Czy porządek rzeczy, które widzimy przez telefon, może zależeć od samego telefonu? A może jeszcze bardziej — od naszego sposobu patrzenia na świat? Jeżeli tak, to znaczy, że nie potrafimy już łatwo wytłumaczyć sobie tego porządku.
Być może dlatego tak często pozostaje nam go zakwestionować. Nie pytamy już tylko o to, z czego zrobiony jest świat, który widzimy. Nie pytamy wyłącznie o to, kto go uruchomił, kto nadał sens wszystkim rzeczom i jaka naczelna zasada kieruje tym ruchem.
Porządek nadajemy światu codziennie, nieustannie. Ten nasz porządek, tworzony każdego dnia od nowa, jest naprawdę nasz. Jest rodzajem ramy, przez którą patrzymy na rzeczywistość.
Dlaczego więc jedna szóstka? Być może dlatego, że jest w tym niezgoda na bezpieczne przeskakiwanie z obrazka na obrazek. Na patrzenie, które niczego od nas nie wymaga.
Jedna szóstka zatrzymuje nas w miejscu i każe zaryzykować. Między obrazami może przecież pojawić się coś głębszego — coś, w co wpadniemy przypadkiem i z czego nie tak łatwo będzie się wydostać. Szóstka zapisana przez przypadek?
Pusty obraz, któremu dopiero trzeba nadać sens? Nawet jeżeli nasza szóstka zaczyna się od przypadku, to w chwili zapisu zostaje przez nas zauważona i uznana za ważną. Przechodzi przez naszą myśl.
Zaczyna znaczyć. Taki zapis nie pokazuje więc wyłącznie tego, co znajduje się przed obiektywem. Pokazuje także przejawy naszych zmysłów, naszej indywidualności i tego, kim jesteśmy w danym momencie.
Ma aspirację, aby odkryć coś, co na co dzień nam umyka. Może nigdy nie uda nam się tego naprawdę odkryć. Poszukiwanie samego siebie zawsze wiąże się z ryzykiem porażki.
Jest trudne, może nawet rzadkie, ale jednocześnie daje radość z porządkowania rzeczywistości i odkrywania sensu, który na pierwszy rzut oka pozostaje niewidoczny. Przestrzeń na takie poszukiwanie musi być ograniczona. Ograniczenie ma znaczenie, bo porządkuje uwagę.
Wokół zapisów zaczynają tworzyć się układy, pojawiają się emocje, powstają napięcia między tym, co pojedyncze, a tym, co wspólne. Nie karmimy się już tylko jednym obrazem, ale wielością zapisów — szóstek. Zebranie kilku szóstek otwiera rozmowę o sensie albo bezsensie naszego postrzegania.
Pozwala zobaczyć, jak różnie można patrzeć na tę samą rzeczywistość i jak bardzo każde spojrzenie odsłania nie tylko świat, ale też osobę, która patrzy. Stąd bierze się nadzieja, że to zjawisko można pomnożyć: połączyć kolekcje szóstek wielu osób w jedną większą całość. To może być karkołomne.
Wymagałoby tworzenia bardzo małych społeczności, budowanych od podstaw wokół wspólnego sposobu patrzenia, zapisywania i dzielenia się obrazem. Taka społeczność musiałaby najpierw zrozumieć reguły, według których powstają szóstki, zaakceptować aplikację jako narzędzie i uznać, że warto spróbować takiego sposobu zapisu. To trudne i rzadkie.
Ale właśnie dlatego może być ważne.