiadać na białego konia wprost z Apokalipsy i pozować na Jerzego Zwycięzcę ( Георгий Победоносец ) z georgijewską wstążką na piersi. To dla zachodnich głów absolutnie „nielogiczne”

Wielkorusy u Lachów o Małorusach

1913 roku w Poroninie zaskoczony Wołodia zdał sobie sprawę, że źle rozumie ukraiński. Po wczorajszych bombardowaniach to bolszewickie niezrozumienie zostało utrwalone na długie dekady. Porozumienia nie będzie. „Mocno całuje Kochana Mamusiu i wszystkich pozdrawiam.(…) Byliśmy na ukraińskim wieczorze ku czci Szewczenki. Bardzo źle rozumiem ukraiński. Żyjemy po dawnemu. Mocno ściskam i życzę zdrowia. Twój W.U.” List datowany 16.II.1913, wysłany z Krakowa do Wołogdy. Dokładnie mówiąc to dopisek do listu adresowanego do „Marii Aleksandrownej” podpisanego przez „Wasza Nadia” i donoszącego o uciążliwościach życia w Krakowie. „Tu w Krakowie jest wilgoć, a w Poroninie na pewno wszystko bardzo prędko minie. Wołodia bardzo lubi Poronin, zwłaszcza łażenie po górach. W tym roku zamierzamy wziąć stałą

Niepoprawność wolności Nagrody Nobla bywa piękna.

Decyzja Komitetu Noblowskiego o tak rozsądnym przyznaniu w tym roku Nagrody Pokojowej może być świetną okazją dla architektów, designerów, deklarujących zawodowe zainteresowanie pięknem by lepiej zrozumieć na czym polega problem z posługiwaniem się symetrią, szukaniem równowagi i harmonii. Dopiero co skończyło się w Łodzi konferencja Pięknu architektury poświęcona. Wszystkie wspomniane cechy z pięknem tradycyjnie łączone widać w decyzji by „salomonowo” nagrodzić Białorusina, jedną organizacje z Ukrainy i jedną z Rosji. Aleś Bialacki swoje odcierpiał i jest dzielnym człowiekiem, zasług Memoriału dla rosyjskiej świadomości historycznej nie sposób przecenić a i ukraińskie Centrum Wolności Obywatelskich przez kilkanaście lat swojej działalności też sporo zrobiło. Kłopot wynika z tego, że

„Przywieźli wyngiel! Wyngiel! Wyngiel je we wiosce! – Wojna będzie… Przed wojną tyż by”

Ani my Polanie, ani Wiślanie. Ani rzymscy katolicy, ani pastafarianie z posypką. Widać to wyraźnie w dość krzepiącym zjawisku języka codziennego. Pod wpływem atawistycznego lęku karmionego spadkiem średniej dobowej temperatury nasz rodzimy język niespodziewanie odzyskał elastyczność. Fala wokalizacji idzie i zatapia coraz to nowych komentatorów, ekspertów, dziennikarzy, miszczów medialnego przekazu. Ludzie ci z urodzenia elokwentni, bystrzy, obdarzeni ciętym dowcipem, z ironią wpiętą obok mikrofonu, nawet w piżamę, jeden po drugim nie mogą zapanować nad własną krtanią i aparatem głosowym i wypowiadają z wyraźnym ukontentowaniem modne słowo tego sezonu: wyngiel . Co żyjącym na wyższych piętrach szklanotransparentnej i docieplonej hierarchii społecznej ludziom, sporadycznie opuszczającym

Rzeczywistość jest płaska

Klein „wykreślił wszystkie linie paraboliczne na rzeźbie Apolla Belwederskiego, którego rysy cechuje wysoki stopień piękności klasycznej. Krzywe te jednak nie mają prostego kształtu i nie dało się wyszukać ogólnego prawa, któremu by podlegały” (D. Hilbert i S. Cohn-Vossen, Geometria poglądowa , przeł. A. Dawidowicz, Warszawa 1956, s. 183-184). Piszą też autorzy, że: „Z niezmienniczości krzywizny Gaussa przy zginaniu wynika zatem, że nie da się przyłożyć płaskiego kawałka papieru do płata powierzchni o krzywiźnie dodatniej lub ujemnej. Doświadczenie uczy, że w pierwszym wypadku papier fałduje się, w drugim zaś rozdziera”. Człowiek jest fizycznie ograniczony powierzchnią, która „zawiera zarówno punkty o krzywiźnie dodatniej, jak punkty o ujemnej krzywiźnie Gaussa” (s. 183, dół). Matematyka

Uzupełnij frazę: …ęśliwy dom

Większość z nas nie lubi publicznie opowiadać o mieście. To zrozumiałe nawet jest. Mieszkamy w mieście, które na nas liczy. Mówić o mieście to mówić nami. Ale my nie chcemy… Może trzeba nas wreszcie doopowiedzieć. Zaprośmy tych, co umieją doopowiadać nas w mieście. Socjologia urbanistyczna przestaje dostarczać nowych danych. Domyślenie się wyników kolejnych badań statystycznych na temat miast i życia w miasta nie jest trudne. Rankingi miast „najlepszych” i „najgorszych” lekko zmieniają się, ale tematy o jakie pytani są ich mieszkańcy pozostają te same. Uzupełnienie frazy: ęśliwy dom jest równie trudne jak przewidzenie o co zapytają ankieterzy. Jeszcze bardziej frapujące jest z jakiego powodu wyniki kolejnych badań, przeprowadzanych ze sporym wysiłkiem (