fbpx
Bo nie jest światło,
by pod korcem stało

Stach Szabłowski

„Sądzę, że obcując ze sztuką szczególnie dużo można dowiedzieć się o sobie samym – mówi Mariusz Libel z Twożywa w rozmowie z Piotrem Kosiewskim. Trzeba jednak pamiętać, że np. film Bergmana oglądany przez licealistę jest czymś innym niż oglądany w wieku lat 33 przez tą samą osobę, która zdobyła pewne doświadczenia życiowe, przez wiele spotkań, rozmów czy lektur. Film się nie zmienił, ale jego percepcja jest zupełnie inna”.

Wizja dzieła sztuki jako lustra, w którym odbija się odbiorca, widząc w zwierciadle własną, ale za każdym razem inną twarz, wydaje się oczywista, a nawet banalna. A jednak, nie wszystko jest takie, jakim się wydaje – i powroty do tego co było już raz odczytane, mogą naprawdę okazać się zaskakujące.

Rewizja tego rodzaju przydarza mi się właśnie wobec twórczości duetu Twożywo, formowanego przez Mariusza Libla i Krzysztofa Sidorka.

Jestem świadkiem działalności Twożywa od kilkunastu lat, czyli od prehistorii duetu, który, jeszcze jako tercet Pinokio (z Robertem Czajką), odbijał na murach Warszawy szablonowe grafiki i rozklejał w autobusach vlepki. Zaczynałem moją relację z tym zjawiskiem jako widz, napotykający ślady aktywności kryjących się pod pseudonimem anonimowych graficiarzy. Byłem w tłumie przechodniów, którzy oglądali wczesne klasyki Twożywa, wytrącające z percepcyjnej równowagi wrzuty, takie jak „Emanacje słabości”, „Antychryst będzie artyst” czy „Plądrujemy ruiny rzeczywistości” – niepokojąco wieloznaczne i otwarte komunikaty, które działały jak szczeliny w monolicie jednoznacznie perswazyjnych komunikatów zapełniających przestrzeń publiczną.

Na moich oczach Twożywo zmieniało się z kontrkulturowej „niewidzialnej ręki” w niezależną instytucję kultury, a może raczej w instytucję dyskursu publicznego. Twożywo umieszczało swoje komunikaty na murach kamienic, billboardach, na plakatach i w Internecie, a nawet – przy całej swej zakodowanej w undergroundowym genotypie nieufności do instytucji sztuki – w galeriach. Z biegiem czasu uczestniczyłem w tym procesie już nie tylko jako bierny widz; czytałem o Twożywie, ale również pisałem o nim i rozmawiałem z artystami, współpracowałem przy realizacji niektórych z ich projektów.

Nic też dziwnego, że wyrobiłem sobie dość mocno – zdawałoby się – ugruntowany pogląd na sens i naturę działalności Twożywa. Teraz jednak gotów jestem do kortekty tego poglądu. Oczywiście możliwe jest, że zmieniłem się jako odbiorca i patrzę na Twożywo innymi oczami; bezpośrednim impulsem do ponownego przemyślenia Twożywa jest ich najnowszy projekt, w którego centrum znajdują się teksty Emila Ciorana.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, jak często i uparcie Twożywo podkreślało swój dystans wobec sztuki jako społecznej instytucji. Skąd ta niechęć do identyfikacji z „artystycznością”? Będziemy tu mówić o Cioranie, więc zacytujmy go za Mariuszem Liblem: „W miarę jak sztuka brnie w ślepy zaułek, liczba artystów wzrasta, sztuka staje się zarazem niemożliwa i łatwa”. Opór wobec odegrania społecznej roli artysty może oczywiście wydawać się kokieterią, zwłaszcza w kontekście prominentnej pozycji, jaką duet zajmuje we współczesnych hierarchiach artystycznych. Znów jednak nie wszystko okazuje się takim, jakim się wydaje; opór Twożywa podsyca realna obawa przed zbyt łatwą akceptacją i neutralizacją wszelkich komunikatów umieszczanych w polu artystycznym – nie mówiąc już o słusznym braku zaufania do przeżartego hipokryzją morale art worldu. Twożywowcy mieli przy tym moralne prawo do zajmowania pozycji outsiderów, nie studiowali na uczelniach artystycznych, są samoukami; w orbitę sztuki weszli z rozbudowanym systemem niezależnej dystrybucji efektów swojej działalności. Duet wchodzi w taktyczne sojusze z instytucjami sztuki, ale nie jest od nich uzależniony; system mógłby się zawalić, a Twożywo wciąż zdolne byłoby kontynuować swoje praktyki. Najważniejsze, że ostrożny dystans wobec instytucji sztuki zmienia się w pomocną dłoń wyciągniętą przez Twożywo do odbiorcy, który zabiera się za odczytywanie ich komunikatów. To pomoc w unikaniu nieporozumień, do których musi dojść, kiedy spróbujemy wtłoczyć Twożywo w formaty obowiązujące we współczesnej sztuce. Formaty te podpowiadały postrzeganie duetu w świetle rytualnej wywrotowości sztuki krytycznej, popychały do skupienia się na „subwersywnych strategiach” przechwytywania przez artystów języków dominujących dyskursów reklamy i propagandy, podjudzały wreszcie do formalnych analiz i rozważania, na przykład, ile Twożywo zawdzięcza tradycji konstruktywistycznej, a ile wizualnej ikonosferze epoki PRL-u. Te rozważania są skądinąd ciekawe, i zupełnie nie bezzasadne, jednocześnie jednak zawężają perspektywę; poza polem widzenia zostaje wówczas coś ważnego.

To „coś” ważnego zdaje się być istotą najnowszego przedsięwzięcia Twożywa zbudowanego wokół tekstów Emila Ciorana. Dzieło przybiera tu postać książki, zawierającej bogatą kolekcję grafik. Tematem każdej z nich jest cytat z Ciorana. Czasem to jeden wers, innym razem cały akapit – tekst wydrukowany biało i czerwono na czarnym tle, przybiera wizualną postać, jest nie tylko pisany, lecz również kształtowany, formowany, upostaciowiony. Tekst może tu być pękniętym na pół człowiekiem, tlącym się papierosem, rozbijającym przedstawienie młotem, zegarem odmierzającym czas istnienia – i czas lektury. Twożywo uruchamia bogaty arsenał narzędzi zaczerpniętych ze świata poezji wizualnej i typografii, która w twórczości duetu od dawna jest metodą zdobywania władzy nad językiem. Aliteracje i dekonstrukcje wydobywają kolejne pokłady znaczeń, granica między tekstem i obrazem znika; widzimy, co czytamy.

Sposoby Twożywa są nam znane, ale tworzywo projektu tym razem jest jednak niezwykłe. Czym są te grafiki? Ilustracjami do Ciorana? Aktami dekonstrukcji jego literatury? Afirmacją czy krytyką jego myśli? I czym jest sam tekst Ciorana? Bohaterem? tematem? tworzywem? Kto jest autorem tej książki? Twożywo czy jednak wciąż rumuński myśliciel? Ja chciałbym zobaczyć w projekcie Twożywa sprawozdanie z procesu lektury. Oto artysta zmienia się w uważnego czytelnika i przedstawia swoje czytanie.

Figura pogrążonego w lekturze artysty jest rzadkim obrazem w pejzażu sztuki, w którym czyta się przede wszystkim po to, aby dozbroić swój teoretyczny arsenał. W parze z zaczytanym Twożywem, można by postawić Tomasza Kozaka, którego twórczość jest nieustannym dialogiem z literaturą, praktyką odczytywania tekstów, pisania na nich palimpsestów i dopisywania przypisów. To jednak nie tyle symptomy, ile – raczej – wyjątki potwierdzające regułę nieobecności aktu czytania w sztukach wizualnych.

Tymczasem Cioran, za pośrednictwem Twożywa, częstuje nas takimi oto sentencjami: „Człowiek to nieszczęśliwe zwierzę, porzucone na tym świecie, zmuszone szukać sobie własnego sposobu życia”. „To, że ja istnieję, dowodzi, że świat nie ma sensu. Skoro świat zezwolił na zaistnienie kogoś takiego jak ja, dowodzić to może tylko tego, że plamy na tak zwanym słońcu życia są tak wielkie, iż z czasem zupełnie stłumią jego światło”. Albo: „Zachowanie spokoju wobec krajobrazu unicestwionego przez światło wymaga hartu, którego nie posiadam. Słońce jest moim dostawcą czarnych myśli, lato zaś – porą, w której zawsze poddawałem na nowo analizie moje stosunki ze światem, i z samym sobą. Z wynikiem zawsze ze wszech miar negatywnym dla jednego i dla drugiego”. Już ta garstka fragmentów, poza bezwzględnym pesymizmem, z którego znany był Cioran, wprowadza nas w krąg ciemności – i, paradoksalnie, jasne staje się, dlaczego grafiki wydrukowane są na czarnych kartach. Praca Twożywa jest oczywiście interpretacją tekstów Ciorana, bardzo subiektywnym, a nawet osobistym ich odczytaniem, ale nie polemiką. Twożywo podąża zatem za pisarzem w jego zasadniczym sporze z urządzeniem świata przez cywilizację, ale również z samym faktem istnienia. Dlaczego jednak właśnie ten pisarz staje się przewodnikiem Twożywa, które w swoim poprzednim projekcie literackim, Herostratesie, czytało Sartre’a, także egzystencjalistę, ale reprezentującego biegunowo różną energię i postawę polityczną? „Cioran jest na marginesie wszelkich klasyfikacji, nie jest poetą, filozofem, nie jest w żadnym cechu, żaden cech o niego nie dba, nie ma go w kursie filozofii” – mówi Libel w rozmowie z Leszkiem Jażdżewskim. To nieprzyporządkowanie Ciorana dobrze pasuje do sposobu, w jaki widzą się sami artyści Twożywa.

„Nie jesteśmy naklejkowcami, szabloniarzami, muralistami, grafikami czy dizajnerami. To tylko narzędzia i nazwy profesji”. Kim więc są Twożywowcy? Książka o Cioranie każe zwrócić baczną uwagę na literacki wymiar ich twórczości; wyglądają na poetów, którzy boleją nad zanikaniem zdolności do myślenia metaforycznego w społeczeństwie organizowanym przez dialektykę nadpodaży i niemożliwego do zaspokojenia popytu. Spod wizerunku poetów przebijają z kolei oblicza myślicieli, filozofujących obrazowymi tekstami w przestrzeni publicznej. To właśnie w tym miejscu dokonuje się rewizja moich wyobrażeń na temat Twożywa. Zgadzam się Piotrem Kosiewskim, który zauważa, że Mariusz Libel (i, parsprototo, Twożywo) nie jest rewolucjonistą, jak się niektórym wydawało, lecz moralistą. Twożywo przez lata toczyło podjazdową wojnę z Systemem, wprowadzając w obieg komunikaty rozsadzające, poddające w wątpliwość albo przynajmniej obnażające dominującą narrację konsumpcjonistycznego społeczeństwa, którą tak dobrze wyraża złośliwy slogan ukuty przez Libla i Sidorka: „Baw się i pracuj”. W temat krytyki systemu wpisana jest jednak również inna, głębsza opowieść – narracja egzystencjalnej natury, dotykająca problemów o wiele trudniejszych do rozwiązania niż praktyczne niedole życia w neoliberalnej demokracji. Jeden z ostatnich murali Twożywa, namalowany na ślepej ścianie budynku przy ulicy Radzymińskiej w Warszawie, przedstawia dwie hybrydalne, człowieczo-zwierzęce postaci. Pierwsza, niewysoka – to dziecko z głową owcy, które trzyma ufnie za rączkę ubranego w garnitur mężczyznę z głową wilka. Ów wilk w ludzkiej skórze dokądś (naprzód? w przyszłość? na rzeź?) prowadzi człowieczka-owcę – i nic nie da się na to poradzić; mural zatytułowany jest człowieczy los, przy czym tekst jest zapisany tak, że możemy odczytać ukryty w nim złowieszczy komunikat: „los owiec”. Mural doczekał się już różnych interpretacji. Jedni widzieli w wilku media wiodące zbaraniałe społeczeństwo na manowce. Inni myśleli o politykach i ich wilczych oczach, demaskujących PR-owskie uśmiechy. Jeden z warszawskich polityków znalazł nawet sposób na interpretację pozytywną i krzepiącą: oto mural pokazuje, że przy odrobinie wzajemnego zrozumienia nawet wielki wilk może zostać opiekunem bezbronnej i zagubionej owieczki.

Co będzie jednak, jeżeli niebezpieczny związek owcy i wilka nie jest polityczną sytuacją, groźną maskaradą, którą można zdemaskować? Co będzie, jeżeli założymy, że taki jest właśnie los człowieka, los owiec prowadzonych przez wilki i, że to obraz niezmiennej reguły wydającej słabych na żer silnych? Jeszcze krok i Twożywo wejdzie w filozoficzny alians z Cioranem, który nie pozostawia czytelnikowi wielu złudzeń ani zbyt wielu (fałszywych) nadziei, dając w zamian świadomość, nawet jeżeli jest ona przeklęta i pesymistyczna. Oglądając teksty Ciorana ułożone przez Twożywo w obrazy, zdałem sobie sprawę, że to zawsze mnie w ich twórczości najbardziej poruszało – momenty głębokiej, egzystencjalnej samoświadomości, funkcjonującej już poza jakimkolwiek politycznym kontekstem i poza wszelką doraźną użytecznością. Przejęcie języka reklamy i propagandy, aby polemizować z władzą to jest coś, ale zawłaszczenie ich w imię filozofowania – to znacznie więcej.

W muralu Twożywa Pięknopękłopiekło, „piekło” i „piękno” mają wspólne „o”, a pęknięciami są sylwetki ludzi. „Tylko duch pełen spękań może mieć przez nie wgląd w inne światy” – powiada Cioran, w ułożonej przez artystów książce swojego (współ)autorstwa. Jak mówi Libel, Cioran może „stanowić zaplecze dla ludzi, którzy nie godzą się na redukcję materialistyczną. W świecie umierającego chrześcijaństwa, a z drugiej strony intensywnie oświeconych ateistów, są ludzie, którzy nie godzą się ani na jedną, ani na drugą postawę. Nie chcą rezygnować z myślenia o kwestiach meta”. W książce to myślenie odbywa się poprzez czytanie – proces, w którym słowa otrzymują swój obraz, myśli przychodzą do głowy w formie leksykalnej, a leksyka ma swój widzialny kształt. Nazwijmy to czytaniem obrazami; myślenie o obrazach, jak zwykle, Twożywo pozostawia odbiorcom.

*Stach Szabłowski (ur. 1973) – historyk sztuki, kurator wystaw, krytyk sztuki i publicysta. Jest kuratorem w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, publikuje w katalogach wystaw i wydawnictwach artystycznych, współpracuje z licznymi periodykami, m.in.: „Przekrój”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Obieg”, „K-Magazine”, „Architektura-Murator”. Mieszka i pracuje w Warszawie.