Niemożliwe
Jak długo potrafimy wyobrażać sobie to co niemożliwe, tak długo mamy szanse na odbudowę i zwycięstwo.
Jak długo potrafimy wyobrażać sobie to co niemożliwe, tak długo mamy szanse na odbudowę i zwycięstwo.
W sytuacji gwałtownego kryzysu (nie tylko wojny) informacja zaczyna być przekazywana i dociera nowymi kanałami. Poza dotychczasowym spektrum przekazu. Niewiele możemy zrozumieć z chińskiego przekazu. Natomiast kolory natychmiast są komentowane i zwracają uwagę daleko poza standardowym zasięgiem danego medium.
Od wystąpienia dekabrystów (jeśli nie od opublikowania Podróży z Petersburga do Moskwy Aleksandra Radiszczewa w 1790) idea społeczeństwa otwartego, empatycznego w Rosji zawsze była żywa i zawsze marginalna. Przy dzisiejszym stopniu medialnego nasycenia informacją istnieje szansa, że decydujące wydarzenia będą miały miejsce na ulicach Moskwy i Petersburga, a nie na linii frontu. To nie muszą być krwawe protesty, muszą być liczne i zdecydowane, podobne do tych z Moskwy w sierpniu 1991. To może być rosyjski pokaz dla świata. Dobry albo zły.
To chyba nieliczne kadry na jakich pojazdy rozpoznawane jako terenowe, kojarzące się z „techniką wojskową”, z forsowaniem przepraw wodnych nie zwiastują niepokoju i nieszczęścia. Pięćdziesiąt lat temu w 1971 nakręcono serial telewizyjny o przygodach Pana Samochodzika bohatera serii książek dla młodzieży autorstwa Zbigniewa Nienackiego. Pierwszy odcinek, „ Pan Samochodzik i templariusze ” telewizja epoki tow. Edwarda pokazała w 1972 roku, pół wieku temu. Gruchnęła zapowiedź, że Netflix wraca do tej fabuły. Ciekawe jak chcą to zrobić, w kolorze? Bez Mikulskiego? Może w mrocznym klimacie mazursko-skandynawskiego kryminału, jak w filmowych bajkach dla trzydziestolatków? Tamta epoka była wielką propagandową ściemą. Wraca jako remake . Nie tylko jako serial. Wraca w postaciach dziarskich
W Łodzi mamy tańczącego słonia. Czemu jest to takie interesujące choć jeden słoń wiosny nie czyni. Zaczęło się 22.11.2021 kiedy przyjęliśmy zaproszenie Tomka Ciesielskiego, artysty-badacza z UŁ/Teatru Nowszego. W przestrzeniach pałacyku przy ul. Skłodowskiej-Curie 11 realizowano program Teatru Nowszego oraz Uniwersytetu Łódzkiego pt. „Poznawanie tańczącego słonia. Współczesne badanie performatywne”. Składał się on z trzech części: wystawy „Praktyka pracy i miejsce pracy”, zewnętrznej instalacji „Metoda i narzędzie” oraz weekendu działań i pokazów performatywnych. Idea programu odnosiła się do staroindyjskiej przypowieści o sześciu mężczyznach, którzy natknęli się na słonia. Każdy z nich był osobą niewidomą. Jeden z nich złapał za ogon, kolejni odbili się od twardej skóry nogi lub dotknęli
Młodzi w Łodzi. Tym razem przedsiębiorcy. Skoro przedsiębiorcy – to oczywiste, że my w Think Lodz, nieco starsi, trzymamy z nimi sztamę. Dzięki naszemu wpływowemu członkowi Rady udało się przesunąć datę (i to znacznie) składania FORMULARZY do projektu „Łódź dla młodych przedsiębiorców”. Dlaczego? Czekaliśmy na rozstrzygnięcie kolejnej edycji internetowego plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku 2021. Dawno REBRANDOWANO łódzkiego (młodego) fabrykanta na młodego łódzkiego przedsiębiorcę. To miało zaprezentować umiejetność elastycznego łączenia aktualnego języka z niekoniecznie najnowszymi obrazami, to pokazywało kolejną zdolność adaptacyjną, jakiej wymaga współczesna kultura (biznesu). Zwyciężyłosłowo: „ śpiulkolot” , a drugie miejsce zajęło dźwięczne pożegnanie : „ naura” . W1977 roku Roman
Nieco ponad rok temu jury triennale Animalis 2020 – konkursu na obraz o tematyce zwierzęcej, organizowanego od kilkunastu lat przez chorzowską Miejską Galerię Sztuki MM, niemal zgodnie chciało przyznać nagrodę obrazowi w szarościach i czerniach, namalowanemu przez Michała Cygana w 2019 roku. Po przeczytaniu tytułu: „Miejsce, w którym umierają psy” niektórzy z jurorów uznali, że jest to obraz zbyt drastyczny i zbyt literacki. Jury obsadzone było przez silną reprezentację malarzy, a ci ze śląską rzetelnością przedkładali różne odmiany realizmu nad urojoną fantastykę. Owszem, zdarza się, że ktoś psa w lesie zostawi, ale takie nagromadzenie okrucieństwa w jednym miejscu, w jednym kadrze, wyglądało wtedy na grubą przesadę. Nie mieściło się to w „głowie jury”, obraz nagrody nie dostał. Czas
Przez dwie dekady Łódź była terenem zjawiskowego, teatralnego spektaklu – opinii zejścia na samo dno. Człowiek jest gatunkiem, który ma rozbudowaną zdolność do estetyzacji katastrof, szczególnie tych teatralnych (politycznych). Dzięki Grekom w finale, który właśnie w Łodzi obserwujemy gołym okiem, od nadmiaru uczuć zostajemy uwolnieni poprzez “katharsis”. Niestety, nie da się obserwować zachodzących zmian klimatycznych niczym spektakl teatralny. Antyczna teoria katharsis zakłada, że widz żyje dłużej, niż trwa spektakl. A w tym wypadku nie jest to takie pewne.
To pytanie stało się w kulturze polskiej frazą samodzielną, prowadzącą niezależne i bogate życie nie tylko w tekstach publicystycznych. Pytającym jest Wielki Książę Konstanty w dramacie Wyspiańskiego “ Noc listopadowa”. W odpowiedzi słyszy od tajnego agenta Makrota : „(…) Tak, teraz jest listopad – więc baczne mam słuchy. Jest to pora, gdy idą między żywych duchy – i razem się bratają”. Jak to w Polsce zwyczajnie, literatura tłumaczy wypadki dnia codziennego. Najwyraźniej dzisiejsi tajni agenci podzielają to przekonanie. Trudno inaczej wytłumaczyć, dlaczego starannie opakowano w czarną folię fotoradary stojące na trasie warszawskiego przemarszu w dniu Święta Niepodległości. Uznajmy to za znak pokrzepiający. Wbrew powszechnej opinii aparat państwa ma pewne nieprzekraczalne granice, wie, że
Łódź 200-letnim kołem się toczy. Ruszają prace przy realizacji Nowego Ratusza w Łodzi. Po prawie dwustu latach. Pierwszy powstał w 1827 roku i nierozerwalnie kojarzony jest z początkiem Łodzi Przemysłowej. Historię powstania nowego ratusza rozpoczyna w 2007 roku Rob Krier. Zaproszony przez Fundację do Łodzi, umieszcza ratusz na samym środku Rynku Kobro. Czyni z niego główną dominantę i jest przekonany o jego prorozwojowej roli w tworzeniu Nowego Centrum Łodzi. Krier nie wierzył w zagłębienie dworca Łódź Fabryczna i schowanie go pod rynkiem. Jakże niesamowicie potoczyła się historia tego strategicznego miejsca w centrum miasta. Warto przypomnieć sobie ją przy okazji nowego ratusza. Nawet trzeba! Historia ta pokazuje drogę, jaką musiało przebyć miasto od idei do jej realizacji. Drogę, którą
Niewielkich rozmiarów trompe l’oeil (46.5 × 63.9 cm), obraz namalowany przez Adriaena van der Spelta w 1658 (obecnie w kolekcji Art Institute w Chicago), to doskonała ilustracja tego, jak bardzo jesteśmy nieufni wobec obrazu otoczenia. Spelt namalował martwą naturę z kwiatami, ale w taki sposób, by nawiązać do anegdoty o rywalizacji antycznych malarzy – Zeuxisa i Parrazjosa. Adriaena van der Spelt Matrix 1658 Prawdziwym tematem tego obrazu jest moment olśnienia, odsłonięcia się „prawdziwej” natury. Poczucie, że żyjemy w matrixie, oddzieleni od rzeczywistości nie jedną, ale nieskończoną ilością zasłon nie opuszcza homo sapiens . Ciekawe dlaczego?
Nawet kiedy absolutnie żaden element rzeczywistości nie ma nic wspólnego z tym co pokazują nam obrazy medialne. O ile zachowane jest status quo będziemy na takie obrazy patrzyli jako na coś oczywistego. Photo after: The Guardian
Stale interesuje nas unifikacja modeli rzeczywistości. Próbujemy uprościć opis rodzajów podstawowych sił fizycznych. Ekscytujemy się każdą wiadomością o odkryciach nowych cząstek elementarnych. Od końca starożytności mamy trzy greckie słowa nazywające siłę równie elementarną: miłość: φιλία, ἔρως, ἀγάπη ( eros, agápē, philia ). I póki co, żadnych szans na ich unifikację. Wręcz przeciwnie, XXI wiek zapowiada się jako czas dzielenia rodzajów miłości. Amor _National_Sculpture_Garden_DC_ version of Robert_Indiana work: Love Lucas Cranach the Elder, 'The Judgment of Paris’, c. 1512-14, Kimbell Art Museum
Fascynują nas obrazy. Uparliśmy się, że budowane przez nas maszyny też będą je rozpoznawać. Fascynuje nas także zdolność do zamieniania obrazów na pieniądze. Właśnie ujawniono jak „widzi” otoczenie autonomiczne auto Tesli. To zaskakująco prosty obraz. Teraz, kiedy widzą go wszyscy w sieci, zacznie prowadzić własne życie. Jest kwestią czasu, kiedy przeczytamy o artyście, który to czarno białe zdjęcie zmieni w dzieło wystawione na aukcji. Auto Tesli nie zatrzymało się przed portretem Mona Lisy da Vinciego. Bo nie było przy nim człowieka. https://insideevs.com/news/518918/tesla-vision-hacker-shows-depth/ System Tesli może jeszcze długo nie działać. Ten obraz zostanie zmonetyzowany niezależnie od tego. Być może stanie się non-fungible token (NFT) najnowszą zabawką rynku dzieł sztuki.
Wiemy, że to groźny skrzep. Nie wiemy tylko, czy zapchana arteria zasila mózg czy serce. Niestety, w obydwu wypadkach rokowania nie są dobre. Okazuje się, że nie mamy żadnego aktualnego atlasu anatomii świata.
Kontekst decyduje o ostatecznym odczytaniu treści znaku. Szczególnie jeśli chodzi o rzeczy tak fundamentalne dla naszej cywilizacji jak np. siano.
Gwiazda Betlejemska to zjawisko powstające na skutek wielkiej koniunkcji Jowisza i Saturna. Jest to ustawienie ciał niebieskich w jednej linii z obserwatorem. 21 grudnia 2020 roku będzie można zaobserwować wielką koniunkcję Jowisza i Saturna, czyli dwóch największych planet w Układzie Słonecznym. Planety znajdą się będą w odstępie 0,1 stopnia. Z perspektywy Ziemi sprawi, że będą wyglądać jak jeden bardzo jasny punkt na niebie. Gwiazda Betlejemska to rzadkie zjawisko. Po raz ostatni widziane było w 1226 roku, a po 2020 roku na kolejną trzeba będzie czekać do 2080 roku, a później do 2400. W tym roku Gwiazda Betlejemska pojawi się na niebie w noc zimowego przesilenia, czyli 21 grudnia. To co uznajemy za „bardzo jasne punkty”, za wyraźne znaki w znacznym stopniu jest efektem mimowolnej
Po przetłumaczeniu nazwy naszego miasta staje się jasne dlaczego biblioteka Nautilusa (należąca do kapitana Nemo) bardzo nas w Łodzi interesuje. Różnica między łodzią podwodną wymyśloną przez J. Verne’a, a Łodzią podziemną wydaje się być niewielka. Kapitan Nemo rozmawia o Łodzi jako wehikule do przenoszenia wyobraźni za horyzont. Książki, pozwalające poznać czyjś wybór, prowadzą najkrótszą drogą do właścicieli. Są rodzajem papierowej wyszukiwarki umożliwiającej dotarcie do drugiego człowieka. Obojętnie czy pod, czy nad powierzchnią.
Wczesnym jesiennym popołudniem 1954 roku Frank O’Hara zakończył pisanie wiersza Muzyka [ Music ] słowami: ‘(…) As they’re putting up the Christmas trees on Park Avenue I shall see my daydreams walking by with dogs in blankets, put to some use before all those coloured lights come on! But no more fountains and no more rain, and the stores stay open terribly late. ’ [2 października, 1954] Dziewięć lat później zakończyła się wojna. Świat przyglądał się świetlanej przyszłości. Czy nastąpiło to potwornie późno ? Jak tylko możliwe? Czy komukolwiek jeszcze potrzebne są sny? Marzenia , rzecz jasna, wciąż jesteśmy po jasnej stronie mocy. ‘Wir bilden einen lieben Reigen, Die Freiheit spielt auf allen Geigen, Musik kommt aus dem Weißen Haus, Und vor Paris steht Mickey Maus We’re all living in
Na początku sprawa wydaje się prosta. Potraktować książki jak element architektury. Książka, cegła, co za różnica. Ułożyć zbioru podobnych elementów. Proste zadanie. Potem, kiedy już te proste rzeczy mamy ogarnięte, czytamy u Lacana: „Na początku było Słowo”, w zupełności się z tym zgadzam. Ale przed początkiem, gdzie ono było? To właśnie jest, tak naprawdę, niezgłębione.” (Jacques Lacan La triomphe de religion). Ok. ułożyć coś z książek, ale gdzie ułożyć? W czym ułożyć? Jaką działką, jaką przestrzenią dysponujemy? Ile ma wymiarów. Jest zewnętrzna, wewnętrzna, dwojaka? Profesjonalny architekt, który zaczyna się nad tym zastanawiać, traci punkt oparcia, opuszcza go pewność działania. Szybko uświadamia sobie, że tkwi w otchłani, w jakiej nawet Nautilus kapitana Nemo nie potrafiłby się
„Nie znoszę jego Komedii ludzkiej . Pomyśleć, jak łatwo najlepsza zupa ulega zepsuciu, gdy dodać do niej łyżeczkę starego tłuszczu lub odrobinę pasty do zębów. (…) Łatwiej znienawidzić kogoś za dłubanie w nosie, niż pokochać za stworzenie symfonii. Albowiem drobiazg jest charakterystyczny i określa osobę w jej codziennym wymiarze .” (Dzienniki, Niedziela , 1958). I co teraz, jak mieszać te przypadkowe i często przeterminowane składniki w naszym 5in kotle? W prawo mieszać, czy raczej do lewej, żeby odwlec przynajmniej moment kiedy ujawni się, że to co przy gotowano może figurować w karcie (czy raczej na panelu: order & collect ) jako: komedia ludzka? Taki los trwałych przedsięwzięć, fundacji, instytucji, a zwłaszcza „instytucji kultury”. Ich zamiarem i celem jest zawsze krzątanie się w
A więc wrzesień, jak niemal zawsze nieskalanie pogodny i Łódź znów pełną gębą, czterokulturowa (bezpośredni wtrysk, LPG, turbodoładowanie, katalizator, rzecz jasna). Łódź miastozabawna, miastozbawna (jak Babel i Babadak, ale jeszcze nie Berlin), świadoma wagi każdego swojego ruchu. W skupieniu jak prządka Parka celebruje każdą niteczkę swojej przeszłości. Na widnokręgu kolejne kongresy, festiwale, eventy. Wzmożenie. A więc wrzesień, jak niemal zawsze nieskalanie pogodny. Otwieramy się na różne kultury, osnuwamy jak babim latem. Przeczytajmy uwagę emigranta z 1955: „(…) jakież były możliwości porozumienia pomiędzy mną i Argentyną intelektualną, estetyzującą, filozofującą? Mnie fascynował w tym kraju dół, a to była góra. Mnie urzekła ciemność Retro, ich – światła Paryża. Dla mnie owa nie
W świetnej książce Siegfrida Zielińskiego, Archeologia mediów. O głębokim czasie technicznie zapośredniczonego słuchania i widzenia , w przekładzie K. Krzemieniowej na stronie 303 czytamy: „ W artykule O tendencjach kultury proletariackiej Gastiew pisał; «Maszyna steruje żywymi ludźmi. Maszyny przestały być obiektami sterowania, stały się ich podmiotami». (…) W przyszłości ludzie pracy byliby «trybami ogromnej maszyny». Powstałaby psychologia identyczna z regułami określającymi działanie automatu, z jego dwoma stanami: «bycia włączonym» i «bycia wyłączonym» oraz zamkniętym zespołem funkcji” Autor sumiennie przy cytacie powołuje się na inną publikację: R. Traub, Lenin und Taylor. Die Sichicksale der «wissenschaftlichen Arbeitsorganisation» in der (frühen) Sovjetunion, „Kursbuch” 43, Berlin
„- Kiedyś, dawno temu, prawie jeszcze w dzieciństwie, towarzyszu Czyklin – powiedział Pruszewski – zauważyłem przechodzącą koło mnie kobietę, tak samo młodą jak ja wtedy. Mogło to być w czerwcu, albo w lipcu. Od tego czasu poczułem smutek i zacząłem wszystko widzieć i rozumieć. Ale jej już nie widziałem. Więc chcę jeszcze raz popatrzeć. A więcej nie chce już niczego.(…) Czyklin wyobrażał sobie dokładnie ból Pruszewskiego, bo sam, choć mniej pamiętnie, męczył się kiedyś takim samym bólem, po stracie szczupłego, obcego, lekkiego człowieka, który w milczeniu pocałował kopacza w lewą stronę twarzy. Zatem jeden i ten sam, rzadki i czarujący obiekt oddziaływał z bliska i z daleka na nich obu. – Pewnie jest już teraz stara – powiedział po chwili. – Nic, tylko się zamęczyła i skórę ma teraz