Właściwie nic nie jest w stanie powstrzymać chęci pokazania tego, co widzimy. Bo czy cokolwiek może powstrzymać potrzebę zobaczenia, zrozumienia i wyrażenia świata? Nasz intelekt pozwala nie tylko dostrzegać rzeczy, ale także szukać ich przyczyn, nadawać im sens i próbować je zmieniać.

Chcemy nie tylko patrzeć, ale także nauczyć się pokazywać to, co naprawdę zobaczyliśmy. Nic nie umyka tej potrzebie zrozumienia — pragnieniu zobaczenia, czym naprawdę jest to, co nas otacza. Chcemy zajrzeć głębiej w rzeczywistość.

Chcemy nie tylko ją oglądać, ale czasem także wpływać na jej bieg. To rzecz wyjątkowa. Umiejętność pokazania tego, co widzimy, jest więc także próbą pokazania, jak to rozumiemy.

Dlatego tak ważna staje się umiejętność artykulacji — a w przypadku obrazu: umiejętność pokazania. Photo Emotion jest formą wejścia w świat idei — zarówno tych, które można nazwać, jak i tych, które wymykają się słowom. Szóstka nie wyraża wyłącznie samej siebie ani tylko rzeczywistości, którą pokazuje obiektyw.

Gdyby tak było, byłaby jedynie prostym zapisem chwili — próbą nazwania samej siebie. Tymczasem to za pomocą intelektu i rozumu staramy się przekroczyć to, co widzimy. Zatrzymany obraz uruchamia refleksję tak silną, że zaczyna wypełniać się czymś więcej niż samym widokiem.

Zaczyna wypełniać się sensem. Nie jest to już tylko sens rzeczy. To także sens nas samych.

Jeżeli Photo Emotion jest techniką, to jest również językiem, którego można się uczyć. To język obrazu — nasz własny język — który pozwala wypowiedzieć myśl, wrażenie i sens świata bez użycia słów. Ten język pozwala później sens zrozumieć, wydobyć i nadać mu mocniejszy, bardziej świadomy wyraz.

Pozwala zobaczyć, które rzeczy domagają się wyróżnienia, a które mogą stać się początkiem sztuki. Dlatego sam zapis ma znaczenie. Można go uznać za rodzaj gramatyki obrazu — prostej formy, która porządkuje widzenie i sama w sobie niesie sens.

Każda gramatyka wyrasta z określonego sposobu myślenia. Czerpie z niego, porządkuje go i przenosi dalej. Czy nasz zapis utrwala tylko to, co widzimy w chwili, gdy rzeczywistość się wydarza?

Czy raczej staje się wizerunkiem tego, kim jesteśmy — i sensu, który tkwi w nas, a nie tylko w otaczającej nas rzeczywistości? Być może to my, jako widzowie, nadajemy światu skutek i znaczenie — nawet wtedy, gdy nie rozumiemy jeszcze jego przyczyny.