„Polacy słabo widzą”, to odpowiedź jaką usłyszałem od profesor Marii Poprzęckiej na pytanie, dlaczego osoba Ludwiga Wildinga i jego twórczość jest zupełnie nieznana w Polsce. Ludwig Wilding to uznany w Europie Zachodniej twórca. Otwarcie, w maju tego roku, jego retrospektywnej wystawy zatytułowanej Visuelle Phänomene w Museum für Konkrete Kunst w Ingolstadt zgromadziło tłumy widzów z Europy Zachodniej. Ja sam z trudem przemieszczałem się pomiędzy kolejnymi salami wystawienniczymi. Prace artysty, który w tym roku skończył 80 lat, znajdują się w wielu kolekcjach europejskich i amerykańskich. Nieznajomość twórczości Ludwiga Wildinga w Polsce wynika zapewne także z faktu, iż op-art nie był w naszym kraju szczególnie popularny. Sam artysta zwraca uwagę, że ten kierunek w sztuce poprzez swoją
Projekt Rafała Jakubowicza zatytułowany ti tabu dibu daj inauguruje piąty rok działalności wystawienniczej Atlasa Sztuki. Tytuł wystawy, zaczerpnięty przez artystę z tekstu piosenki disco polo, brzmiąc dość abstrakcyjnie, budzi zaciekawienie. Rafał Jakubowicz mówi: „zawsze staram się użyć minimum środków do wyrażenia tego, co chcę przekazać. Jeśli więc można coś wyrazić za pomocą, powiedzmy, pięciu kilogramów, nie musimy używać pięćdziesięciu pięciu. W sztuce jest tak, że pięć może ważyć więcej, paradoksalnie, niż pięćdziesiąt pięć. Przekaz powinien być subtelny”. Artysta, realizując swój najnowszy projekt w Atlasie Sztuki, postanowił pozostać wierny swoim zwyczajom. Przestrzeń wystawienniczą zamieni w sale sportowe.
Trudno o lepsze zakończenie kolejnego, czwartego już, sezonu wystawienniczego niż prezentacja twórczości grupy Łódź Kaliska. Grupy, która od prawie trzydziestu lat, ze znacznym powodzeniem, aktywnie uczestniczy w polskim życiu artystycznym. Z przyjemnością, w połowie czerwca, zaprezentujemy w Atlasie Sztuki najnowszy, błyskotliwy projekt Łodzi Kaliskiej zatytułowany Alementarz . Kilkumiesięczna współpraca podczas realizacji Alementarza to już drugie spotkanie Atlasa Sztuki i Łodzi Kaliskiej. Pierwszy raz spotkaliśmy się, realizując poprzedni projekt piątki artystów – Chińczyków oglądających reklamę Atlasa Sztuki . Po ubiegłorocznej prezentacji Chińczyków… podczas II Łódź Biennale w tym roku praca zostanie pokazana we Wrocławiu, Poznaniu oraz Rzymie. Wystawieniem Alementarza , jeszcze
W czasie, gdy piszę te słowa, kształt wystawy Dominika Lejmana w Atlasie Sztuki powoli się krystalizuje. W publikowanych w katalogu tekstach czytelnik nie znajdzie zbyt wielu informacji na temat najnowszego projektu artysty. Pomimo to, dla wszystkich zaangażowanych w przygotowanie tej wystawy, jest oczywiste, że będzie to ciekawa wideomalarska realizacja artysty. Artysty bardzo wszechstronnego, określającego siebie samego jako malarza, którego prace prezentowane były dotychczas w wielu znamienitych galeriach w kraju i poza jego granicami. […] Ryszard W. Kluszczyński zauważa, że „Malarstwo Lejmana, zanim jeszcze zostało skonfrontowane na swym własnym polu z wideo, już charakteryzowało się wewnętrzną złożonością, wielopłaszczyznowością, polifonicznością dyskursów. Efekt ten, co warto
Prezentując malarstwo Siegwarda Sprottego w Atlasie Sztuki pokażemy 50 prac artysty. Artysty, którego twórczość jest zupełnie nieznana w Polsce, choć jego dzieła znajdują się w zbiorach Muzeum Puszkina w Moskwie, Museum Modern Art w San Francisco, Shanghai Art Museum, Mellon Collection w Waszyngtonie, lizbońskiego Museum Gulbenkian, Carnegie Institute of Art w Pittsburghu oraz w ważnych muzeach i galeriach niemieckich takich jak: Berlinische Galerie, Berlin Museum, Staatliche Gemäldesammlung w Dreźnie, Museum Altona w Hamburgu, Staatsgalerie Moderner Kunst w Stuttgarcie, Staatliche Kunsthalle w Karlsruhe i Potsdam Museum. W większości z wymienionych miejsc odbyły się także indywidualne wystawy Siegwarda Sprottego. […] Na wystawie w Atlasie Sztuki pokazaliśmy kilka wczesnych prac artysty
Wystawa prac Rafała Sobiczewskiego to kolejna prezentacja twórczości artysty związanego z Łodzią w Atlasie Sztuki. Rafał Sobiczewski, absolwent łódzkiej ASP, obecnie jej adiunkt, ze swoją twórczością pozostaje poza głównym nurtem sztuki. […] Zdaniem Magdaleny Wicherkiewicz, autorki tekstu nt. twórczości artysty, stawia on w niej „znak równości między cielesnym a duchowym aspektem istnienia”. Autorka zauważa, że w „malarstwie Sobiczewskiego jest coś trudnego, co powoduje, że odczuwamy rodzaj nieznośnej udręki, bolesną autentyczność malarskiego gestu i myśli. OgIądanie jego obrazów sprawia ból niemal fizycznie odczuwaIny, udręczenie, choć zarazem odczuwamy cień specyficznej czułości wobec przedstawianych postaci”.
We wrześniu 2005 roku, pierwszy i dotychczas jedyny raz w Polsce, zaprezentowaliśmy w Atlasie Sztuki fragment kolekcji stworzonej przez Gerharda Jürgena Bluma-Kwiatkowskiego w Museum Modern Art w Hünfeld. Na wystawie Argumenta pokazano 226 prac 127 artystów. Wystawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, zobaczyło ją wiele osób, z których niejedna do dziś pozostaje pod jej wrażeniem.
W kwietniu 2006 r. Janek Simon zorganizował w stolicy Madagaskaru Antananarywie wystawę współczesnej sztuki polskiej. Wystawę wyjątkową z wielu powodów. Wyjątkową, bo pierwszą w tym kraju prezentację kultury polskiej. Wyjątkową, bo nie pokazał na niej żadnej pracy polskiego artysty – zaprezentował prace Vlada Nancy z Rumunii, Ivana Moudova i Krassimira Terzieva z Bułgarii, Erika Bindera ze Słowacji oraz czeskiej grupy Guma Guar. Pomimo że w Antananarywie nie pokazano prac polskich artystów, Janek Simon poprzez swój przemyślany wybór stworzył wystawę, która odnosiła się do sytuacji Polski i jej problemów: wzrostu nacjonalizmu po transformacji w 1989 roku, ingerencji Kościoła w sferę polityki, degradacji przestrzeni publicznej, masowej i bezmyślnej konsumpcji, czy też kwestii wojny w Iraku
Miejsce nieparzyste Elżbiety Janickiej to wystawa wyjątkowa. Minimalistyczna, surowa, ascetyczna w formie. Tylko sześć czarno-białych, wielkoformatowych fotografii powietrza w… a może nad? Auschwitz II Birkenau, Kulmhof am Ner, Majdankiem, Bełżcem, Sobiborem i Treblinką oraz odtwarzany pętlowo dźwięk trzynastu nagrań dokonanych w tych miejscach. To jednak, jak zauważa Rafał Jakubowicz w swoim przejmującym tekście o wystawie, „Tak mało i tak wiele. Dominujące doznanie to cisza. Cisza bieli wielkoformatowych fotografii i cisza nagrana w przestrzeniach śmierci”. W ciszy tej rodzi się natłok pytań o pamięć, przeszłość, przyczyny zniszczenia cywilizacji Żydów europejskich, naszą reakcję na Zagładę, tożsamość, a także o dwuznaczność produktów niewinnych z przeznaczenia, powszechnie używanych.
Wystawa prac Roberta Rabiegi zatytułowana Studium przestrzeni kończy trzeci rok działalności wystawienniczej Atlasa Sztuki. Pokazujemy różne obszary sztuki współczesnej – prezentując zarówno artystów uznanych, jak i będących na początku drogi twórczej. Po kilku wystawach artystów światowego formatu nadszedł czas na kolejną, trzecią już, wystawę artysty tworzącego w Łodzi. Robert Rabiega, absolwent łódzkiej ASP, ze swoją twórczością pozostaje poza głównym nurtem sztuki. To bez wątpienia świadomy wybór artysty.
W dniu 3 maja br. w nowojorskim Museum of Modern Art rozpocznie się retrospektywny przegląd twórczości Lecha Majewskiego zatytułowany Conjuring the Moving Image . Podczas tego przeglądu odbędzie się światowa premiera najnowszego dzieła artysty – Krew Poety . Dzieła powstałego, w koprodukcji z Atlasem Sztuki, specjalnie na pokaz w MoMA oraz w Atlasie Sztuki. W Krwi Poety Lech Majewski zarejestrował techniką wideo sceny i obrazy, które nosił w sobie przez lata. Jak sam mówi: „stworzył ekwiwalent wizualny zbioru poezji, w którym poszczególne sceny »czyta się« jak wiersze”. Zaproszenie artysty przez tak renomowaną instytucję jak MoMA to dowód uznania jego twórczości. Twórczości niezwykle bogatej i różnorodnej, w której artysta – będący w zależności od rodzaju utworu reżyserem filmowym lub
Akcja przygotowywana dla łódzkiego Atlasa Sztuki wykorzystuje liczne dwuznaczności, jakie tkwią w ceremonii wernisażu. Ma być miło, jak to na towarzyskiej imprezie, ale mają czyhać niespodziewane niewygody. W rankingu wernisaży kelnerzy są gwarancją wysokiej pozycji imprezy. A więc niech będzie ich stu. Lubimy być obsługiwani. Ale czy aż tak? Czy wszechobecność kelnerów nie obudzi uczucia zażenowania, a w końcu irytacji? Co więcej, gorliwie obsługiwana publiczność będzie chodzić po rozchwierutanych deskach podłogi. A więc z jednej strony nadopiekuńczość kelnerów, z drugiej – niepewność stawianych kroków. O tym, żeby nie ugrzęznąć obcasem w szparach podłogi na wernisażu się nie myśli. A tu nagle trzeba patrzeć pod nogi, zapomnieć o towarzyskim luzie. I jeszcze ustawiona w chwiejnym
Erotyka, seks to niewątpliwie jedne z najbardziej zajmujących obszarów współczesności. To to co nas kręci, co intryguje. Człowiekowi i miłości zmysłowej Marzena Kawalerowicz poświęciła całe swoje artystyczne życie. Jest im wierna od lat. W rozmowie z Krzysztofem Cichoniem, Andrzejem Walczakiem i Tomaszem Załuskim artystka mówi: „Drążenie tematu seksu od początku było dla mnie wyzwaniem. Wiedziałam, co potrafię, co sobą reprezentuję, i pomyślałam, że dla moich możliwości artystycznych i mentalnych to będzie wyzwanie. Bardzo mało ludzi pokazuje seks poważnie, często robią satyrę, czego bardzo nie lubię. Dla mnie seks to zmaganie…”. Czytając zapis rozmowy z Marzeną Kawalerowicz, ma się wrażenie, że nic nie jest w stanie zmienić jej fascynacji człowiekiem, jego zmysłowością i seksem. Mimo że
Kariera artystyczna Ilyi Kabakova trwa już prawie pół wieku. Urodzony w 1933 roku w Dniepropietrowsku artysta od 1988 roku pracuje i mieszka na Zachodzie. Od tego też roku zaczyna się triumfalny pochód artysty przez najważniejsze miejsca wystawiennicze na świecie, gdzie tworzy przede wszystkim swoje instalacje. Na liście miejsc, które prezentowały twórczość Ilyi Kabakova można znaleźć między innymi Museum of Modern Art, Jewish Museum i Ronald Feldman Fine Arts w Nowym Jorku, Kunstmuseum w Bernie, Stedelijk Museum w Amsterdamie, Hirshhorn Museum w Waszyngtonie, Galerię Tretiakowską w Moskwie, Ermitaż w St. Petersburgu, Donald Judd’s Chinati Foundation w Marfie czy Tate Gallery w Londynie.
Trudno w tej chwili wyobrazić sobie dokładnie, jak będzie wyglądała rekonstrukcja klimatu, scen i obiektów z Blue Velvet Davida Lyncha, którą w Łodzi stworzy Christian Tomaszewski, ale już teraz wyraźnie widać, że problem, wokół którego krąży artysta w tej pracy (i nie tylko tej, lecz także w poprzednich realizacjach) dotyczy erupcji fikcji w rzeczywistości, erupcji którą wyzwalają niepozorne przedmioty, dzieła sztuki, a poniekąd również fetysze stanowiące materialny wymiar wyobraźni artysty. Film Davida Lyncha – przywołany przez Slavoja Žižka w poświęconym fetyszyzmowi rozdziale Przekleństw fantazji – nieprzypadkowo stał się punktem wyjścia pracy Tomaszewskiego.
Gerhard Jürgen Blum-Kwiatkowski nie lubił, gdy nazywało się go animatorem lub popularyzatorem sztuki. Mówił o sobie: twórca stanów wyjątkowych. W rzeczywistości był niezwykłym artystą, teoretykiem sztuki i, przede wszystkim, twórcą stanów wyjątkowych. Mieliśmy przyjemność po raz pierwszy zaprezentować polskim widzom fragment kolekcji Museum Modern Art z Hünfeld w ramach wystawy Argument a.
Być nagim to stanąć wobec prawdy o sobie. Postacie z fotografii Cezarego Tkaczyka stając wobec nas pokazują nie tylko prawdę o sobie, lecz poprzez analogię z lustrem – prawdę o tym, jacy jesteśmy lub chcielibyśmy być. Choć postacie wyraźnie patrzą w kierunku widza, ich nagość nie wydaje się być wystawiona „na pokaz”. Brak jest tu charakterystycznego dla aktu skonwencjonalizowanego ujęcia, maski, erotycznej celowości. Nagość postaci jest zaledwie deklaracją: taki jestem, tak wyglądam. Informacyjno-dokumentalny kontekst.
O jego trzech wielkich dziełach – książkach-albumach: Snach rocka (1972, tekst Nik Cohn, sprzedany w ponad milionie egzemplarzy w latach 70.), Wielkim pokoju (1986, tekst Michael Herr – scenarzysta Czasu Apokalipsy ) i Snach XX wieku (1999, tekst Nik Cohn) – pisali prawie wszyscy: od recenzentów „The Independent”, „International Herald Tribune”, „Liberation”, „The Observer”, „Newsweeka” i „Globe” zaczynając, poprzez „Penthouse Magazine” i „Elle”, kończąc zaś na kubańskim „Cartelera”. Wystawy jego prac mogli zobaczyć między innymi mieszkańcy Paryża, Nowego Jorku, Tokio, Mediolanu, Hawany i Monachium. W Polsce Guy Peellaert nie jest znany szerokiej publiczności. Dotychczas polscy czytelnicy mogli obcować z jego pracami poprzez książki. Sam autor, który tworzy swoje prace z myślą o
Jedno, specjalnie przygotowane na tę prezentację dzieło, zostanie w trakcie wernisażu pocięte na kawałki. Każdy kto zadeklaruje stawienie się ze „swoim” fragmentem w określonym dniu w Sopocie, otrzyma go na własność. Proponując udział w tej akcji artystycznej, kolejny raz, próbujemy spowodować reakcję widza, wciągnąć go do zabawy, dialogu ze sztuką. Chcemy wyjść poza standardową praktykę otwierania kolejnych wystaw z mechaniczną regularnością, z przekonaniem, że to wystarczy, by przyciągnąć widza.
Zazwyczaj są to lapidarne komunikaty zaczerpnięte z gazetowej frazeologii lub tekstów reklam i ulotek. Brzmią jak nagłówki wiadomości prasowych, ale są zarazem bardzo osobiste. Ręcznie malowane litery topornie wpasowane w prostokąt: płótna, z lekceważeniem zasad ortografii, zawsze na cielistym różowym tle, nadają wypowiedziom indywidualny charakter. Równolegle z tekstami pojawiają się realistyczne przedstawienia części garderoby. Widać, że były używane, że ktoś je nosił, ale teraz są puste, bezosobowe, są wyłącznie śladem. Wymowną nieobecność ciała w tych ikonach zastępuje „cielesność” obrazów tekstowych. Uzupełniają się wzajemnie i dopełniają znaczeniami.
Dlaczego taka kurtyna? Można było przecież skroić kurtynę bliższą lokalnemu duchowi. Najrozsądniej byłoby zrobić kurtynę w tradycji unizmu Strzemińskiego – środowisko plastyczne doceni, władze się ucieszą, wycieczkom młodszoszkolnym można pokazywać bez obaw. Technicznie rzecz byłaby prosta: ograniczyłaby się do wybrania płótna o odpowiednich wymiarach i splocie. Pełny unizm. Trudno też bryt szarego płótna nazwać kiczem. A i kolor bardzo łódzki. Pomijając Strzemińskiego, miasto Łódź rzeczywiście bywa w kolorze płótna, istnieją nawet całe kwartały w kolorze całunu. Ale kurtyna realistyczna? alegoryczna? malowana przez Naliwajkę?
Do istoty grafiki, jej esencji należy pojęcie odwrotności , wyciągnięte wprost spomiędzy matrycy i odbitki. Odwrotnością grafik i plakatów Piechury jest często ich przewrotność. Trochę szelmowska, kuglarska, zaskakująca, inna – odwrotna – od arystokratycznej szlachetności środków. Towarzyszy Piechurze od dyplomu, na którym pokazał m.in. kulistą kostkę do gry. Czym innym, niż dosłowną przewrotnością odwrotności jest biegnący wkoło napis ZachódnaWschodzieWschódnaZachodzie na autorskim plakacie z 2000 roku.
Tadeusz Piechura w 1974 roku nakręcił dziewięciominutowy film. Pośrodku nieruchomego kadru, na osi głównej ulicy widnieje biała tablica z niewyraźnym napisem „Plac Wolności”, po chwili słowo „Plac” znika. Trzydzieści lat później Piechura raz jeszcze ustawił kamerę w tym samym miejscu, filmując to samo. Czy na pewno? Widzimy taki sam kadr, taką samą planszę z takimi samymi napisami, taki sam brak reakcji otoczenia. W naturalny sposób skłonni jesteśmy uznać, że ważniejszy jest pierwszy film, ale właściwie dlaczego? Co właściwie wydarzyło się w 1974 roku, na obraz czego patrzymy? Na obraz brawurowej tak naprawdę, choć zignorowanej manifestacji politycznej, obraz konceptualnej fascynacji filmem, na prywatne eksperymenty z nową radziecką fotokamerą? Do czyjej pamięci się odwołać? Autora?
Zestawienie prac Krzysztofa Skarbka i Laury Paweli, niezależnie od tego, czy uznać je za pomysłowe, czy też za mechaniczne, stanowi rodzaj maszyny wystawienniczej, zdolnej do wytworzenia nowego sensu zestawianych prac, a także wprawiającej w ruch i napędzającej myślenie odbiorców (a wśród nich piszącego ten tekst). Zestawienie tych prac jest niewątpliwie wystawieniem ich na wzajemną relację. „Zestawienie” jako „wystawienie na relację”: może ono odkryć coś we wspomnianych pracach lub coś w nich wytworzyć, pomniejszyć lub przesadnie podkreślić wagę pewnych cech, inaczej rozłożyć akcenty, całkowicie zmienić artykulację danego dzieła, czy wręcz przekształcić je, podsuwając odbiorcy niewykorzystane dotąd pomysły interpretacyjne.